Współcześni mężczyźni porzucają model ojcostwa odziedziczony po poprzednich pokoleniach i tworzą nowy, oparty na zaangażowaniu w wychowanie. Przyczyniło się do tego także państwo.
Magazyn DGP z 24 stycznia 2020 r. / Dziennik Gazeta Prawna
Fathering to po angielsku po prostu ojcostwo, ale w nowoczesnym slangu społecznych trendów trzeba je rozumieć także jako modę na bycie tatą lub przynajmniej nieuznawanie, że opieka nad dziećmi i aktywne uczestniczenie w ich wychowaniu to zajęcie niegodne faceta, podejrzane i wstydliwe. W sieci funkcjonują już nie tylko blogi prowadzone przez ojców, którzy dzielą się swoimi doświadczeniami, lecz także grupy na portalach społecznościowych. Udzielają sobie porad, cieszą się sukcesami, szukają merytorycznego wsparcia. Jedna z takich grup (Jestem Tatą) skupia już 35 tys. użytkowników (a fanpage założyciela grupy – witryny Blog Ojciec – ponad 500 tys.). Portale dostarczają nie tylko informacji o wychowaniu. Często przy okazji można poczytać o najnowszych smartfonach, klockach lego, bieganiu w maratonach, tworzeniu kont na LinkedInie, połowach tuńczyka lub jakimkolwiek innym temacie, który mężczyzn interesuje. A nawet o tym, czy gołe kostki lub założenie tenisówek do marynarki są już passé.
DGP
Tendencję wzrostu zainteresowania ojcostwem potwierdzają też oficjalne statystyki dotyczące urlopu ojcowskiego. W pierwszej połowie 2019 r. skorzystało z niego rekordowe 88,5 tys. mężczyzn, czyli o 24,7 tys. więcej niż w 2016 r. i aż o 37,1 tys. więcej niż w 2014 r. (wzrosty odpowiednio o 38,7 proc. i 72,2 proc.). Coraz częściej też kolejne firmy wprowadzają własne, dodatkowe urlopy dla pracowników ojców.
Ten boom cieszy tym bardziej, że angażujący się w opiekę ojcowie przez długi czas funkcjonowali w niezbyt sprzyjającym środowisku. W Polsce wychowywaniem dzieci tradycyjnie zajmowały się – i nadal zajmują – kobiety. Jest wiele prawdy w żartobliwym powiedzeniu, że „dzieci od zawsze wychowują się w związkach jednopłciowych, bo opieką zajmują się mamy i babcie”. Tradycją – oficjalnie akceptowaną przez państwo i społeczeństwo – jest też to, że o sprawach wychowania samodzielnie decyduje rodzina. W praktyce model wychowawczy w dużej mierze kształtuje jednak państwo. Wprowadzenie np. wspomnianego urlopu ojcowskiego lub możliwości skorzystania z urlopu rodzicielskiego przez ojca (a w pewnych sytuacjach nawet przez np. babcię, dziadka, ciocię czy wujka) zmieniło tradycyjne postrzeganie ról rodzicielskich.

