Zaprzysiężenie trzech sędziów wybranych jeszcze przez poprzedni Sejm i opublikowanie marcowego wyroku – to wymogi Komisji Europejskiej. Rząd zwleka z ich realizacją.
Reklama
Odebranie głosu przedstawicielowi polskiego rządu w Radzie Europejskiej, choć do tego droga daleka i – jak do tej pory – jeszcze nigdy się to nie zdarzyło. Taki może być finał braku szybkiego rozwiązania sporu wokół Trybunału Konstytucyjnego. Wszystko wskazuje na to, że Komisja Europejska przedstawi dziś opinię na temat stanu praworządności w naszym kraju.
Opinia ma być – według nieoficjalnych doniesień – bardzo krytyczna wobec Polski. Rządzący nie kryją, że są tymi przeciekami z Brukseli zaskoczeni. Jak bowiem informowała „Rzeczpospolita”, premier Beata Szydło we wtorkowej rozmowie przedstawiła wiceprzewodniczącemu KE Fransowi Timmermansowi pomysły rządu na rozwiązanie obecnego kryzysu. Miała mówić o zmianach w prawie polegających m.in. na uchwaleniu przepisów, które legitymizowałyby obecny skład TK do orzekania, oraz rezygnacji z rozwiązania, zgodnie z którym orzeczenia TK miałyby zapadać większością 2/3 głosów.
Szefowa rządu miała być również otwarta na publikację wyroków TK oraz sukcesywne wprowadzanie do jego składu trzech sędziów wybranych przez poprzedni parlament, czyli prof. Romana Hausera, prof. Andrzeja Jakubeckiego i dr. hab. Krzysztofa Ślebzaka. Zapowiedzi płynące z Brukseli jasno jednak pokazują, że na tym etapie procedury badania przez KE praworządności w naszym kraju kolejne, nawet tak daleko posunięte deklaracje rządzących, już nie wystarczają.
Z przecieków wynika, że przygotowana przez KE opinia jest niemalże kopią tej zaprezentowanej na początku roku przez Komisję Wenecką. Oba ciała doszły bowiem do wniosku, że aby można było mówić o prawdziwie niezależnym i sprawnym TK, rząd powinien najpierw wykonać wyroki trybunału z 3 i 9 grudnia (patrz infografika) oraz opublikować wszystkie orzeczenia TK, których publikacji do tej pory odmawia. Dopiero po podjęciu tych kroków można by było rozmawiać o dalszych zmianach w prawie regulującym zasady działania sądu konstytucyjnego.
Oczekiwania KE nie są zaskoczeniem dla prawników (patrz opinie). Zdziwieni za to wydają się adresaci dolumentu, czyli rządzący. W odpowiedzi na doniesienia o planach publikacji opinii Beata Szydło sugerowała podczas piątkowego wystąpienia w Sejmie, że jest to efekt politycznych nacisków ze strony polskiej opozycji. KE miałaby im ulec, co – w opinii szefowej rządu – jest „żenadą” i co miałoby być dowodem na to, że to właśnie komisja, a nie Polska, ma dziś problem z reputacją. Jednocześnie jednak prezes Rady Ministrów zadeklarowała, że rząd jest zdeterminowany do rozwiązania kryzysu wokół TK, gdyż zależy mu na uzdrowieniu sytuacji tej instytucji, która – jej zdaniem – została wmieszana w politykę i „gorszące gry opozycji”.
Nic jednak nie daje podstaw do tego, aby sądzić, że słowa Beaty Szydło powstrzymają KE przed opublikowaniem dziś opinii. Za deklaracjami złożonymi podczas wtorkowej rozmowy Beaty Szydło z wiceprzewodniczącym KE nie poszły żadne konkretne działania. A mogły. Bo – zdaniem przepytanych przez nas prawników – to, na czym najbardziej zależy KE, a więc zaprzysiężenie trzech sędziów i opublikowanie wyroków TK, da się zrobić praktycznie od ręki.
Co się stanie po przedstawieniu przez KE krytycznej opinii wobec Polski? Nasz rząd zapewne dostanie czas na przeanalizowanie jej treści i odniesienie się do rekomendacji w niej zawartych. Jeżeli jednak rząd nadal będzie się upierał przy swoim stanowisku i nie będzie chciał podjąć działań zasugerowanych w opinii, może zostać podjęty kolejny krok w procedurze monitorowania praworządności. Będzie on polegał na wystosowaniu przez KE do Polski kolejnego dokumentu, który tym razem będzie zawierał konkretne już „zalecenia w sprawie praworządności”. Jeżeli i one nie zostaną zrealizowane w wyznaczonym terminie, Komisja może wszcząć procedurę określoną w art. 7 Traktatu o Unii Europejskiej.
