Anonymous wyrośli na symbol walki z cenzurą w internecie. W gruncie rzeczy mają więcej zapału do walki niż nadzwyczajnych hakerskich umiejętności.
Jeżeli komuś się wydaje, że tajemniczy Anonymous, którzy od kilku dni dają się we znaki polskiemu rządowi, to creme de la creme światowego hakerstwa, jest w błędzie. Żadni z nich mistrzowie łamania zabezpieczeń, nie są nawet anonimowi. Za to całkiem nieźle radzą sobie jako aktywiści. „Zhakowali strony FBI”, „Zadarli z meksykańskimi kartelami narkotykowymi”, „Prawie pokonali Sony”, „Chwalą się atakami na polskie strony rządowe” – media uwielbiają newsy o Anonymous. Jest w nich wszystko, co interesuje publiczność: tajemnica, walka z możnymi świata w imię wolności jednostki, a przy tym reprezentują tematykę do niedawna znaną tylko z filmów science fiction, czyli cyberbezpieczeństwo.
Haktywiści, czyli ruch powstały z połączenia klasycznych zajęć hakerów z działaniami aktywistów społecznych, stali się dziś bohaterami numer jeden. I choć pierwszy raz objawili się ponad dwie dekady temu, to właśnie Anonymous udało się zostać twarzami czy raczej maskami światowego haktywizmu. – Do ich działań w Polsce przykłada się większą wagę, niż na to zasługują – mówi Dominik Batorski, socjolog specjalizujący się w badaniu nowych mediów. – Nie są wcale tak potężnymi hakerami, jakbyśmy się spodziewali, i nie jest ich aż tak wielu, jak nam się wydaje – dodaje i tłumaczy, że Anonymous to raczej zjawisko społeczne, realizacja potrzeby przynależności do grupy niż istotny ruch internetowy. A jednak udaje im się realnie wpływać na wiele korporacji czy rządów.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.