Albo będziemy dalej dopłacać do Grecji i zbankrutujemy, albo przyznamy się do porażki projektu euro i w sposób skoordynowany doprowadzimy do wyjścia Francji z unii walutowej – mówi Marine Le Pen, przywódczyni Frontu Narodowego, najpoważniejsza spośród kandydatów na urząd prezydenta Francji.
Według sondaży w pierwszej turze wyborów prezydenckich może pani zdobyć ponad 25 proc. głosów. To najwięcej ze wszystkich kandydatów. Jako potencjalna prezydent Francji jakie widzi pani sposoby wyjścia Europy z kryzysu zadłużenia?
Euro jest przede wszystkim projektem politycznym, a nie ekonomicznym. Politycy, którzy są dziś u władzy, wmawiają ludziom, że jesteśmy skazani na wspólną walutę, że regulacje unii walutowej są niezmienne. Ale część ekonomistów od momentu powstania euro ostrzegała, że to nie może się udać, bo wspólna waluta obejmuje zbyt różnorodne kraje. To tak jakby w szpitalu wszystkim pacjentom podawać ten sam lek. Dlatego zamiast wyleczyć, euro bardzo osłabiło gospodarkę Unii. Gdy uderzył kryzys finansowy w 2008 roku, europejski organizm nie był w stanie się obronić. Teraz ze wszystkich regionów świata ma największe problemy, aby kryzys przełamać. Politycy twierdzą, że jedynym wyjściem jest przekazywanie coraz większych funduszy przez kraje Unii, które jeszcze jakoś utrzymują się na powierzchni, krajom, które właściwie już zbankrutowały. Mamy w tej sytuacji dwa wyjścia. Albo będziemy dalej szli tą drogą i Francję, która ma już kolosalne zobowiązania w wysokości 1650 mld euro, doprowadzimy do tego, że padnie jak Grecja, dopuszczając do całkowitego chaosu gospodarczego, albo przyznamy się do porażki euro i w sposób skoordynowany doprowadzimy do wyjścia Francji z unii walutowej w porozumieniu z innymi krajami.
Załóż konto lub zaloguj się
i zyskaj dostęp na 14 dni za darmo.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.