Kluczowe jest dowództwo V Korpusu, jako struktury w tzw. teatrze europejskim - mówi Piotr Łukasiewicz, dyplomata, pułkownik rezerwy, w latach 2012–2014 ambasador Polski w Afganistanie.
DGP
Jak pan ocenia zapisy umowy EDCA?
Czy to jest sukces, dopiero się okaże. W chwili gdy – odpukać – zaszłaby potrzeba ideowej realizacji tego porozumienia. Czyli gdyby okazało się, że w środkowej Europie wybucha kryzys. I nadchodzi czas na weryfikację tego, ile warta jest amerykańska pomoc.
Reklama

Reklama
W czasach pokoju też można pokusić się o ocenę?
Przede wszystkim istotną sprawą jest element wysuniętego dowodzenia V Korpusu. To jest między 200 a 300 żołnierzy. Dowództwo znajduje się w Fort Knox w Kentucky. Korpus został niedawno przywrócony po tym, jak został zlikwidowany w 2013 r. Domyślam się, że dlatego, iż Amerykanie chcą mieć dodatkowe struktury dowódcze w tzw. teatrze europejskim. W tle jest kontekst Niemiec, gdzie ten korpus miał być przenoszony, ale wskutek polityki Trumpa i wycofania kontyngentu z tego kraju ten element ma trafić do Polski. Tych 200–300 żołnierzy to dodatkowe wzmocnienie ponad to, co zostało wynegocjowane – czyli tysiąc osób – między Warszawą a Waszyngtonem w 2019 r. i uroczyście podpisane przez Trumpa i Dudę. Z tym że wspomniany element to sztabowcy, a nie żołnierze biegający z karabinami po polu. Ale dobrze, że to się znajdzie w Polsce. Chociaż dopiero zobaczymy, czym ten korpus będzie dowodzić. Zobaczymy, jak Amerykanie będą te struktury tworzyli.
Jaki jest kształt immunitetu dla żołnierzy USA?
Były emocje w tej sprawie. W czasie kampanii wyborczej, a nawet po niej. Opozycja zarzucała rządowi, że dojdzie do radykalnej zmiany. Rzeczywiście zmiana jest w stosunku do układu SOFA (dwustronne porozumienie o statusie sił zbrojnych USA podpisane 11 grudnia 2009 r. w Warszawie – red.), ale nie jest tak straszne, jak mogłoby się wydawać. Amerykanie nie będą mieli pełnego immunitetu. Zapanuje zasada pewnego pierwszeństwa sądzenia ich ewentualnych przewin na terenie Stanów Zjednoczonych. Natomiast w wypadkach, w których Polska stwierdzi, że doszło do jakiegoś rażącego z naszego punktu widzenia przestępstwa, będziemy mieli prawo zwrócenia się do strony amerykańskiej o osądzenie ich w Polsce.
A jak się ma kwestia eksterytorialności baz?
To budziło spory na początku pierwszej dekady XX w., kiedy chodziło o sprawę tajnych więzień CIA. Po stronie polskiej i amerykańskiej wyznaczeni będą executive agents, czyli urzędnicy wykonawczy, którzy będą na bieżąco dogadywali się, które części baz amerykańskich będą – nie tyle eksterytorialne, bo nie o eksterytorialność chodzi – zezwalały na dostęp Polaków. Z tego, co wiem, będziemy mieć dostęp do elementów, gdzie będą oficerowie łącznikowi czy jakaś polska ochrona.
Jak pan ocenia stronę finansową porozumienia?
Dżentelmeni o pieniądzach nie rozmawiają i faktycznie w EDCA nie ma mowy o konkretnych sumach czy też poziomie polskiego zaangażowania. Szef Pentagonu Mark Esper powiedział, że będziemy płacili prawie za wszystko. Natomiast na pewno porozumienie reguluje to, że Polska pokrywa wszystkie koszty rzeczowe i infrastrukturalne. Amerykanie mówią, że potrzebują budynku koszarowego, więc my go budujemy. Jeżeli powiedzą, że chcą centrum ochrony cybernetycznej, Polska odpowiada, że nie ma zasobów, chociażby technologii, by to zrobić, wówczas Amerykanie budują sami, a my za to płacimy. Jak wielka to będzie inwestycja po naszej stronie? To kwestia dalszych ustaleń. O ile się orientuję, to na etapie konsultacji międzyresortowych akceptacji EDCA przez stronę polską żadne sumy nie padały. Formalnie rzecz biorąc: jeżeli Polska podpisuje jakiś akt międzypaństwowy, a takim aktem jest podpisane w sobotę porozumienie, to każdy resort powinien odnieść się do jego kosztów. Tym razem polska strona takich wyliczeń nie zrobiła. Jednego możemy być pewni, co wynika z przykładów koreańskich, niemieckich czy japońskich, że to będą duże pieniądze.
Rząd od dawna wysyła komunikaty, że jesteśmy pionierami we współpracy z Amerykanami w sprawie 5G. Co pan o tym sądzi?
Pionierami? Mam wrażenie, że w całej Europie panuje wielka konfuzja co do tego, jak się odnosić do chińskiego 5G. Mike Pompeo podpisał przed wizytą w Warszawie umowę ze Słowenią, która wyklucza tam udział chińskich firm w 5G. Dwa dni temu szef amerykańskiej dyplomacji wygłosił w Pradze skrajnie antychińskie przemówienie, w którym przyrównał walkę Vaclava Havla z komunizmem w Czechach z obecną walką z Komunistyczną Partią Chin, co mi się wydaje jednak przesadą, jeśli chodzi o historyczne porównania. Ale z pewnością Pompeo był w Europie, żeby przekonać partnerów, żeby opowiedzieli się przeciwko Chinom.