- Nie wystarczy powiedzieć, że ludzie mają ograniczyć wyjścia z domu i nosić maseczki. Istotnym elementem jest wybranie takich restrykcji, które będą przestrzegane - mówi dr hab. Barbara Pabjan, socjolog z Uniwersytetu Wrocławskiego.
DGP
Czy Polacy będą przestrzegać zakazów podczas świąt?
Reklama
Gdybyśmy byli na początku epidemii, tobym powiedziała, że tak. Teraz – patrząc na różne badania – trend, jeśli chodzi o przestrzeganie obostrzeń, jest spadkowy. Ale nie wiadomo, jak to będzie dokładnie wyglądać, bo rząd nie zainwestował w pogłębione badania, które by pokazały, jak ludzie zachowują się w trakcie kryzysu.
Po co miałby inwestować?

Reklama
Oprócz tego, że mielibyśmy niepowtarzalną okazję, żeby zobaczyć, jak sobie społeczeństwo radzi z takim kryzysem, jest to po prostu ważne. Zachowanie ludzkie jest jedną ze zmiennych, właściwie kluczową, która wpływa na rozprzestrzenianie się epidemii. Poznanie tego aspektu mogłoby pomóc w przygotowywaniu strategii działania. Patrząc na modele matematyczne prognozowania rozwoju epidemii, które bazują na pewnych w miarę pewnych danych, jak liczba ludności, rozkład gospodarstw domowych czy szkół, a także planowane obostrzenia, powinniśmy uwzględnić także to, czy i jak ludzie będą przestrzegać restrykcji. To wszystko pomogłoby określić, jakie restrykcje należy wprowadzić, kiedy i w jakiej kolejności.
Takie, które zahamują rozprzestrzenianie się wirusa?
Czyli? Nie wystarczy powiedzieć, że ludzie mają ograniczyć wyjścia z domu i nosić maseczki. Istotnym elementem jest wybranie takich restrykcji, które będą przestrzegane. Tu się pojawia kolejny czynnik. Im więcej obostrzeń i decyzji, które nie mają jasnych podstaw naukowych, tym więcej osób nie będzie ich przestrzegać. Społeczeństwo musi ufać, że decydenci podejmują słuszne i racjonalne decyzje. Badania pokazują, że jeżeli ktoś nie wierzy w słuszność zakazu, to nie będzie go przestrzegał. W przypadku maseczek najważniejsze jest to, żeby je nosić w pomieszczeniach zamkniętych, kiedy jest dużo osób obok siebie. Na świeżym powietrzu nie mają aż takiego racjonalnego zastosowania. A jednak jest nakaz.
Jeden z decydentów tłumaczył mi, że może to i na wyrost, ale za to ludzie się przyzwyczają i będą je nosić.
I tu trzeba wychwycić tę cienką granicę, bo jeżeli jeden zakaz jest bezsensowny, to i kolejny – zdaniem odbiorców – też może być. To jak z zakazami drogowymi – w Polsce jest ich dużo i część jest prewencyjna. W efekcie ludzie kierują się własnym rozumem i wybierają, których zakazów słuchają, a których nie. Gdyby było ich mniej, ale bardziej zasadne, to być może byłby bardziej przestrzegane.
Powiedziała pani, że na początku pandemii bardziej byśmy przestrzegali zasad. Dlaczego?
To widać z analizy trendów nastrojów społecznych w raportach SW Research, dzięki którym można prześledzić zmiany. Ta firma od kwietnia zrobiła 14 pomiarów, pytając, czy ludzie boją się koronawirusa, czy obawiają się utraty dochodów albo niewydolności systemu ochrony zdrowia. Jednocześnie badali ewolucję stosunku do restrykcji, np. wychodzenia z domu bez potrzeby. Ciekawe jest prześledzenie tych trendów i porównanie ich z przebiegiem pandemii, liczbą chorych i zgonów.
Co z tego wychodzi?
Że nasilenie pandemii nie ma aż takiego wpływu na postawy. Na początku strach był duży, choć liczba przypadków była o wiele mniejsza. Nawet 80 proc. badanych mówiło, że nie będzie wychodzić z domu bez konieczności. Ten wskaźnik spadł w czasie wakacji do 35 proc. Nagły wzrost liczby przypadków wzmógł lęk, który się pojawił na przełomie października i listopada i znów zmobilizował do zachowania ostrożności (50 proc.). W ciągu miesiąca mobilizacja w gwałtowny sposób znów spadła do poziomu z wakacji. My również robiliśmy badania postaw i z danych wynika, że kiedy pytaliśmy, czy ludzie ograniczą korzystanie z transportu, w maju odsetek osób deklarujących ograniczenie podróży komunikacją publiczną był dwukrotnie mniejszy niż w marcu. Podobny trend był przy pytaniu o ograniczenie kontakty z rodziną. Początkowo jedna trzeba respondentów deklarowała, że nie zamierza tego robić. Latem był to już co drugi ankietowany.
Dlaczego tak się dzieje?
Ludzie przyzwyczaili się do epidemii, ale też stracili zaufanie do decyzji podejmowanych przez rząd. Wiele osób uważa je za nieracjonalne. Poza tym nie da się długo żyć w stanie kryzysu. Wydaje się też, że maleje zaufanie do rekomendacji ekspertów.