Po Brexicie najgorszy chaos okresu przejściowego. Ale Cameron może jeszcze wygrać tę partię szachów

David Cameron
David CameronPAP / FACUNDO ARRIZABALAGA
23 czerwca 2016

- Najgorszy po Brexicie będzie chaos okresu przejściowego. Wielka Brytania wystąpi już z UE, a nowej umowy handlowej jeszcze nie będzie – ostrzegają eksperci ze Squire Patton Boggs.

2586360-dr-jens-rinze-partner-we-frankfurckim.jpg
dr Jens Rinze, partner we frankfurckim oddziale Squire Patton Boggs, międzynarodowej kancelarii prawnej
2586371-aline-doussin-partner-w-londynskim.jpg
Aline Doussin, partner w londyńskim oddziale Squire Patton Boggs, międzynarodowej kancelarii prawnej

Jeżeli chodzi o Szkocję, to jeszcze w zeszłym roku była ona za pozostaniem w Wielkiej Brytanii. Natomiast w związku z nadchodzącym referendum ta kwestia może powrócić. Jeśli Brexit stanie się faktem wbrew woli Szkocji, która chce pozostać w UE, można oczekiwać istotnej zmiany dla Zjednoczonego Królestwa. Brexit może doprowadzić do nowego referendum niepodległościowego w Szkocji, którego wyniki prawdopodobnie będą się różnić od rezultatów głosowania z 2014 r.

Zmienią się taryfy celne. Każdy przedsiębiorca handlujący z brytyjskimi kontrahentami będzie musiał płacić większe opłaty za import i eksport. W praktyce jednak handel między Polską a Wielką Brytanią nie jest zbyt duży. Branżą najbardziej dotkniętą Brexitem mogą być usługi finansowe.

Zjednoczone Królestwo będzie musiało podjąć decyzję o stworzeniu własnych regulacji dotyczących handlu z poszczególnymi państwami członkowskimi. Wielka Brytania może jednak dokonać ustaleń w zależności od zapotrzebowania na konkretne produkty. A to oznacza problem dla przedsiębiorców z UE chcących zachować ciągłość współpracy ze wszystkimi krajami. Będą się oni musieli dostosowywać nie tylko do prawa Unii Europejskiej, lecz także do dodatkowych regulacji ustalonych przez Wielką Brytanię.

Ta umowa ma setki stron i jest bardzo skomplikowana, a jej wypracowanie zajęło siedem lat. Wielka Brytania jest dużym rynkiem, a Unia Europejska musi negocjować w imieniu wszystkich państw członkowskich, które są potencjalnie bardzo zainteresowane kontynuowaniem handlu na Wyspach. To też daje Brytyjczykom dużą przewagę przy ustalaniu jakichkolwiek nowych umów handlowych w przyszłości.

Największy problem może stanowić jednak okres przejściowy. Wyjście Wielkiej Brytanii z UE będzie trwało dwa lata, zaś tworzenie nowej umowy handlowej może się odbywać przy zupełnie innych zasadach podziału głosów w Parlamencie Europejskim albo też będzie negocjowane oddzielnie z każdym państwem członkowskim. To może doprowadzić do sytuacji, w której po dwóch latach Wielka Brytania nie będzie już w UE, a nowej umowy handlowej jeszcze nie będzie. Oznacza to duży problem dla przedsiębiorców z państw członkowskich.

Na pewno konieczna będzie analiza, które regulacje są niezbędne do dalszego funkcjonowania państwa. Trzeba je będzie przepisać i usprawnić lub unieważnić. Każda decyzja będzie musiała być zatwierdzona w drodze głosowania przez parlament Wielkiej Brytanii. Ta kwestia już teraz wywołuje duży niepokój, bo każdy przepis może wywoływać kontrowersje, czy nadal powinien obowiązywać w państwie, a jeśli tak, to w jakiej formie.

Brytyjscy politycy będą mieli pełne ręce roboty, bo będą musieli wyłączyć z aktów prawnych wszystkie zapisy dotyczące współpracy z Unią Europejską. Podobną analizę będzie musiało przeprowadzić pozostałe 27 państw członkowskich. Muszą przecież sprawdzić, które prawa przestaną obowiązywać względem Wielkiej Brytanii.

Z punktu widzenia prawa miejscowego nie będzie żadnej potrzeby natychmiastowych zmian. Jedyną konsekwencją będą ustalenia dokonane w drodze renegocjacji współpracy z Unią Europejską. Chodzi tu chociażby o świadczenia socjalne dla migrantów z UE. Oczywiście zakładając, że rząd się nie zmieni, a nowy nie będzie chciał podjąć rozmów również w innych kwestiach.

Na pewno dużym wyzwaniem dla konserwatystów będzie utrzymanie większości głosów w parlamencie. David Cameron powiedział, że niezależnie od wyniku referendum pozostanie na stanowisku premiera. W praktyce może to być jednak trudne, biorąc pod uwagę wszystkie dyskusje i podziały w rządzie, które narosły w związku z kwestią Brexitu.

Ta relacja została poważnie nadszarpnięta. Do tej pory Wielka Brytania miała duży posłuch chociażby w Radzie UE, ale to się zmieniło w związku z nadchodzącym referendum. Dlatego kwestia współpracy z UE będzie musiała być przedyskutowana między rządzącymi z Wielkiej Brytanii a państwami członkowskimi i oficjelami Unii Europejskiej. Według mnie David Cameron może startować jednak z dobrej pozycji, bo przecież byłby to jedyny polityk, któremu udało się przetrwać referendum w sprawie wystąpienia z Unii Europejskiej. A to paradoksalnie daje Wielkiej Brytanii szansę na wypracowanie silniejszej pozycji w UE. Cameron byłby wtedy wielkim wygranym referendum.

David Cameron jasno powiedział, że chce rozwiązać tę kwestię na zawsze i zakłada, iż nie będzie trzeba powtarzać pytania o wystąpienie z UE.

Zmienne. Kilka dni temu sondaże mówiły o tym, że Wielka Brytania wyjdzie z UE. W praktyce, jak przy każdym ważnym referendum, przeważą głosy tych, którzy do tej pory byli niezdecydowani – takich osób jest aż 20 proc. W ostatnim dniu rejestracji do głosowania chętnych do zapisania się było tak wielu, że padły serwery rządowe, przez co trzeba było przesunąć termin zgłoszeń o kilka godzin. To pokazuje, jak wielkie zainteresowanie obywateli budzi ta kwestia. Bardzo możliwe, że ostateczny wynik rozstrzygnie się niemalże pojedynczymi głosami.

Brytyjscy politycy będą mieli pełne ręce roboty z wyłączaniem z aktów prawnych wszystkich zapisów o współpracy z Unią

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.