COVID-19 stwierdzono tylko u 119 osób, czyli ok. 0,2 proc. osadzonych. W innych krajach sytuacja jest dużo poważniejsza. Opozycja wskazuje, że tak dobry wynik w Polsce osiągnięto kosztem samych więźniów.
DGP dotarł do najnowszych rządowych danych dotyczących skali zakażeń koronawirusem w polskich więzieniach. Według stanu na 2 grudnia zakażenie potwierdzono u 119 osadzonych (0,17 proc. wszystkich) oraz 323 funkcjonariuszy Służby Więziennej i pracowników (1,08 proc. kadry). Takie statystyki to efekt przeprowadzenia prawie 3 tys. testów na COVID-19 u osadzonych oraz 6,9 tys. u funkcjonariuszy i pracowników więziennictwa. Sytuacja w polskim więziennictwie jest względnie stała, mimo że niedawno mieliśmy do czynienia z radykalnym wzrostem zachorowań w kraju. Jeszcze na początku listopada zakażonych było 0,064 proc. osadzonych, zaś w przypadku funkcjonariuszy i pracowników Służby Więziennej widać spadek (miesiąc temu to było 2 proc.).
A jak wypadamy na tle innych krajów? Przykładowo na Węgrzech zakaziło się 120 więźniów (0,7 proc.) i 564 osoby z kadry (6,8 proc.). Z kolei we Włoszech – 809 osadzonych i 969 osób z kadry (tzw. policja penitencjarna) oraz 73 osoby z kadry kierowniczej, a w Austrii – 45 więźniów i 54 osoby z kadry. Nasze statystyki wyglądają lepiej też na tle naszych sąsiadów. W Czechach koronawirusem zakaziło się 599 osadzonych (3,03 proc.) i 312 osób z kadry (2,76 proc.), a na Słowacji – 162 więźniów (1,39 proc.) i 75 osób z kadry (1,31 proc.).
Reklama
Jak tłumaczy ppłk Elżbieta Krakowska, rzecznik prasowy dyrektora generalnego Służby Więziennej, tak niski odsetek zakażeń w polskim więziennictwie to efekt wdrożenia specjalnych procedur bezpieczeństwa i ich rygorystycznego przestrzegania. Wszystkim wchodzącym na teren jednostek penitencjarnych mierzy się temperaturę, a w uzgodnieniu z sędziami tymczasowo ograniczane są widzenia i praca osadzonych na zewnątrz zakładów karnych. Kilka razy dziennie dezynfekowane są miejsca używane przez osadzonych, jak klamki czy poręcze, a także odkażane są pomieszczenia w oddziałach mieszkalnych. Zajęcia kulturalno-oświatowe odbywają się w mniejszych grupach lub w ramach cel mieszkalnych. Funkcjonariusze pełniący służbę w bezpośrednim kontakcie z osadzonymi wyposażeni są w środki ochrony indywidualnej (maseczki, rękawiczki i przyłbice). Wszystkie zakłady karne i areszty śledcze zostały zaopatrzone w zapas wirusobójczych płynów dezynfekcyjnych, środków higienicznych i medycznych.
– Uruchomiono także specjalne izolatoria, do których przyjmowane są osoby pozbawione wolności, zakażone COVID-19 skąpoobjawowo, w dobrym stanie ogólnym, co do których lekarz zakaźnik nie stwierdził wskazań do leczenia w warunkach szpitalnych. Osoba taka przebywa w oddzielnym budynku, w całkowitej izolacji, gdzie ma kontakt wyłącznie z personelem medycznym. W przypadku wystąpienia ciężkich objawów choroby, np. duszności, osadzony konwojowany jest do szpitala pozawięziennego – dodaje ppłk Elżbieta Krakowska. Do 20 listopada było to konieczne zaledwie w czterech przypadkach. Za każdym razem hospitalizowanym osobom towarzyszyli strażnicy więzienni, wyposażeni w niezbędne środki ochrony osobistej wymagane w szpitalu, typu kombinezony, maski, przyłbice etc. Na szczęście nie były to pobyty długotrwłe.
Podpułkownik Krakowska podkreśla, że dzięki przestrzeganiu procedur bezpieczeństwa obecnie wśród osadzonych jedynie 0,17 proc. jest zakażonych, a 0,28 proc. więźniów przebywa na profilaktycznej kwarantannie. – Osoby takie są izolowane od reszty osadzonych, a w każdej jednostce zatrudniony jest personel służby zdrowia, który na bieżąco monitoruje stan zdrowia osadzonych – zaznacza rzecznik.
Nasi rozmówcy z rządu wskazują, że funkcjonowanie więzień w dobie pandemii uregulowano także legislacyjnie. I tak np. ustawą covidową z marca br. dyrektorom więzień umożliwiono występowanie z wnioskiem o przerwę w wykonywaniu kary, gdy jest to niezbędne do ograniczenia ryzyka epidemii w zakładzie karnym (art. 14c ustawy). Wniosek taki nie może dotyczyć skazanego za przestępstwo umyślne zagrożone surowszą karą niż 3 lata pozbawienia wolności ani skazanego za przestępstwa popełnione w ramach recydywy, zorganizowanej przestępczości albo przestępstwa stanowiące stałe źródło dochodu. Przy czym, jak dotąd, żaden osadzony nie skorzystał z tego rozwiązania. W tej samej ustawie (art. 14f) wprowadzono też możliwość przeprowadzania posiedzeń sądu penitencjarnego w formie wideokonferencji. Z kolei zmianami w kodeksie karnym wykonawczym rozszerzono możliwość stosowania kary pozbawienia wolności w systemie dozoru elektronicznego. Taka forma kary może dotyczyć osób skazanych na karę do 18 miesięcy lub łączną sumę kar nieprzekraczającą tego okresu.
Cezary Grabarczyk, minister sprawiedliwości w latach 2014–2015, uważa, że tak niski wskaźnik zakażeń wśród polskich więźniów to efekt ograniczania źródeł transmisji wirusa. – Tyle że jeśli to się wiąże z zaostrzeniem np. polityki przepustkowej, to odbywa się to kosztem osadzonych, nawet jeśli jednocześnie okazuje się skuteczne – wskazuje Grabarczyk.
Faktycznie: w danych, do których dotarliśmy, z jednej strony wspomina się o tym, że w ramach „etapu II – działań w trakcie epidemii” m.in. ograniczono pracę więźniów na zewnątrz jednostek i nie były udzielane przepustki. Do minimum ograniczono też przemieszczanie się w ramach oddziałów, wstrzymano zajęcia grupowe, odprawianie nabożeństw czy zajęcia dydaktyczne w centrach kształcenia ustawicznego (materiały dostarczano do cel mieszkalnych). Z drugiej strony obostrzenia były wprowadzane elastycznie, w zależności od sytuacji epidemicznej w kraju. Przykładowo w sierpniu przywrócono widzenia skazanych z najbliższymi, ale już w październiku, gdy sytuacja epidemiczna zaczęła się pogarszać (i po wejściu w życie jednego z rozporządzeń covidowych), widzenia czasowo wstrzymano.