13 funkcjonariuszy otrzymało wyroki łącznie na 35 lat więzienia.

Sprawa dotyczyła głośnych, bulwersujących wydarzeń w szkole imienia generała Diaza w stolicy Ligurii, gdzie policjanci zgromadzili zatrzymanych podczas manifestacji antyglobalistów i anarchistów z Włoch i innych krajów, a następnie dopuścili się wobec nich przemocy.

To, co stało się w tym gmachu, Amnesty International uznała za najcięższe złamanie praw człowieka w kraju demokratycznym po II wojnie światowej.

Wśród uniewinnionych jest dwóch wysokich rangą funkcjonariuszy policji, co publiczność zebrana w sali sądowej przyjęła okrzykami: "hańba".

Gdy 7 lat temu w Genui doszło do ciężkich starć między anarchistami a policją, w których zginął jeden z manifestantów, policjanci brutalnie rozprawili się w kilku miejscach miasta z antyglobalistami. Zamknęli ich w budynkach zamienionych na prowizoryczne komisariaty. Do najpoważniejszych incydentów doszło w szkole Diaza. Zatrzymani manifestanci zostali dotkliwie pobici, byli dosłownie katowani. Niektórzy ranni stracili przytomność.

Wśród komentatorów włoskich mediów i wielu polityków skrajnej lewicy dominuje przekonanie, że policjanci w Genui zachowywali się wówczas tak, jak policja w Chile za dyktatury Pinocheta.

W pierwszych komentarzach po wyroku zwolennicy lewicy mówią, że sankcjonuje on nietykalność policji.

"To jeden z najsmutniejszych dni w powojennej historii Włoch" - stwierdził eurodeputowany włoskiej partii komunistycznej Vittorio Agnoletto (PAP).

Sylwia Wysocka(PAP)

sw/ gsi/