Dziecko i ja

Boom na fathering zaczął się mniej więcej dekadę temu. Nie osiągnąłby obecnej skali, gdyby w tym samym czasie wielkiej popularności nie zdobyły portale społecznościowe, które umożliwiły i ułatwiły kontakty międzyludzkie, wymianę poglądów, udzielanie porad, a jednocześnie kreowanie nowych trendów. Co więcej, w mediach i świadomości społecznej na pierwszy plan wysunęły się wówczas zagadnienia związane z zapaścią demograficzną i koniecznością prowadzenia polityki prorodzinnej. Efektem były decyzje państwa – najpierw becikowe, a potem urlopy ojcowskie i rodzicielskie. I to miało przełomowe znaczenie: po raz pierwszy wprowadzono przywilej związany z posiadaniem dzieci, który był przewidziany wyłącznie dla mężczyzn (urlop ojcowski).
– Na zmianę modelu opieki i dzielenia się obowiązkami wpłynęło wiele czynników. Coraz rzadziej dzieci wychowywane są w wielopokoleniowych rodzinach, a coraz częściej w tzw. rodzinie atomowej obejmującej rodziców i dzieci. Ci pierwsi są bardziej dojrzali, zależy im na bliższej relacji z tymi drugimi i większym uczestnictwie w ich życiu. I to nie tylko ojcom, także matkom – tłumaczy prowadzący Blog Ojciec Kamil Nowak.
Podkreśla, że do lamusa odchodzi model, w którym dziecko wychowywało się w praktyce samo, wśród rówieśników (na podwórku, w szkole itp.), a po osiągnięciu pełnoletniości niemalże automatycznie „szło na swoje”.
– Obecnie rodzice starają się to zmienić i chcą, by ich dzieci utrzymywały z nimi zdrowe relacje, także gdy same już będą dorosłe i założą własne rodziny. Jedyną drogą jest obustronny szacunek i poświęcony dzieciom czas. Dotyczy to także współczesnych ojców, którzy nie dają już sobie wmówić, że nie muszą angażować się w wychowanie, bo przecież tym zajmują się kobiety – dodaje.
Większe zaangażowanie w opiekę nad potomstwem wynika też ze zmiany społecznej roli mężczyzn i tego, jak oni postrzegają samych siebie we współczesnym świecie – co się dla nich liczy, jakie mają priorytety, kim chcą być. To trend ogólnoświatowy, a nie tylko polski.
– Nie ma już zaklętych rewirów dla mężczyzn. Ważne staje się „osobiste 360 stopni”. Ojcostwo jest jedną z przestrzeni życiowych, które łącznie składają się na całość danej jednostki, na „ja” jako mężczyzna, który pracuje, jest żonaty, ma zainteresowania, wychowuje dzieci itp. – tłumaczy Andrzej Chojnowski, redaktor naczelny dad:HERO, serwisu o „męskim świecie”.
On również wskazuje, że dzisiejsi ojcowie nie identyfikują się z modelem rodzicielstwa odziedziczonym po poprzednim pokoleniu.
– Są zupełnie inni od rodziców sprzed 20 lub 30 lat. I dobrze. Ale jednocześnie szukają nowej tożsamości i czują potrzebę przynależności do wspólnej grupy. Na przykład w sklepie z wyposażeniem wnętrz potrafią od razu rozpoznać, którzy mężczyźni też mają dzieci, bo to wymusza robienie zakupów w inny sposób. Wystarczy porozumiewawcze spojrzenie. Fathering jest oznaką potrzeby przynależności do grupy, dzięki której radzą sobie z rozpoznaniem tego nowego modelu ojcostwa – dodaje redaktor naczelny dad:HERO.

