Borusewicz wspomina stan wojenny: Usłyszałem okrzyki "stój, bo strzelam"

13 grudnia 2015

34 lata temu wprowadzono stan wojenny. 13 grudnia 1981 roku wyłączono telefony, wprowadzono godzinę milicyjną, rozpoczęły się masowe aresztowania działaczy Solidarności, zmilitaryzowano radio i telewizję. Komunistyczna władza ograniczyła swobody obywatelskie, ponieważ chciała stłumić społeczną aktywność.

Stan wojenny dla Bogdana Borusewicza rozpoczął się 12 grudnia o 23.00. Do jego domu w Sopocie przyszli funkcjonariusze SB, chcieli go zatrzymać. Borusewicz uciekł schodząc po piorunochronie, do domu wrócił pięć lat później, ale jak mówi, miał szczęście, że strzelający do niego funkcjonariusz - nie trafił. Nie mogłem wyjść przez klatkę schodową, więc wyszedłem oknem, a potem po piorunochronie, usłyszałem okrzyki "stój, bo strzelam", ale się nie zatrzymałem - mówi Borusewicz. Potem padły strzały - niecelne.

Mimo, że od tamtych mrocznych grudniowych dni minęło ponad 30 lat, dla Bogdana Borusewicza, to ciągle żywe emocje i wspomnienia. Grudnia bardzo nie lubię, rok 70, to czas pogardy, a na Wybrzeżu ginęli ludzie. Potem rok 1981 czyli rozpad naszego świata.

Bogdan Borusewicz uważa, że stan wojenny zablokował zmiany w Polsce na 10 lat. Rozbił więzi społeczne i zniszczył aktywność społeczną. Jak mówi, to potem było widoczne w 1989 i później w latach 90-tych.

Bogdan Borusewicz był jednym z najdłużej ukrywających się przywódców Solidarności. Został aresztowany w 1986 roku. Po 13 grudnia Bogdan Borusewicz między innymi organizował struktury podziemnej Solidarności.

Autopromocja
381453mega.png
381455mega.png
381148mega.png
Źródło: IAR

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.