Bartz udało się przywrócić dawny blask internetowej firmie, a ta odwdzięcza się jej ogromnymi pieniędzmi. Bartz stała się najlepiej zarabiającym szefem w USA.

W ubiegłym roku 61-letnia Bartz – znana z ciętego języka i mówienia prawdy prosto w oczy – zarobiła 47,2 mln dol. (lwia część tej sumy to akcje) – podała agencja AP, powołując się na dane przekazane Komisji Papierów Wartościowych (SEC). Po raz pierwszy od wielu lat rankingowi najlepiej zarabiających prezesów przewodzi nie bankowiec, ale szef internetowej spółki. Tak nie było od roku 2000, gdy pękła słynna spekulacyjna bańka dot-comów.

Po raz pierwszy biznesowy świat o niepokornej Bartz usłyszał, gdy odchodziła z 3M. Powód? Jej żądanie przeniesienia do centrali zostało odrzucone. Wygarnęła więc szefom: „Kobiety nie powinny tu pracować”.

Przeszła do Digital Equipment Corporation, a potem Sun Microsystems. Tu połknęła komputerowego bakcyla, ale menedżerskie skrzydła rozwinęła w pełni dopiero w 1992 roku. Została szefową Autodeska i jak pisał „Forbes”: „zmieniła firmę z producenta ubogiego oprogramowania komputerowego w lidera na rynku wyspecjalizowanego oprogramowania dla architektów i budowniczych”. Liczby mówią same za siebie: podczas 14 lat jej rządów w Autodesku roczna sprzedaż wzrosła o 13 proc., a cena akcji aż ośmiokrotnie. Gdy odchodziła w 2006 roku, do swoich rad nadzorczych zaprosiły ją: Intel, Cisco Systems oraz BEA Systems.

I tak mogłaby się zakończyć jej kariera: resztę życia mogłaby spędzić na wygodnych i dobrze płatnych stanowiskach w kilku radach, co pozwoliłoby jej oddawać się ulubionym rozrywkom: graniu w golfa i pielęgnowaniu przydomowego ogrodu. Ale na jej drodze w grudniu 2008 roku pojawił się założyciel Yahoo! Jerry Yang, który szukał ratunku dla swojego dziecka – po 15 latach dominacji na internetowym rynku popadło w ciężki kryzys.

Moloch nie zauważył nowych trendów – serwisów społecznościowych. Zaczęli podgryzać go też konkurenci – głównie Google, Microsoft miał zamiar go wykupić. Yang zwierzał się później, że najpierw chciał poprosić Bartz jedynie o radę, bo nie sądził, że chciałaby ratować jego firmę. – Ale gdy skończyłem opowiadać, wiedziałem, że połknęła haczyk – opowiadał.

Już w styczniu 2009 roku zabrała się do pracy. Zamknęła kilka serwisów należących do Yahoo!, które nie przynosiły zysku, m.in. Yahoo! 360, Yahoo! Mash, Yahoo! Gallery i Yahoo! Briefcase. Zwolniła 675 osób (5 proc. siły roboczej), choć rok wcześniej Yang wyrzucił 1600 pracowników.

Nie szczędziła też krytyki własnej firmie. W marcu publicznie stwierdziła, że korzysta z Google Maps, bo usługa w wydaniu konkurencji jest o wiele lepsza niż to, co proponuje Yahoo!. Gdy w prasie anonimowi pracownicy Yahoo! skarżyli się, że nie wiedzą, dokąd prowadzi firmę, odpowiedziała, że „z chęcią wykopałaby ich na cholernego Marsa”.

Jednak twardy kurs się opłacił. Yahoo! odzyskał dawny blask – jest trzecią najczęściej odwiedzaną witryną w internecie, a o jego przejęciu nie myśli już Microsoft. Na dodatek firma zarobiła w ubiegłym roku 597 mln dol.

Sama Carol Ann Bartz ocenia swoją pracę na 4 z minusem. – Było ciężej, niż się spodziewałam, ale odwaliłam kawał dobrej roboty – dodaje zaraz szczerze.