Bieg z przeszkodami

To wcale nie oznacza, że nowy trend łatwo utorował sobie drogę. Nie tylko sami mężczyźni musieli się przyzwyczaić do zmiany roli. Musiało to zrobić także ich otoczenie, które nie zawsze jest wyrozumiałe.
Dobrym przykładem jest korzystanie z urlopu ojcowskiego. W pierwszym miesiącu obowiązywania nowego uprawnienia (styczeń 2010 r.) skorzystało z niego zaledwie kilkudziesięciu ojców, choć uprawnionych było około 200–230 tys. W pierwszym półroczu 2011 r. urlop ten wzięło 8,6 tys. mężczyzn (ale bez pracowników firm zatrudniających co najmniej 20 osób). Trzy lata później ojcowski wybrało już 51,4 tys. mężczyzn, a w ubiegłym roku padł wspomniany wcześniej rekord.
– Otrzymywałem wiele sygnałów od ojców, którzy mieli problem z wykorzystaniem tego uprawnienia. Pracodawcy są przyzwyczajeni, że to kobiety wybierają urlopy na dzieci. Na to są przygotowani. Wielu natomiast trudno było pogodzić się z tym, że także mężczyźni mogą skorzystać z płatnej przerwy na opiekę nad dzieckiem. Było to źle widziane w firmach – tłumaczy Kamil Nowak.
Niesprzyjającą okolicznością jest też struktura wynagradzania. Mężczyźni zarabiają przeciętnie więcej niż kobiety (w Polsce o 7,2 proc.), więc jeśli któreś z rodziców musi zrezygnować na jakiś czas z kariery zawodowej, aby zająć się opieką nad dzieckiem, to z punktu widzenia rodzinnego budżetu lepiej, by była to kobieta. Jednak i to powoli się zmienia.
– Znam wiele przypadków, gdy to kobieta jest motorem finansowym rodziny, a mężczyzna szuka jedynie sposobu, aby nie pracować. Nie generalizowałbym. Są po prostu dobrzy i źli ludzie, płeć nie ma tu nic do rzeczy. Łatwiej przeznaczyć czas na opiekę, jeśli się ma ten czas i podpiera się to motywacją i chęcią do bycia częścią rodziny. Jeśli takich motywacji nie ma, to na pewno łatwiej uciekać z domu i kryć się w bezpiecznym biurze – uważa Kamil Polny prowadzący blog „Tata w Pracy”.
Otoczenie społeczne też ewoluuje. W dużych miastach nikogo nie dziwi już widok mężczyzny spacerującego z wózkiem po parku, odbierającego dziecko z przedszkola lub jeżdżącego z gromadką dzieci na rowerach. Nikogo nie szokują słowa „spodziewamy się dziecka”, a nie „moja żona spodziewa się dziecka”. W mniejszych miejscowościach tradycyjny podział ról jest wciąż bardziej widoczny, ale i to się powoli zmienia. Podobnie jak postawa pracodawców. Dla niektórych to wciąż dziwne, że ojciec chce skorzystać z uprawnień opiekuńczych, ale inni sami wprowadzają bonusy przeznaczone wyłącznie dla zatrudnionych ojców (np. IKEA przyznała ostatnio pracownikom dodatkowy miesięczny urlop ojcowski, wcześniej sześciotygodniowy urlop wprowadziła Aviva).
Nie można też nie dostrzec wpływu na te trendy programów społecznych, zwłaszcza 500+. Z jednej strony może to prowadzić do sytuacji, gdy jedno z rodziców – w zdecydowanej większości przypadków kobieta – rezygnuje z kariery zawodowej, aby zająć się dziećmi, co oczywiście prowadzi do utrwalania dotychczasowego modelu rodzicielstwa (mężczyzna w pracy, kobieta z dziećmi). Ale z drugiej strony ułatwia też bycie „bardziej pełnowartościowym” rodzicem także ojcom. Dobrze ujął to Tomasz Karoń w wywiadzie udzielonym Robertowi Mazurkowi („Kto pierwszy wbije w ziemię dwa zaostrzone kijki”, DGP nr 6/2020 r.). Zadał retoryczne pytanie: „Czy Kaczyński tylko rozdawał pieniądze, czy też pozwolił ludziom przez to rozsmakować się na nowo w tradycyjnych rolach bycia ojcem, który zabierze rodzinę na wakacje, czy babcią, która z trzynastej emerytury coś odpali wnuczkom?”.
– Mężczyzna to tradycyjnie „przewodnik stada”, który powinien zapewnić poczucie bezpieczeństwa i umieć podejmować decyzje. Ocenia się nas przez pryzmat tego, czy osiągnęliśmy sukces. Jego brak może podkopać pewność siebie. To, że rodzina ma zapewnioną lepszą jakość życia, choćby dzięki wsparciu typu 500+, zmienia samoocenę ojców, daje im poczucie godności – tłumaczy Andrzej Chojnowski.

