O potrzebie reformy instytucji UE i przeglądzie traktatów mówią dziś nie tylko eurosceptycy czy konserwatywne rządy, ale też unijny mainstream, w tym Emmanuel Macron. Czy pandemia, a obecnie wojna w Ukrainie, przyspieszą reformy w Unii?

Są trzy podstawowe czynniki skłaniające do reform: pandemia i zakres kompetencji instytucji, ochrona wartości oraz wojna w Ukrainie i nowe formy współpracy. Pandemia została opanowana dużym wysiłkiem państw członkowskich i UE, która chciała być aktywna mimo niewielkich kompetencji w tym obszarze, ale nie tak to powinno wyglądać, bo ludzie chcą efektów działań, a nie dyskusji o kompetencjach instytucji. Kryzys praworządności trwa od lat - Polska i Węgry nie wykonują unijnego prawa, a relacje Brukseli i Budapesztu są fatalne. Wojna w Ukrainie wciąż trwa i nie wiemy, jakim skończy się rezultatem, ale pokazuje problemy z kompetencjami UE, bo w razie wyłamania się któregoś z państw ze wspólnych decyzji, instytucje nie mają narzędzi do działania.
Wszystkie te trzy elementy pokazują, że trzeba na nowo podzielić kompetencje między instytucjami a państwami członkowskimi i mamy obecnie tak zwany moment konstytucyjny, czyli taki, który oznacza potrzebę i gotowość do zmian ustrojowych. Świat przyspieszył i reformy Unii, które kiedyś odbywały się co dziesięć, potem co pięć lat, być może będą miały miejsce znacznie częściej.
Jednym z pomysłów, które przypomniał Macron, jest odejście od jednomyślności głosowania 27 państw nad najważniejszymi sprawami. Czy jest jakakolwiek szansa w pana ocenie na to, że państwa członkowskie zgodzą się na taką zmianę?