Prof. Kleiber: Co dalej z brukselską wieżą Babel?

19 lutego 2015

Niedawno uświadomiłem sobie na podstawie skrupulatnie robionych notatek, że jadę służbowo do Brukseli po raz... setny! Różne pełnione przeze mnie funkcje oraz ich wyjazdowe konsekwencje w okresie przed- i poakcesyjnym chyba dają mi w tej sytuacji prawo do uważania się za – może niepełnego, ale jednak – znawcę unijnych struktur i procedur. Po tym wstępie czytelnik zapewne oczekuje, że dalej będzie o niepotrzebnych podróżach, niedoskonałościach brukselskiej administracji czy dalekim od ideału systemie podejmowania decyzji. Nie – o tych skądinąd ważnych sprawach przy innej okazji. Będzie zaś o unijnej lingwistyce stosowanej (w Unii), czyli o brukselskiej wieży Babel.

Znam dobrze niemiecki i cenię ten język za niedościgłą logikę i precyzję. Moja znajomość francuskiego jest słaba, ale wystarczająca, aby docenić elegancję używanych sformułowań i piękno brzmienia tego języka. Mam stałe obowiązki zawodowe w Hiszpanii, bywam też regularnie we Włoszech i często uświadamiam sobie zachwycającą nierozłączność tamtejszej kultury i tradycji z językami mieszkańców tych krajów. To wszystko pozwala mi z czystym sumieniem opowiadać się za uczynieniem językiem komunikacji unijnej... oczywiście angielskiego.

Pozostało 91% treści
Wybierz pakiet i czytaj bez ograniczeń.

Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.

Autopromocja
381453mega.png
381439mega.png
381484mega.png