Wnioski do Trybunału Konstytucyjnego dotyczące przepisów o TK / Dziennik Gazeta Prawna
Zgodnie z tym przepisem Rada Europejska po wniosku złożonym przez KE może – po uzyskaniu zgody Parlamentu Europejskiego – stwierdzić „poważne i stałe” naruszenie przez państwo członkowskie wartości, o których mowa w art. 2 traktatu. W tym przepisie wymieniono m.in. państwo prawa i zapewne o naruszenie tej wartości Polska byłaby oskarżona. Kolejnym krokiem byłoby zapewne podjęcie decyzji (większością kwalifikowaną i za zgodą parlamentu) o zawieszeniu Polski w prawach państwa członkowskiego, w tym być może o zawieszeniu prawa do głosowania przedstawiciela naszego rządu w Radzie.
To oczywiście krok ostateczny i jak na razie nie zdarzyło się jeszcze, aby Rada Europejska zdecydowała się go wykonać wobec jakiegokolwiek państwa członkowskiego. Ponadto Rada Europejska może w każdym czasie, stanowiąc większością kwalifikowaną, zdecydować o zmianie lub uchyleniu swojej decyzji. Warunek jest jeden: w państwie ukaranym musi dojść do zmiany sytuacji, która doprowadziła do uruchomienia wobec niego procedury z art. 7 TUE.
OPINIE
dr Ryszard Balicki Katedra Prawa Konstytucyjnego na Uniwersytecie Wrocławskim / Dziennik Gazeta Prawna
Konflikt już dawno przekroczył granice Polski, a jego międzynarodowe reperkusje stają się coraz wyraźniej – i kosztowniej – zauważalne. Deklaracje Komisji Europejskiej wskazują, że jesteśmy bliżej kolejnego elementu unijnej procedury badania praworządności, czyli wystosowania wobec naszego kraju formalnych zaleceń. Mamy ostatnią możliwość samodzielnego unormowania naszych problemów, bo przygotowane przez KE zalecenia będą wymagały formalnego odniesienia się do nich przez władze. Sytuacja ta będzie miała wpływ na obniżenie prestiżu Polski na świecie.
Co powinno zostać zrobione? Podstawową sprawą wydaje się podjęcie właściwej decyzji politycznej. Z prawnego punktu widzenia sprawa jest oczywista. Konieczne jest umożliwienie TK swobodnego działania, aby mógł stać na straży konstytucji. Dla realizacji tego celu muszą zostać opublikowane wydane już wyroki. Konieczne jest też umożliwienie złożenia ślubowania przez sędziów wybranych przez Sejm VII kadencji. Dopiero w kolejnym etapie możliwe jest podjęcie negocjacji politycznych dotyczących przyszłych unormowań. Wówczas przyjdzie czas na porozumienia i kompromisy. Obecnie najważniejsze jest osiągnięcie stanu prawnego zgodnego z konstytucją.
Podobno Georges Clemenceau powiedział, że wojna to zbyt poważna sprawa, aby powierzać ją generałom. Trawestując, możemy powiedzieć, że bieżące wydarzenia są zbyt ważne, aby zostawić je wyłącznie politykom. TK ma do odegrania bardzo ważną rolę. Chroniąc konstytucję, musi uniemożliwić naruszanie wartości demokratycznych.
dr hab. Jacek Zaleśny konstytucjonalista, Uniwersytet Warszawski / Dziennik Gazeta Prawna
Nie ma ani formalnych, ani materialnych przeszkód blokujących rozwiązanie sporu o TK. Partia rządząca dysponuje bezwzględną większością w Sejmie, może więc samodzielnie podjąć konieczne decyzje. Przy dobrej woli cały proces naprawczy może być niezwłocznie wykonany. Jeżeli mimo to tak się nie dzieje, to znaczy, że organy władzy mają interes, aby spór o TK trwał, mimo ceny, jaką płacą za niego Polacy.
Po pierwsze, premier powinna opublikować zaległe wyroki TK, co przywróciłoby stan przestrzegania konstytucji. Po drugie, w drodze ustawy o TK Sejm może przenieść w stan spoczynku trzech sędziów wybranych w poprzedniej kadencji. W ten sposób uszanowano by sędziowski status tych osób, a jednocześnie zlikwidowano by ryzyko powołania do TK więcej niż 15 osób. Pozostała do rozwiązania kwestia trzech osób, o których TK orzekł, że zostały bezprawnie wybrane w grudniu 2015 r., a które prezes TK uznaje za sędziów, ale nie dopuszcza do orzekania. Ich wybór do TK powinien być na nowo uregulowany przez ustawę o TK i Sejm powinien powtórzyć procedurę ich wyboru, a prezydent odebrać od nich ślubowanie. W ten sposób upadłaby przesłanka ich nielegalnego wyboru i tym samym nie byłoby przeszkód konstytucyjnych, aby osoby te zostały włączone do orzekania.
Proponowany mechanizm rozwiązania sporu wokół TK oprócz tego, że ma oparcie w konstytucji, zarazem realizuje polityczne prawo Sejmu bieżącej kadencji do wyboru pięciu sędziów TK, które w przeszłości zostało zakwestionowane i o którego wykonanie zabiegają bieżąca większość parlamentarna, członkowie rządu i prezydent.