Ledwie publicyści znudzili się Januszem Palikotem, którego partia stanowi realny i ciekawy problem, to złapali się za spory personalne wewnątrz Platformy Obywatelskiej.
Oblatani, podobno znający świat komentatorzy zajmują się relacjami rzekomo niesłychanie napiętymi i znaczącymi między prezydentem, premierem oraz kilkoma głównymi politykami PO. Zupełnie jakby nie wiedzieli, że takie wewnątrzpartyjne frakcje i spory występują we wszystkich cywilizowanych krajach. W niecywilizowanych nie występują, gdyż szef obcina głowy każdej wewnętrznej opozycji.
We Francji to już jest święta tradycja, że jeden z ministrów szykuje się na prezydenta, a potem albo przegrywa, albo wygrywa, ale w celu osiągnięcia sukcesu musi zmobilizować odpowiednie wewnętrzne poparcie. W Niemczech Angela Merkel, żeby uniknąć tego zagrożenia, usunęła z wyższych partyjnych stanowisk wszystkie ciekawsze osoby i otoczyła się ludźmi zdecydowanie od niej słabszymi. W Stanach Zjednoczonych wybitny senator może prowadzić niemal wojnę przeciwko prezydentowi, który doskonale zna rozkład sił w ramach swojej partii oraz w opozycji i musi odpowiednio manewrować, żeby przeprowadzić swoje ustawy i znaleźć odpowiednie poparcie oraz ewentualnie przeciągnąć (bardzo różnymi, czasem kontrowersyjnymi metodami) kilku reprezentantów opozycji na swoją stronę.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.