Zatrzymanie Giertycha i Krauzego zaczęło przybierać niekorzystny obrót dla prokuratury i służb. Na jaw wychodzą kolejne potknięcia organów państwa
Reklama
– Panie Jarosławie Kaczyński, od przyszłego tygodnia Roman Giertych wraca do gry – oświadczył w weekend obrońca Giertycha Jacek Dubois. To oznacza, że w sprawie mogą nas czekać kolejne zwroty akcji. Pierwszym było samo zatrzymanie Giertycha i biznesmena Ryszarda Krauzego przez Centralne Biuro Antykorupcyjne, a także dokonane przeszukania w kancelarii byłego polityka i jego podwarszawskim domu.
Wielu komentatorów łączy termin tych działań z rozprawą aresztową przebywającego za granicą Leszka Czarneckiego, właściciela Idea Banku i Getin Noble Banku, w której Giertych miał go reprezentować (ostatecznie odroczono ją na 16 listopada). Adwokat miał wówczas przedstawić dowody rzekomo świadczące o naciskach „jednej z najwyższych osób w państwie” na toczące się postępowanie. Jeden z naszych rozmówców z rządu przyznaje, że zatrzymanie miało związek z tą sprawą, ale w innym kontekście, niż jest to przedstawiane. – Giertych często przebywa za granicą. Spodziewaliśmy się, że przy okazji rozprawy aresztowej Czarneckiego pojawi się w Polsce i będzie szansa postawić mu zarzuty – twierdzi nasz rozmówca.
Jednakże po spektakularnej akcji CBA i prokuratury sprawy zaczęły przybierać niekorzystny dla nich obrót. Najpierw pojawiły się wątpliwości, czy prokuratura skutecznie postawiła Giertychowi zarzuty. Jego obrońcy przekonują, że był wtedy nieprzytomny; prokuratura twierdzi, że symulował i grał na zwłokę. W sobotę wieczorem Sąd Rejonowy w Poznaniu nie uwzględnił wniosków prokuratury o tymczasowe aresztowanie Krauzego i czterech innych podejrzanych w sprawie spółki Polnord. Krauze i Giertych byli wśród w sumie 12 zatrzymanych w czwartek osób podejrzanych o wyprowadzenie z tej giełdowej spółki deweloperskiej i przywłaszczenie łącznie 92 mln zł. Grozi za to do 10 lat więzienia.
– Prokuratura nie zgadza się z decyzjami sądu i po zapoznaniu się szczegółowo z uzasadnieniem tych decyzji będziemy wnosili zażalenie – oświadczyła Anna Marszałek, rzecznik Prokuratury Regionalnej w Poznaniu. „To jest blamaż Prokuratury Krajowej. Roman Giertych i jego świta na wolności, Krauze na wolności! Ten, kto polecił przenieść śledztwo z Wrocławia do Poznania, powinien wylecieć na zbity pysk!” – to komentarz, jaki pojawił się na profilu twitterowym Kasta Watch, kojarzonym z wychwalaniem reformy sądowej Zbigniewa Ziobry i ostro krytykującej środowisko sędziowskie.
Wiele pytań budzi też sprawa samego przeszukania kancelarii i domu Giertycha, gdzie mogły się znajdować poufne dane jego klientów. Zgodnie z przepisami kodeksu postępowania karnego podczas przeszukania ma prawo być obecna osoba, u której dokonuje się przeszukania, oraz osoba przez nią wskazana, jeśli nie utrudnia to znacznie lub nie uniemożliwia przeszukania. Z kolei kodeks etyki adwokackiej wymaga, by adwokat, w razie przeszukania w kancelarii lub miejscu zamieszkania, żądał uczestnictwa w czynności przedstawiciela samorządu.
Katarzyna Gajowniczek-Pruszczyńska, uczestnicząca w przeszukaniu kancelarii z ramienia warszawskiej okręgowej rady adwokackiej, twierdzi, że o przeszukaniu poinformowano już po rozpoczęciu czynności. – W efekcie, mimo szybkiej reakcji ORA, gdy dotarłam, przeszukanie trwało już od godziny – mówi nam adwokat. – Nie jest natomiast prawdą, że przedstawiciele adwokatury nie zostali w ogóle dopuszczeni do czynności, a takie głosy pojawiły się w mediach. O przeszukaniu w mieszkaniu mec. Giertycha ORA nie została jednak oficjalnie poinformowana – dodaje. – O przeszukaniu w domu, gdzie też mogły znajdować się materiały objęte tajemnicą adwokacką, co zrozumiałe w dobie epidemii, dowiedzieliśmy się z mediów. Podjęto decyzję, że ja pojadę na czynności przeszukania do domu – wskazuje z kolei Aleksander Krysztofowicz, zastępca sekretarza ORA Warszawa.
– Dotarłem tam ok. godz. 16, gdy czynności już się zaczęły. W takich sytuacjach organy ścigania powinny poczekać na przedstawiciela ORA, ustalając jednocześnie, kiedy dotrze na miejsce, szczególnie że działania z naszej strony zostały podjęte bez zwłoki – dodaje. Gajowniczek-Pruszczyńska wskazuje jednak, że większy niepokój budzi nieobecność przy przeszukaniu samego właściciela kancelarii. To on bowiem jako dysponent akt wie, co się w nich znajduje i czy zawierają one treści objęte tajemnicą obrończą, która jest bezwzględna, czy adwokacką.
– Pierwszy raz spotykam się z sytuacją, by adwokat nie był obecny przy przeszukaniu we własnej kancelarii. Nawet, gdy mec. Giertych zasłabł i został przewieziony do szpitala, czynności w domu i w kancelarii były kontynuowane. W przypadku adwokata, w szczególności byłego polityka, reprezentującego też osoby będące w konflikcie z obecną władzą, służby powinny szczególnie dbać o zachowanie wszystkich gwarancji procesowych. Tymczasem do zatrzymania doszło przed budynkiem sądu, na oczach klientów, w sposób podważający zaufanie do zawodu adwokata – dodaje.
Zaniepokojenie sposobem aresztowania Giertycha wyraziły nie tylko władze warszawskiej izby, lecz także Naczelnej Rady Adwokackiej oraz Krajowej Izby Radców Prawnych. Oświadczenie wydało też Stowarzyszenie Adwokackie „Defensor Iuris”, które wskazuje na złamanie przez CBA zasady proporcjonalności i celowości środków przymusu. Nie wezwano bowiem Giertycha do dobrowolnego stawienia się przed organami ścigania ani do wydania im rzeczy. Do takiego wezwania zobowiązuje kodeks postępowania karnego. Jak wskazuje Krysztofowicz, obowiązek uczestnictwa przedstawicieli samorządu przy przeszukaniu u adwokata znajduje umocowanie także w prawie o adwokaturze.
Prokuratura złoży zażalenie na odmowę aresztu dla Krauzego