Janusz Krasoń zapowiedział w sobotę rezygnację z pełnienia funkcji przewodniczącego Rady Dolnośląskiej SLD. Polityk uważa, że z funkcji powinien jak najszybciej zrezygnować także przewodniczący partii Grzegorz Napieralski.

O planowanej rezygnacji Krasoń poinformował w sobotę na posiedzeniu zarządu wojewódzkiego SLD. Tłumacząc motywy swojej decyzji, polityk powiedział, że jest współodpowiedzialny za słaby wynik wyborczy partii we Wrocławiu. SLD po raz pierwszy od wielu lat nie zdobył tu mandatu poselskiego.

"Drugi powód mojej decyzji wiąże się z tym, że SLD znalazł się w sytuacji, w której łatwe rozwiązania nie będą skuteczne. Zapowiedzią swojej rezygnacji chcę dać przykład Grzegorzowi Napieralskiemu, aby zrobił to samo. Uważam, że to będzie rozwiązanie najwłaściwsze dla SLD. Ono może dać szansę na odbudowę partii" - powiedział dziennikarzom Krasoń.

Zarząd dolnośląskiego SLD przyjął w sobotę uchwałę, wzywającą Radę Krajową partii do szybkiego zwołania kongresu nadzwyczajnego SLD.

Reklama

Krasoń powiedział, że przed tym kongresem powinno odbyć się partyjne referendum i sondaż w sprawie kandydata na przewodniczącego SLD. "Wybór nowego przewodniczącego SLD powinien się odbyć przez udział w głosowani wszystkich członków partii. Dziś osoba, która może podjąć się odbudowy partii, musi mieć jak najszerszy mandat" - tłumaczył Krasoń.

Krasoń był posłem IV, V i VI kadencji Sejmu

Reklama

Rezygnacja Krasonia z funkcji szefa dolnośląskich struktur partii ma zostać zatwierdzona na najbliższym posiedzeniu Rady Dolnośląskiej SLD.

Krasoń był posłem IV, V i VI kadencji Sejmu. Przewodniczył dolnośląskim struktura partii od 2002 r. W tegorocznych wyborach nie uzyskał mandatu, podobnie jak inny kandydaci SLD w okręgu wrocławskim. Na Dolnym Śląsku z list SLD do Sejmu dostali się jedynie Małgorzata Sekuła-Szmajdzińska, wdowa po Jerzym Szmajdzińskim oraz dotychczasowy poseł Ryszard Zbrzyzny. Oboje startowali w okręgu jeleniogórsko-legnickim.

Janik: Rodzą się rozmaite pomysły - od rozpaczliwych po zupełnie sensowne

Działacz SLD Krzysztof Janik powiedział w sobotę w Krakowie dziennikarzom, że propozycji dotyczących przywództwa w SLD jest wiele. "Rodzą się rozmaite pomysły - od rozpaczliwych po zupełnie sensowne. Ja w tej chwili nie widzę jednego dobrego pomysłu, który sam bym poparł" - ocenił Janik. "Przestrzegam przed wiarą w reanimację pokoleń, które już swoje zrobiły dla lewicy i dla Polski. Trzeba w moim przekonaniu szukać ludzi, którzy poprowadzą tę lewicę w przyszłość, bez tych obciążeń, które my mamy, moje pokolenie" - dodał Janik.

Jak zaznaczył nie chce wymieniać żadnych nazwisk, bo sam nie ma jeszcze swojego faworyta. "Każdy z nich, i Miller, i Kalisz, ale też politycy młodszego pokolenia, mają swoje wady i zalety. Są wartością dodaną dla SLD i powinni być w partii, tak jak i ja zamierzam być aktywnym członkiem partii. Ale nie chciałbym już brać odpowiedzialności, bo już jej nie dźwignę" - powiedział Janik.

Pytany o pomysł prawyborów w SLD, Janik mówił, że "każdy pomysł jest dobry, który nie pozwoli wojsku rozejść się do domu", i który "wesprze więzi wewnątrzpartyjne ostatnio mocno nadwyrężone". "W tej partii liczba oburzonych bądź obrażonych, chcący lub niechcący przez kierownictwo, jest nie mała. Moim zdaniem każde przedsięwzięcie, które pozwoli zachować spoistość tej grupy, jest dobre. Może właśnie bezpośrednie wybory przewodniczącego" - powiedział Janik.

Dzień po wyborach parlamentarnych, w których SLD zdobył 8,24 proc. głosów - najmniej spośród ugrupowań, które dostały się do Sejmu - szef Sojuszu Grzegorz Napieralski zapowiedział, że na początku nowej kadencji Sejmu zwoła posiedzenie Rady Krajowej Sojuszu. Przedstawiony ma być wtedy kalendarz przygotowań do kongresu, który wybierze władze partii. Napieralski zadeklarował, że nie będzie ubiegał się o stanowisko szefa SLD. Według rzecznika SLD Tomasza Kality, kongres odbędzie się najpóźniej w styczniu.