Wróblewski: Dżuma czy cholera, czyli kto po PO

Tomasz Wróblewski
Tomasz WróblewskiDGP
14 lutego 2011

Pewnie znacie państwo opowieść o Rockefellerze, który na wieść, że jego windziarz robi fortunę na giełdzie, kazał maklerowi wycofać wszystkie pieniądze z Wall Street. „To musi się skończyć krachem” – na miesiąc przed czarnym wtorkiem powiedział Rockefeller.

On z krachu 1929 roku wyszedł cało. Nie ma już windziarzy i nie wiem, co myślą o Platformie Obywatelskiej, ale patrząc, jak modne staje się deklarowanie rozczarowania obecnym rządem, zaczynam się już martwić o kształt tego następnego. W oczekiwaniu na oświadczenie Dody i refleksje Jarosława Kreta o złych prognozach dla rządu Tuska może warto na chwilę przyjrzeć się tym, których popularność rośnie. To SLD idący do wyborów w składzie, który raz już zniszczył służbę zdrowia, podporządkował aparat państwa prywatnym interesom znajomych i rodzinie Rywina czy posła Pęczaka. Telewizję publiczną post PRL-owskim propagandystom. To partia, która rozpoczęła ruinę finansów publicznych przez wyłączenie mundurówki z reformy emerytalnej.

Zaskakująco mocne są też notowania PiS, które lewicową destrukcję kontynuowało przez dwa lata. Dając górnikom kuriozalne ulgi emerytalne, rozdymając wydatki socjalne i nakłady na administrację. Ci sami ludzie, którzy z ramienia PiS czy PJN mówią dziś o ratowaniu państwa, odpowiedzialni są za skrajne upolitycznienie wymiaru sprawiedliwości, podporządkowanie spółek Skarbu Państwa partyjnym celom.

Autopromocja
381367mega.png
381364mega.png
381208mega.png
Źródło: Dziennik Gazeta Prawna

Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.

Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.