Lidze na drodze do podbicia kluczowego regionu Emilia-Romania stanęły Sardynki.
Od wyniku niedzielnych wyborów uzależniano powrót do politycznej gry Ligi wraz z jej przywódcą Matteą Salvinim, który od czasu kryzysu rządowego sprzed pół roku znajduje się w opozycji. Stawka w lokalnych wyborach była wysoka. Położona na północy kraju Emilia-Romania od 70 lat jest rządzona przez centrolewicę. Przejmując ten region, Liga miałaby wstrząsnąć obecnym rządem, w skład którego wchodzą centrolewicowa Partia Demokratyczna (PD) oraz jej niedawny sojusznik Ruch 5 Gwiazd (M5S). Byłby to bolesny cios, biorąc pod uwagę, że egzotyczna koalicja socjaldemokratów z partią buntowników zaczyna słabnąć.
Jeszcze przed wyborami sondaże pokazywały ponadprzeciętne dla Emilii-Romanii poparcie dla prawicy. Kandydaci PD i Ligi szli łeb w łeb. Ostatecznie w wyborach gubernatora regionu zwyciężył obecny przewodniczący i członek PD Stefano Bonaccini, otrzymując 51,6 proc. głosów. Jego rywalka, popierana przez Ligę Lucia Borgonzoni, zdobyła 43,7 proc. głosów. Ostra rywalizacja zmobilizowała elektorat. Do urn w regionie poszło 68 proc. wyborców, o 31 pkt proc. więcej niż w poprzednich wyborach.
Reklama
Przegrana Ligi to pokłosie prężnej działalności ruchu obywatelskiego zwanego Sardynkami. Inicjatywa narodziła się w listopadzie 2019 r. w Bolonii tuż po tym, jak Liga, zwyciężając w Umbrii, przejęła pierwszy znaczący bastion centrolewicy we Włoszech. Obywatele wezwali lewicowy elektorat do mobilizacji przeciwko Salviniemu. Gromadząc tłumy na flash mobach, sprzeciwiali się wymierzonej w migrantów i Unię Europejską retoryce przywódcy Ligi. Zwieńczeniem kilkumiesięcznej działalności ruchu była manifestacja zorganizowana 19 stycznia w Bolonii, która zgromadziła 40 tys. osób.
Działalność Sardynek wpłynęła mobilizująco również na Salviniego, który prowadził w regionie intensywną kampanię. Starcie twarzy włoskiej prawicy z oddolnym ruchem obywatelskim było obserwowane na całym świecie. Amerykański ośrodek Atlantic Council nazwał to włoską odpowiedzią na populizm, która może stanowić model dla społeczeństw obywatelskich w innych krajach. Z kolei magazyn „Foreign Policy” spekulował, czy oddolna inicjatywa obywatelska nie będzie przeciwskuteczna, skoro pogłębia polaryzację, w równym stopniu mobilizując zwolenników Ligi. Wynik wyborów nie przesądza tego ostatecznie; mimo znacznej aktywizacji przeciwników Salviniego w regionie określanym przez samych Włochów jako czerwony, kandydatka Ligi zdobyła drugie miejsce, pozostawiając pozostałych rywali daleko w tyle.

Reklama
Największym przegranym niedzielnych wyborów jest Ruch 5 Gwiazd. Jego kandydat Simone Benini otrzymał zaledwie 3,5 proc. głosów. To kolejny poważny sygnał ostrzegawczy dla ugrupowania, które wygrało wybory parlamentarne w 2018 r., zgarniając jedną trzecią wszystkich głosów. Dzisiaj poparcie M5S w skali kraju oscyluje wokół 15 proc. Lider PD Nicola Zingaretti stwierdził, że wynik niedzielnej elekcji kończy okres trzech biegunów we włoskiej polityce z Ruchem 5 Gwiazd jako tym trzecim. Włochy w jego ocenie wracają do bipolarnego systemu z lewicą i prawicą.
Tak się jednak składa, że koniec M5S może również oznaczać koniec koalicyjnego rządu z PD w składzie. Już dzisiaj widać, że kurczące się w zawrotnym tempie poparcie Ruchu 5 Gwiazd przekłada się na kondycję rządu. Minister spraw zagranicznych Luigi Di Maio tuż przed niedzielnymi wyborami ustąpił ze stanowiska przewodniczącego M5S. To na niego najprawdopodobniej spadnie odpowiedzialność za długą serię porażek ugrupowania zbudowanego przez komika Beppe Grillę jako ruch obywateli przeciwko elitom.
Di Maio najpierw zdecydował się na koalicję z Ligą. Szybko okazało się, że w tym związku Salvini dominuje, chociaż to Ruch 5 Gwiazd wskazał na premiera Giuseppe Contego. Di Maio jako wicepremier i minister spraw społecznych nie potrafił przeforsować swoich socjalnych postulatów. Potem, po kryzysie rządowym wywołanym przez Salviniego, M5S udało się pozostać w rządzie, ale za cenę niepopularnego wśród części wyborców sojuszu z socjaldemokratami, na których krytyce Grillo budował swoje poparcie.
Liga w niedzielę wygrała za to w południowowłoskiej Kalabrii. Jej kandydatka Jole Santelli zdobyła 51 proc. głosów. Lawinowo rosnące poparcie Ligi na południu nie jest już zaskoczeniem, chociaż partia do niedawna znana jako Liga Północna skupiała się na wspieraniu przemysłu skoncentrowanego na północy i różnych form emancypowania się tej części kraju od biedniejszych regionów.