14 sierpnia - 35 lat temu - rozpoczął się najważniejszy strajk w najnowszej historii Polski. Pracę przerwali robotnicy Stoczni Gdańskiej im. Lenina.

Stoczniowcy domagali się między innymi przywrócenia do pracy Anny Walentynowicz, Andrzeja Kołodzieja i Lecha Wałęsy, zbudowania pomnika ofiar masakry robotników z grudnia 1970 roku i podwyżki płac.

Trzy dni później - 17 sierpnia Lech Wałęsa ogłosił strajk okupacyjny, rozpoczął się trudny okres negocjacji.

Bogdan Borusewicz podkreśla, że choć od tamtych wydarzeń minęło 35 lat, do dziś wspomina ten czas jako okres ciężkiej i intensywnej pracy. "Nie było pewności, że strajk zakończy się sukcesem, były momenty stresujące. Ja wspominam ten okres jako czas niezwykle ciężkiej pracy, ja nigdy tak ciężko nie pracowałem" - mówi Borusewicz. "Nie było czasu na spanie, trzeba było podejmować decyzje i wszystkie musiały być trafione" - wspomina.

Bogdan Borusewicz dodaje, że przełomowym momentem był poniedziałkowy poranek, gdy do stoczni zaczęli wracać robotnicy. Nie było wiadomo co się wydarzy, czy będą pracować czy strajkować - dodaje. "Wcześniej, na początku, byłem taki znerwicowany. W pierwszy poniedziałek zaczęli wracać ludzie, wcześniej zakończyli strajk i poszli do domu, wyszło kilkanaście tysięcy, a pozostało kilkaset - może tysiąc" - mówi Borusewicz. Jak wspomina, rano w poniedziałek zaczęli wracać - "nie wiedzieliśmy czy będą chcieli pracować czy strajkować".

Pierwsze spotkanie strony rządowej z robotnikami odbyło się w siódmym dniu strajku.

23 sierpnia wicepremier Mieczysław Jagielski odniósł się do przedstawionych postulatów i odrzucił wstępne warunki strajkujących. Pięć dni później rozpoczęła się druga tura negocjacji. 30 sierpnia w Szczecinie podpisano porozumienie, a dzień później w Gdańsku.