Reklama

Jak zauważają "Wiedomosti", koledzy Szeremeta są przekonani, że w zabójstwie nie ma "wątku ukraińskiego".

Były szef gazety "Moskowskij Komsomolec" Ajder Mudżabajew, który mieszka obecnie na Ukrainie, powiedział "Wiedomostiom", że Szeremet nie prowadził ryzykownych śledztw dziennikarskich, lecz zajmował się komentarzami i publicystyką. "Nie widzę żadnej przyczyny, dla której ktoś mógłby zlecić na Ukrainie jego zabójstwo" - powiedział Mudżabajew.

Inny pracujący w Kijowie rosyjski dziennikarz Jewgienij Kisielow również podkreślił, że Szeremet zajmował się "szanowanymi formami dziennikarstwa" - prowadził poranne audycje radiowe, pisał felietony, zajmował się działalnością dydaktyczną. "Nie mogę powiedzieć, że za takie dziennikarstwo mieliby zabić" - ocenił rozmówca "Wiedomosti". Kisielow odrzuca również wersję o możliwym związku grup nacjonalistycznych na Ukrainie z zabójstwem. Taką opinię wyraził Władimir Tichomirow, przyjaciel Szermeta, zdaniem którego nacjonalistów "do szału doprowadzał sam fakt, że w ukraińskich mediach pracują dziennikarze rosyjscy".

Z kolei cytowany przez "Kommiersanta" szef ukraińskiego portalu Strana.ua Ihor Hużwa zwraca uwagę, że gazeta internetowa "Ukrainska Prawda", dla której pisał Szeremet, stała się ostatnio obiektem "potężnego ataku PR". Dziennikarze, na których powołuje się "Kommiersant", przypominają tematy, o których Szeremet ostatnio pisał - m.in. o korupcji, prywatyzacji zakładów chemicznych w Odessie, batalionie Azow, który brał udział w walkach na wschodzie Ukrainy.

Pochodzącego z Białorusi Szeremeta, który przez lata pracował w Rosji i miał obywatelstwo tego kraju, wspomina w "Kommiersancie" m.in. znany rosyjski historyk i publicysta Nikołaj Swanidze. "Bronił swojej niezależności, zachował swoją godność osobistą i zawodową i nigdy nie zdradził swego zawodu - nie handlował nim i sam się nie sprzedał. (...) Był błyskotliwym dokumentalistą. Jego tragiczna śmierć to wielki cios dla rosyjskiego dziennikarstwa" - powiedział Swanidze. (PAP)