Andrzej Ceynowa, b. rektor Uniwersytetu Gdańskiego, złożył w grudniu 2007 r. prawdziwe oświadczenie lustracyjne, że nie współpracował z aparatem bezpieczeństwa PRL - orzekł we wtorek Sąd Okręgowy w Gdańsku.

"Po analizie dokumentów zgromadzonych w tej sprawie sąd doszedł do wniosku, że Andrzej Ceynowa został zarejestrowany jako tajny współpracownik pod pseudonimem TW "Lek" jednakże odbyło się to bez jego wiedzy, ale przede wszystkim bez jego woli" - powiedziała w uzasadnieniu wyroku przewodnicząca składu sędziowskiego Marlena Kasprzyk.

Sędzia wyjaśniła, powołując się na wielokrotnie przytaczane przy wyrokach lustracyjnych orzeczenie Trybunału Konstytucyjnego, że aby mówić o współpracy z organami bezpieczeństwa musi mieć ona m.in. charakter świadomy, tajny oraz nie ograniczać się jedynie do deklaracji woli.

Kasprzyk podkreśliła, że nie ma takich dokumentów jak teczka personalna i pracy Ceynowy, jego meldunków, zobowiązania do współpracy oraz potwierdzeń odbioru pieniędzy.

Reklama

Współpracę z SB, mającą trwać w latach 1988-1990, zarzucił Ceynowie Instytut Pamięci Narodowej. Naukowiec był w tym okresie pracownikiem Instytutu Anglistyki UG i z racji tej funkcji kontaktował się z anglojęzycznymi gośćmi. Prokurator IPN żądał dla b. rektora utraty prawa wyborczego i zakazu pełnienia funkcji publicznych na czas sześciu lat.

Sąd przypomniał też, że w 1977 r. SB próbowała zwerbować Ceynowę, ale ten zdecydowanie odmówił

Reklama

Sąd dodał, że w zachowanych meldunkach o wizytach cudzoziemców na UG dwaj oficerowie SB (jeden z nich nie żyje, drugi zeznał przed sądem że nie miał żadnych kontaktów z Ceynową) powołują się na informacje uzyskane od TW "Lek". Zdaniem sądu, ich treść jest jednak skąpa.

"Gdyby takie informacje rzeczywiście przekazywał Andrzej Ceynowa, który uczestniczył w spotkaniach, powinno z tych meldunków wynikać, co te osoby konkretnie mówią, a nie tylko gdzie poszły, skąd wyszły, czy też kto na kogo czekał" - zaznaczył sąd.

Sąd przypomniał też, że w 1977 r. SB próbowała zwerbować Ceynowę, ale ten zdecydowanie odmówił.

"Ten koszmar się kończy. Jestem bardzo szczęśliwy, chociaż ważniejsze chyba jest to, że odczuwam ulgę. Żyłem przez cztery lata pod publicznym oskarżeniem, z którego nie jest się łatwo wytłumaczyć: są przecież takie częste opinie wśród ludzi - tak my znamy takich, co zaprzeczają, a jak im się pokaże dokumenty, to w końcu sobie przypominają, że współpracowali" - powiedział dziennikarzom Ceynowa.

W kwietniu 2007 r. o rzekomej współpracy Ceynowy z SB napisał "Wprost"

Prokurator IPN Krzysztof Rodziewicz powiedział, że decyzja o zaskarżeniu wyroku zapadnie po otrzymaniu jego pisemnego uzasadnienia. "W naszej ocenie ten materiał jest wystarczający, żeby stwierdzić, że są dowody na to, iż Andrzej Ceynowa nie złożył prawdziwego oświadczenia lustracyjnego" - dodał.

W kwietniu 2007 r. o rzekomej współpracy Ceynowy z SB napisał "Wprost". Tygodnik powoływał się wówczas na dokumenty z IPN. B. rektor pozwał o ochronę dóbr osobistych autorkę artykułu Dorotę Kanię, redaktora naczelnego tygodnika oraz wydawcę. Badający tą sprawę warszawski Sąd Okręgowy, w kwietniu 2010 r. zawiesił proces do czasu wydania prawomocnego wyroku w procesie lustracyjnym.

W latach 80. Ceynowa był jednym z tłumaczy Lecha Wałęsy podczas jego spotkań z zagranicznymi gośćmi na plebanii parafii św. Brygidy w Gdańsku. Lustrowany naukowiec był rektorem Uniwersytetu Gdańskiego w latach 2002-2008. Obecnie jest dziekanem Wydziału Filologii UG.