Dzieci i smartfony

Te okoliczności wpłynęły na zmianę modelu ojcostwa i formułowanie nowych trendów. A czym charakteryzuje się sam fathering?
– Zainteresowanie ojcostwem jest widoczne, trend pewnie też. Uczymy się komunikować i wymieniać informacjami. Dla wielu mężczyzn rodzicielstwo z głową jest już standardem. Jest też grupa facetów oburzających się na to, że o tych tematach się rozmawia. A zamiast o tym gadać, lepiej po prostu spędzać wolny czas z dziećmi. I ci, którzy to robią, mają najwięcej racji. Ojcem i rodzicem jest się najlepszym, kiedy ma się czas i spędza go z rodziną – tłumaczy Kamil Polny.
Rozwijający się trend najlepiej obrazują chyba treści, które zawierają fatheringowe blogi lub grupy na portalach społecznościowych. Niektóre z nich są poświęcone wyłącznie wychowaniu dzieci, przy czym większość treści jest skierowana do obojga rodziców, a tylko niektóre wyłącznie do mężczyzn (np. „czego córka nigdy nie powinna usłyszeć od ojca”). Nie bez powodu. Po pierwsze, większość problemów wychowawczych (a to częsty powód odwiedzania blogów) dotyczy i matek, i ojców. Płeć – wbrew stereotypowym opiniom – nie ma tu decydującego znaczenia. Po drugie, większość czytelników blogów dla ojców to… kobiety. Są zainteresowane różnymi informacjami o wychowaniu, także tymi przedstawianymi przez mężczyzn.
– Na blogu zamieszczam posty skierowane do rodziców obu płci. Azylem dla ojców jest grupa na Facebooku. To tam najczęściej nawiązują kontakty, wymieniają się informacjami, szukają porad. Trzeba pamiętać, że mężczyznom, najczęściej ze względów kulturowych, trudniej jest prosić o pomoc, przyznać się, że czegoś nie wiedzą lub nie radzą sobie z problemem. W grupie samych ojców jest już zdecydowanie łatwiej – tłumaczy Kamil Nowak.
Część portali dla ojców zawiera też informacje lifestylowe w dziedzinach najczęściej uznawanych za interesujące mężczyzn, np. opinie o nowinkach technologicznych, opisy podróży, zachęty do uprawiania sportu, recenzje filmów.
– Męską psychikę, emocje, odczucia dość dobrze oddaje stwierdzenie, że „mężczyźni nie mają pytań, tylko odpowiedzi”. Poradami dotyczącymi wychowania częściej zainteresowane są kobiety. Ojcowie zazwyczaj nie szukają odpowiedzi wprost. Raczej inspiracji, która pomogłaby im obrać właściwy kierunek – podkreśla Andrzej Chojnowski.
Są też wreszcie takie portale, które mają określenie „tata” lub „ojciec” w tytule, ale w praktyce są prowadzone przez influencerów, dla których bycie rodzicem jest wabikiem do pozyskania osób, które będą śledzić ich konta na różnych portalach społecznościowych. Treści stricte wychowawczych lub dotyczące doświadczeń w opiece nad dziećmi jest w nich mało. Przeważają popularne w sieci tematy, które umożliwiają zarobek dzięki współpracy z reklamodawcami – fitness i zdrowy styl życia, gotowanie, moda, ekologia. Są więc – w dużym skrócie – „ojcowie w kuchni” i „tatusiowie maratończycy”. W pewnym sensie element ekonomiczny dotyczy jednak większości fatheringowych witryn. Także na tych, które skupiają się na aspektach wychowawczych i poradniczych, zdarzają się product placement, oferty kursów, szkoleń, coachingu motywacyjnego. Jeden z blogów oferuje nawet pomoc przy tworzeniu lub prowadzeniu kont internetowych na różnych portalach.
– Prowadzenie bloga rodzicielskiego może być sposobem na życie i zarobkowanie. Jeśli jest się prawdziwym pasjonatem, to można utrzymywać się z nawet z portalu np. o herbacie czy pingwinach. Do tego potrzeba jednak czasu, mnóstwa pracy nad sobą i równie dużo cierpliwości – wskazuje Kamil Nowak.
A żywot wielu portali parentingowych (w tym również tych dotyczących ojcostwa) kończy się często po kilku latach.
– Ważne są też potrzeby, ambicje, sposób życia. Jeśli komuś do utrzymania wystarczy np. 4 tys. zł, to może tyle zarobić, prowadząc blog. Odrębną grupą są rodzice-celebryci. Gdy np. znana aktorka zostaje mamą, to wiele firm chętnie będzie sponsorować jej potrzeby związane z opieką, aby zyskać marketingowo. Stąd ten wysyp kont, postów lub informacji na temat rodzicielstwa osób znanych – dodaje Kamil Polny.

