Premier Donald Tusk wystąpił do Sejmu z wnioskiem o wotum zaufania dla rządu. Głosowanie w tej sprawie ma się odbyć najwcześniej o 21:00 - zapowiedziała później marszałek Sejmu Ewa Kopacz. Szef rządu argumentował w Sejmie, że podczas unijnego szczytu, na który jutro się wybiera, musi mieć pewność , że ma poparcie sejmowej większości i to pozwoli mu kontynuować pracę.
Reklama

W trakcie sejmowego wystąpienia premier przedstawił informację rządu w związku z aferą podsłuchową. "Od jutra w Brukseli muszę mieć pewność, że mój rząd ma mandat do rządzenia, większość parlamentarną" - powiedział premier Tusk, zwracając się z wnioskiem o wotum zaufania. Jutro Donald Tusk leci do Brukseli na unijny szczyt. Rząd potrzebuje pewności, że państwo działa sprawnie i radzi sobie z kryzysem. Skutki tego kryzysu to osłabienie możliwości wpływania na architekturę instytucjonalną w Europie - przekonywał szef rządu.

Przedstawiając informacje dotyczącą podsłuchanych rozmów, premier najpierw przeprosił opinię publiczną za język i niestosowne słowa użyte przez polityków w nagraniach ujawnionych przez "Wprost". Jak podkreślił, bulwersowały one opinię publiczną, więc ci, którzy tych słów używali, mają obowiązek wytłumaczenia się przed opinią publiczną.

Bohaterowie afery podsłuchowej nie mogą udawać, że nic się nie stało - mówił. Dodał, że kwestia taśm nie może być poufna, bo stała się publiczna od pierwszych godzin. Podkreślał jednak, że istotą problemu nie są "obyczajowe dwuznaczności" ale wątek prawny, która bada prokuratura.

Reklama

Jak mówił szef rządu, zdaje sobie sprawę, jaki kryzys zaufania wywołała afera, ale dodawał, że są dużo poważniejsze interesy niż sprawy dobrego wychowania i kultury. Podkreślał, że zadaniem Sejmu jest ocena skutków afery taśmowej, a te są "bezdyskusyjne". Mówił, że jego rząd podsłuchiwała "grupa przestępców", w wyniku czego doszło do kryzysu politycznego. Jak dodał, z pierwszych zatrzymań wynika, że intencje polityczne i biznesowe tych osób były "oczywiste", a z taśm wynika, że proceder trwał co najmniej półtora roku i dotyczył dziesiątków lub setek ludzi.

Premier przypominał, że w tle afery są trzy ważne obszary w który rząd polski ma istotne interesy. Jako skutek afery taśmowej, interesy te mogą być zagrożone.

Wymienił działania związane z energetyką - między innymi z węglem i gazem. Mówił, że już wcześniej służby podejmowały zdecydowane działania wobec importerów i dystrybutorów węgla. Jego zdaniem, należy wnikliwie zbadać związki osób zaangażowanych w proceder z połączeniami gazowymi między Polską a Rosją. "Ten kontekst musi budzić najwyższe zaniepokojenie" - dodał Tusk. Premier wyjaśniał, że chodziło między innymi o kwestię połączenia gazowego, które miało omijać Ukrainę. Kolejnym tłem afery jest handel węglem zza wschodniej granicy na wielką skalę. Rząd rozpoczął już działania w kopalniach w związku z tym procederem. Jak mówił, nie ma powodów by twierdzić, że jest tu bezpośredni związek, ale nie ma tez powodu by nie dostrzegać związku między jednym a drugim zdarzeniem.

Szef rządu zwrócił uwagę, że taśmy upubliczniono tuż przed ustaleniem składu Komisji Europejskiej, gdzie Polacy mieli szanse na wysokie stanowiska. Zwrócił tez uwagę na rolę Polski w próbie zażegnania konfliktu rosyjsko -ukraińskiego.

Donald Tusk pytał posłów czy głosując dziś w Sejmie, będą zabierali głos zgodnie ze scenariuszem, który powstał "nie wiadomo gdzie" i "nie wiadomo jakim był pisany alfabetem". Donald Tusk zasugerował, że taki scenariusz nie powstał w instytucjach polskiego państwa. "Powstaje zatem kluczowe pytanie. Czy dzisiaj w Sejmie będziemy działać zgodnie z konspiracyjnym scenariuszem, który nie powstał tutaj. Efektem tego scenariusza są straty dla państwa polskiego, nie zyski" - mówił premier Tusk.

Prezes Rady Ministrów może zwrócić się do Sejmu o wyrażenie Radzie Ministrów wotum zaufania. Udzielenie wotum zaufania Radzie Ministrów następuje większością głosów w obecności co najmniej połowy ustawowej liczby posłów.