Posłowie PiS Jarosław Zieliński i Zbigniew Wassermann chcą, by premier Donald Tusk wyjaśnił związki szefa ABW Krzysztofa Bondaryka i wiceministra finansów Andrzeja Parafianowicza z prywatną firmą. Według PiS, w przypadku tych osób może dochodzić do "konfliktu interesów".

Zieliński - szef sejmowej komisji ds. służb specjalnych - ocenił na wtorkowej konferencji prasowej, że sprawy Bondaryka i Parafianowicza świadczą o tym, iż rząd Donalda Tuska, wbrew zapowiedziom premiera, nie działa w sposób transparentny.

Zapowiedział jednocześnie, że komisja, którą kieruje, zajmie się sprawą szefa ABW.

Już wcześniej PiS wzywało do odwołania Bondaryka. Chodzi m.in. o doniesienia o odprawie dla obecnego szefa ABW od Polskiej Telefonii Cyfrowej. Z kolei przed kilkoma dniami "Rzeczpospolita" napisała, że Bondaryk interweniował w sprawie pozbawienia operatorów telekomunikacyjnych wiedzy o podsłuchach zakładanych przez służby.

Za utajnieniem podsłuchów przed operatorami opowiadają się wszystkie służby, m.in. CBA i policja; przeciw jest ABW. Według gazety, Bondaryk próbował zablokować nowelizację ustawy dotyczącej tej kwestii.

"PiS nigdy się nie zgodzi na takie dwuznaczne sytuacje"

"PiS nigdy się nie zgodzi na takie dwuznaczne sytuacje" - podkreślał Zieliński. "Szef służby powinien być jak żona Cezara - poza wszystkimi podejrzeniami" - wtórował mu b. koordynator ds. służb specjalnych Zbigniew Wassermann.

Politycy podkreślili, że sprawa Bondaryka dowodzi, iż rząd - wbrew zapowiedziom - nie działa transparentnie. Zapowiedzieli, że sejmowa komisja ds. specsłużb wyjaśni sprawę Bondaryka pracując na dokumentach źródłowych.

"Jeśli ktoś podejmuje się funkcji publicznej, rządowej, to powinien zostawić wszystko co robił dotychczas i nie powinno być żadnych wątpliwości dla kogo pracuje" - mówił Zieliński.

A z tym, według niego, w rządzie Donalda Tuska nie jest dobrze, o czym świadczą takie przypadki, jak szefa ABW, czy wiceministra finansów Andrzeja Parafianowicza.

W ubiegłym tygodniu "Rzeczpospolita" napisał, że już po objęciu urzędu wiceministra Parafianowicz otrzymywał wynagrodzenie z Polskiej Telefonii Cyfrowej. Wynikało ono z umowy o zakazie konkurencji. Wcześniej Parafianowicz zajmował bowiem kierownicze stanowisko w PTC.

Zieliński ocenił, że w przypadku Bondaryka i Parafianowicza "dochodzi do poważnego konfliktu interesów". Jak podkreślił, szef ABW nie chce ujawnić "jak wygląda jego sytuacja finansowa i powiązania z prywatną firmą".

W ocenie posła PiS, premier, zamiast "zadeklarować bardzo wyraźnie i jednoznacznie", że zbada przypadki Bondaryka i Parafianowicza miał pretensje do tych, którzy "wątpliwości" na ich temat ujawnili.

"Jeśli porównamy wpływy z tego tytułu, to są one wielokrotnie wyższe niż państwo płaci panu Bondarykowi za pełnienie funkcji szefa ABW"

"Będziemy żądać wszelkich wyjaśnień, bo te sprawy pozostawione bez wyjaśnienia mogą w przyszłości stawać się jeszcze bardziej niebezpieczne" - uważa Zieliński.

Jak przekonywał, "najważniejsze jest to, dla kogo pracują wysocy urzędnicy państwa, powołani przez premiera, dla państwa, czy dla prywatnych firm".

Wassermann przypominał z kolei, że Bondaryk został powołany na funkcję szefa ABW bez opinii prezydenta. Podkreślił również, że w czasie, gdy Bondaryk był opiniowany przez komisję ds. służb specjalnych, w jej składzie nie było przedstawicieli PiS.

Jak dodał, podstawowym pytaniem w sprawie Bondaryka jest kwestia tego, czy "ten, kto wypłacał mu odprawę (Polska Telefonia Cyfrowa - PAP) wiedział, że jest on kandydatem na szefa ABW". Wassermann pytał również, dlaczego odprawa dla Bondaryka została rozłożona na raty miesięczne.

"Jeśli porównamy wpływy z tego tytułu, to są one wielokrotnie wyższe niż państwo płaci panu Bondarykowi za pełnienie funkcji szefa (ABW - PAP)" - podkreślał Wassermann.