Dobro wspólne

Większe zaangażowanie ojców w opiekę ma istotne skutki społeczne. I są sami wygrani. Zyskują matki, bo zmienia się postrzeganie płci na rynku pracy. Z badań Isabel Valerino z Uniwersytetu z Lozanny wynika, że miesięczny, płatny urlop dla ojców znacząco zmienił postawy: menedżerowie przestali wywierać presję na ciągłą obecność w firmie i zaczęli liczyć się z tym, że nie tylko pracownice, lecz także pracownicy mogą korzystać z dłuższych przerw w wykonywaniu obowiązków zawodowych ze względu na obowiązki rodzinne. A to przekłada się na ograniczenie dyskryminacji kobiet na rynku pracy, bo przedsiębiorcy nie mogą już jednoznacznie uznać, że mężczyźni na pewno będą rzadziej nieobecni w firmie. Potwierdzają to dane statystyczne. W krajach, w których uprawnienia dla ojców są największe i stosowane od wielu lat, rośnie aktywność zawodowa kobiet. Dla przykładu w 2018 r. aktywnych zawodowo było 75,9 proc. Szwedek w wieku 15–64 lata (1. miejsce w UE; Szwecja to prekursor przywilejów rodzicielskich dla ojców).
Zaangażowanie ojców pozytywnie wpływa też na dzieci. Badania Michaela W. Yogmana z Uniwersytetu Harvarda wskazują, że niemowlęta, których ojcowie byli bardziej zaangażowani w opiekę nad nimi, wykazywały wyższy poziom inteligencji. W dorosłym życiu osoby, które miały znikome relacje z ojcem, częściej naruszały prawo i normy społeczne. I to tylko jeden sposób, na który na aktywnym ojcostwie zyskuje też państwo. Zarówno badania, jak i statystyki potwierdzają, że jeśli mężczyźni angażują się w opiekę, to częściej chcą rozszerzyć rodzinę o kolejne dziecko. Państwo wreszcie zyskuje narzędzie wpływu na wzrost dzietności.
Trudno się więc dziwić, że pojawiają się kolejne rozwiązania, które mają wesprzeć aktywne ojcostwo. Przyjęta w 2019 r. unijna dyrektywa w sprawie równowagi między życiem zawodowym a prywatnym rodziców i opiekunów zakłada, że dwa miesiące urlopu rodzicielskiego mają przysługiwać wyłącznie każdemu z rodziców (czyli np. matka nie będzie mogła ich wykorzystać w zastępstwie ojca). Państwa członkowskie muszą wdrożyć takie zmiany do połowy 2022 r. Eksperci są w tej kwestii podzieleni. Niektórzy, np. dr Dorota Głogosz z Instytutu Pracy i Spraw Socjalnych, uważają, że większą wartość ma zapewnienie dobrowolności w wykorzystaniu płatnej opieki przez rodziców. Inni, jak prof. Irena Kotowska z Instytutu Statystyki i Demografii Szkoły Głównej Handlowej, wskazują pozytywne skutki planowanych rozwiązań.
– Zmiany modelu opieki zachodzą. Nie dziwi już np. widok ojca odprowadzającego dzieci do przedszkola lub szkoły. Te modyfikacje wymagają oczywiście czasu, oswojenia się. A dyrektywa sprzyja akceptacji społecznej dla dzielenia się obowiązkami rodzicielskimi. To dobre rozwiązanie – wskazuje prof. Kotowska.

Jak oceniają to rodzice?

– Model rodzicielstwa to system naczyń połączonych i jeden element nie spowoduje potężnej zmiany. Ważny wpływ na jego kształtowanie ma otaczająca nas kultura, nawet wyjazd za granicę i przyjrzenie się innym, odmiennym wzorcom może zmienić postawę wielu mężczyzn – uważa Andrzej Chojnowski.
Podkreśla jednak rolę państwa w zapewnieniu równowagi społecznej, także w aspekcie rodzicielskim. Podobnie uważa Kamil Nowak.
– Nie jestem zwolennikiem nadmiernej ingerencji państwa, ale w przypadku urlopu ojcowskiego wydaje się ona konieczna. Bez takiej przerwy na opiekę wyłącznie dla mężczyzn jeszcze przez całe dekady urlopy w całości wykorzystywałyby kobiety. Szkodzi to nie tylko rynkowi prac, bo kobiety są gorzej traktowane jako potencjalni pracownicy, ale też rodzinie. Każdy rodzic powinien zostać z dzieckiem w domu i opiekować się nim samodzielnie, aby w pełni zrozumieć, z czym wiąże się rodzicielstwo – tłumaczy.
Z drugiej strony eksperci od fatheringu wskazują, że dotychczasowe rozwiązania wspierające rodziców nie są idealne (np. z urlopu na dziecko nie skorzystają zatrudnieni na umowie cywilnoprawnej, którzy nie odprowadzają składki chorobowej).
– Wystarczy, że dziecko się pochoruje, co w pierwszych latach zdarza się często, a żadne dwa tygodnie urlopu nie wystarczają. Dni na żądanie kończą się w tydzień. W tym zakresie musi się jeszcze dużo zmienić i tak się zapewne stanie. Ale na to trzeba poczekać – zauważa Kamil Polny. – Myślmy i róbmy tak, żeby dzieci naszych dzieci nie zastanawiały się nad tym, nad czym my się teraz zastanawiamy – dodaje.
Dla tych przyszłych pokoleń określenie „fathering” zapewne nabierze już innego znaczenia. Ale na pewno wciąż będzie synonimem bliskiej więzi, na którą pracują dzisiejsi ojcowie.
Mężczyźni angażujący się w opiekę częściej chcą rozszerzyć rodzinę o kolejne dziecko. Ułatwianie bycia ojcem – np. przez specjalne urlopy – pozwala więc państwu wpływać na wzrost dzietności