Wróblewski: Marks, Engels i który teraz ten trzeci

Tomasz Wróblewski
Tomasz WróblewskiDGP
21 marca 2011

Na publicystycznej giełdzie szefów największych partii roiło się w ten weekend od słownych fajerwerków i wystawnych konstrukcji. Gorzej było z samą polityką. Może to za wcześnie na programy wyborcze. Może liderzy jeszcze strzegą swoich tajnych strategii. Może. Ale tak naprawdę to nie wiadomo, po co komu była seria programowych tekstów, z których ani jeden nie oferował żadnego programu.

Premier napisał, że... warto inwestować w internet, że gminy muszą tętnić życiem, osobom starszym należy się opieka, KRUS wymaga analizy i że on sam chciałby więcej inwestycji w infrastrukturę badawczą. Kto by nie chciał? Rzecz tylko w tym, jak to zrobić. Widać premier też nie wie. I dlatego swój tekst ograniczył do pobożnych życzeń. Nie było tam nic, czego nie usłyszelibyśmy w windzie czy podsłuchując rozmowy w autobusie. Jednak tekst Tuska i tak o głowę przerósł teksty Jarosława Kaczyńskiego i Grzegorza Napieralskiego. Bogate w formie, nędzne jako oferta dla wyborców.

Jeżeli wyżąć ich treści z personalnych ataków, impertynencji i efektów niespełnionych ambicji literackich podstawionych autorów, to zostaje nam zbiór przewidywalnych narzekań. Zarzuty wobec rządu Tuska wielokrotnie już opisywane w większości dzienników i tygodników. Kopiuj, wklej plus kilka bon motów.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.