Niski poziom wody w Mekongu, "matce rzece" karmiącej pola ryżowe w Laosie, Kambodży i Wietnamie, zagraża w tych krajach kilkudziesięciu milionom ludzi, dla których ryż jest podstawą utrzymania.

Zagrożone jest rolnictwo Tajlandii, z którego żyje ok. 40 proc. ludzi. Drugi rok suszy sprawia, że wzrost gospodarczy spowolnił w tym roku o 0,6 pkt. proc.

"Rolnicy przez suszę stracili 3 mln bahtów (85 224 USD). W tym roku podobnie będą musieli ponieść konsekwencje późnego sadzenia (ryżu)" - powiedział Sucharit Koontanakulvong, szef katedry inżynierii wodnej Uniwersytetu Chulalongkorn w Bangkoku.

Reklama

Czas obsadzania pól ryżowych przyjdzie za dwa miesiące, a poziom wody w zbiornikach jest dramatycznie niski - przy 13 zaporach retencja wynosi zaledwie 15 proc. pojemności.

Rząd podjął rozmowy z Birmą o skierowaniu części wody z jej rzek do Tajlandii.

Reklama

Według think tanku Global Risk Insights osłabienie rolnictwa może pociągnąć za sobą niepokoje w niestabilnym klimacie politycznym, który w Tajlandii doprowadził do wojskowego zamachu stanu w 2014 r. A zdaniem Sucharita, jeśli nadejście w czerwcu pory deszczowej nie przyniesie spodziewanych opadów, gospodarcze i społeczne skutki wodnego kryzysu będą "poważne".

Suszę pogarszają temperatury sięgające 40 stopni Celsjusza, wywołane przez prąd El Nino.

Na Filipinach na wyspie Mindanao w piątek policja otworzyła ogień do protestujących hodowców ryżu, którzy przez suszę stracili plony. Zginęła jedna osoba, a rannych zostało kilkanaście, kiedy około 6 tys. rolników zablokowało tam główną drogę, domagając się pomocy od rządu. Według ministerstwa rolnictwa susza dotknęła ponad 300 tys. ha upraw ryżu i zbóż, powodując straty w wys. ponad 115 mln dolarów.

W wietnamskiej prowincji Gia Lai wyłączono cztery z czynnych tam 14 elektrowni wodnych. Gdzie indziej kilkadziesiąt elektrowni w ogóle zaprzestało wytwarzania energii lub ograniczyło jej produkcję do dwóch godzin dziennie. W większości zbiorników poziom wody jest niższy o pięć metrów od przeciętnego z ostatnich lat.

Wdzieranie się słonej wody morskiej spowodowało zasolenie 400 tys. hektarów ziemi w delcie Mekongu - niemal 10 proc. pól ryżowych. Nasila się ono przy braku opadów, a sytuację pogarsza El Nino. Wzmogło je również powstanie w ciągu ubiegłych 20 lat 10 tam na Mekongu. Zmniejszają one w porze deszczowej powodzie i namuły, przez co delty stają się bardziej podatne na wdzieranie się morza.

Wietnam, który twierdzi, że w delcie Mekongu proces ten odbywa się na bezprecedensową skalę, w połowie marca poprosił Chiny o spuszczenie większej ilości wody z zapory Jinghong. Chiny zgodziły się i napływ wody ma trwać do 10 kwietnia.

Wydawana w Tajlandii w języku angielskim gazeta "Nation" twierdzi, że Chiny podejmują bezprecedensową dyplomację wodną. Chińskie MSZ podało, że Pekin postanowił "przezwyciężyć własne trudności i zaoferować kryzysową pomoc" oraz zasilić w wodę kraje w dolnym biegu rzeki.

Chińskie oświadczenie zinterpretowano najpierw jako oznakę postępu, ponieważ po raz pierwszy Chiny poinformowały kraje w dolnym biegu o planach dotyczących poziomu wody w Mekongu. Ale jednocześnie gest ten pokazuje władzę, jaką dzięki potężnym tamom Pekin ma nad środowiskiem naturalnym w dolnym biegu rzeki.

Krytycy zapór i elektrowni wodnych na Mekongu uważają, że służą one samym Chinom, które wraz z eksportującym energię z elektrowni wodnych Laosem tylko pogorszyły problemy związane z wodą i środowiskiem naturalnym w regionie. A oba te kraje planują kolejne zapory.

Spuszczanie wody z zapór niesie ze sobą także inne zagrożenia - miliony ludzi uprawiających warzywa nad Mekongiem nie są informowane o tym, że poziom wody nagle się podniesie i zaleje uprawy, a fala zmiecie łodzie i sprzęt rybacki. Utrudnia to też zbiór słodkowodnych alg, których eksport do Japonii daje poważny dochód nadrzecznym społecznościom.

"Mekong to nie kran - podkreśla Piaporn Deetes, aktywista z Tajlandii, działacz organizacji pozarządowej Rivers International. - To złożony ekosystem". (PAP)