Parlament Węgier poparł wczoraj głosami koalicji Fidesz-KDNP oraz Jobbiku przeprowadzenie referendum w sprawie obowiązkowych kwot migrantów, którzy mieli zostać rozlokowani w UE. W przypadku Węgier chodzi o 1294 osoby.
Serca wielu zabiły szybciej; błędny rycerz znów wyruszy na kolejną bitwę z unijną biurokracją. Według deklaracji głosowanie mogłoby się odbyć na jesieni. W całej sprawie pojawia się jednak fundamentalny problem. Jeżeli do referendum dojdzie bez kolejnej zmiany konstytucji, to Fidesz ją złamie.
Według obecnych przepisów „przedmiotem referendum ogólnokrajowego może być sprawa będąca w zakresie obowiązków Zgromadzenia Krajowego”, a nie „zobowiązania wynikające z umów międzynarodowych”. Mimo to Sąd Najwyższy dał w maju zielone światło dla plebiscytu. Sędziowie zwrócili uwagę, że konsekwencje wynikające z ulokowania migrantów poniesie Budapeszt. Sąd stwierdził także, że referendum będzie dotyczyć nie traktatów akcesyjnych, ale decyzji UE, czyli prawa wtórnego. Problem w tym, że z przytoczonego fragmentu konstytucji wynika, że zagadnieniem, które może być przedmiotem referendum, może być jedynie materia leżąca w gestii parlamentu w Budapeszcie. Decyzja o kwotach zapadała na najwyższych szczeblach Brukseli. Oznacza to, że Sąd Najwyższy nie mógł w ogóle zajmować się tym tematem, gdyż sprawa od początku była bezzasadna. Mamy zatem do czynienia z instrumentalną interpretacją prawa.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.