Polska: Piotr Nowakowski, Michał Winiarski, Bartosz Kurek, Zbigniew Bartman, Łukasz Żygadło, Marcin Możdżonek i Krzysztof Ignaczak (libero) oraz Jakub Jarosz, Michał Ruciak.

Włochy: Luigi Mastrangelo, Michał Łasko, Ivan Zaytsev, Cristian Savani, Dragan Travica, Alessandro Fei i Andrea Bari (libero) oraz Samuele Papi, Simone Parodi, Emanuele Birarelli.

Trener Andrea Anastasi nie zaskoczył polskich kibiców i w pierwszym meczu turnieju olimpijskiego postawił na sprawdzoną szóstkę.

Media przed rozpoczęciem spotkania przypominały mecz obu ekip sprzed czterech lat, bardzo wyrównany w ćwierćfinale igrzysk w Pekinie. W tie-breaku lepsza okazała się Italia. Tym razem Polakom udało się zrewanżować.

Całe spotkanie było bardzo wyrównane i nerwowe. Obie strony często kwestionowały decyzje sędziów.

W pierwszym secie walka punkt za punkt trwała do stanu 10:10. Później biało-czerwoni się pogubili. Przestali kończyć pierwsze akcje, a i blok nie funkcjonował tak jak zwykle. Trzypunktowa przewaga Włochów 20:17 była zasłużona. Gdy tegoroczni zwycięzcy Ligi Światowej zaczęli gubić się również w przyjęciu, o czas poprosił trener Anastasi. Jednak nawet Jakub Jarosz, który pojawił się na zagrywce przy stanie 21:23, nie zdołał doprowadzić do remisu i Polacy przegrali 21:25.

Drugą partię Polacy rozpoczęli w takim samym zestawieniu. Biało-czerwoni szybko

odnaleźli własny styl gry. Mieli nawet pięciopunktową przewagę 12:7. W tym secie rozkręcił się Zbigniew Bartman, który miał wcześniej kłopoty z przebiciem się na drugą stronę siatki.

Groźne przestały być również zagrywki jednego z najbardziej doświadczonych zawodników w ekipie Włoch Luigiego Mastrangelo. W tym secie doszło nawet do kuriozalnej sytuacji, kiedy punkt zdobył... libero polskiej reprezentacji Krzysztof Ignaczak. Ostatnie dwie piłki rewelacyjnie wykorzystał Michał Winiarski i biało-czerwoni triumfowali 25:20.

Znacznie bardziej wyrównana była trzecia partia i nawet wówczas, gdy wydawało się, że przy stanie 18:15 Polacy powinni odskoczyć, Włosi szybko potrafili odrobić straty. Gdy przewaga stopniała do jednego punktu (22:21) trener Anastasi postanowił wziąć przerwę. To poskutkowało, bo brązowi medaliści mistrzostw Europy zwyciężyli 25:23.

Kompletną bezradność podopiecznych Mauro Berutto polscy kibice zobaczyli w ostatniej odsłonie. Polacy w każdym elemencie byli ekipą znacznie lepszą i prowadzili nawet 12:5. Do samego końca nie dali dojść do głosy rywalom, a mecz zakończył as serwisowy Bartosza Kurka - 25:14 i 3:1 w całym spotkaniu.

We wtorek biało-czerwoni o godz. 12.30 czasu warszawskiego zmierzą się z Bułgarami, z którymi spotkali się 7 lipca w półfinale Ligi Światowej i zwyciężyli 3:0.