W sypialniach młodych ludzi po cichu zachodzi seksualna rewolucja: mniej się kochają, a współżycie nie stoi wysoko na liście ich potrzeb. Jak seks jest, to dobrze. Jak go nie ma – też nieźle.
Weronika, która niedawno skończyła 22 lata, jeszcze z nikim nie spała. Jednak nie rozpacza z tego powodu. Właściwie nawet nie zaprząta jej to głowy. Jak sama mówi, jest strasznie zajęta. I wylicza: studia (jest na prawie), praca w sklepie z biżuterią i korepetycje z języka angielskiego, a do tego nauka gry na gitarze.
– Chłopak to nie jest takie ważne. Będzie to będzie, teraz chcę się rozwijać – podkreśla Weronika. Przez jakiś czas była nawet z takim jednym, ale szybko się rozstali. – Przez dwa miesiące prowadziliśmy bardzo intensywny flirt przez Messengera, pisaliśmy do siebie niemal całe wakacje non stop, od rana do wieczora. Wydawało mi się, że to będzie „to”, ale potem okazało się, że ja go przytłaczam, że on przy mnie niknie. Dałam sobie spokój – opowiada.
– Czy rozmawiamy o chłopakach? No co ty. Kompletnie nie. Zero – zaczyna się śmiać Basia, 21-latka ze studiów artystycznych, kiedy słyszy pytanie, jak często poruszają z koleżankami sprawy związku i seksu. Ostatnio chwilę gadała z przyjaciółką, która pokłóciła się z chłopakiem, ale szybko zmieniły temat. Dwie inne dziewczyny, z którymi razem trzymają się na studiach, jak tylko zaczynają się rozmowy o sprawach męsko-damskich, ostentacyjnie ziewają albo machają ręką, że tylko nie te nudy.
Reklama
Wśród 20 osób w grupie Basi na studiach jest zaledwie kilka, które są w stałych związkach. Ale o częstych kontaktach seksualnych nie ma co mówić, bo na przykład chłopak Anki jest ze Szczecina (ona również stamtąd pochodzi, przyjechała na studia do Warszawy), a Kaśki z Krakowa (ona sama też jest z Małopolski), więc widują się raz na miesiąc albo rzadziej. Z kolei Marta poznała chłopaka na Erasmusie – to Hiszpan, z którym głównie korespondują.

Flirtować donikąd

Reklama
W pewnym sensie Weronika, Basia i jej koleżanki z grupy stanowią doskonałą reprezentację swojego pokolenia. Urodzone na przełomie starego i nowego milenium, nie znają świata bez nowoczesnej technologii – iPhone miał premierę, kiedy Weronika była 10-latką – więc traktują ją jako naturalne przedłużenie rzeczywistości.
Zanim stały się nastolatkami, uderzył globalny kryzys finansowy. I chociaż obszedł się z nimi łagodniej niż z ich rówieśnikami za granicą, to jednak dorastały w samym środku wielkiej debaty o rosnących nierównościach i straconych szansach. Brytyjski ekonomista Guy Standing wydał słynną książkę „Prekariat. Nowa niebezpieczna klasa”, kiedy Basia miała 13 lat.
Okoliczności te zrodziły – zdaniem niektórych ekspertów – pokolenie skoncentrowane na kwestiach życia zawodowego, kariery i przyszłości. Co więcej, Weronika i Basia dorastały w czasach liberalizujących się postaw wobec życia seksualnego, kiedy „te rzeczy” przestały być tabu. Choćby dlatego, że nowoczesne techniki komunikacyjne zapewniają natychmiastowy dostęp do praktycznie dowolnej formy zabawy w alkowie.
To jednak ma konsekwencje. Co prawda ludzie bardzo dużo ze sobą rozmawiają przez media społecznościowe, piszą, ale to krótkie formy. Basia: – Uprawiamy taki flirt. Który tak naprawdę nie pokazuje, jaki ktoś jest. A to się może ciągnąć bardzo długo. Kłopot polega na tym, że w ten sposób nie da się nauczyć prawdziwej rozmowy i mówienia wprost, jakie się ma oczekiwania. Po wielu osobach widać, że boją się powiedzieć, czego chcą. A już mają zbudowany jakiś obraz danej osoby. Często niepełny. To rodzi wiele nieporozumień – tłumaczy. I dodaje, że kiedy relacja zaczyna się robić trudna, można z niej wyjść gładko, bo przecież na Tinderze zawsze jest ktoś inny. Poza tym, żeby „mieć seks”, nie trzeba od razu się wiązać. Można po prostu dogadać się z kimś przez internet.
Czy skoro związek nie jest warunkiem seksu, znaczy to, że młode pokolenie jest bardziej swobodne seksualnie? Nic bardziej mylnego. Badania na całym świecie pokazują coś dokładnie odwrotnego: współcześni młodzi uprawiają seks rzadziej niż ich rówieśnicy sprzed 10 czy 20 lat, czyli obecni 30- czy 40-latkowie.

Później, rzadziej

Tendencję tę jednoznacznie potwierdza amerykańskie Badanie Ryzykownych Zachowań wśród Młodych (Youth Risk Behavior Survey, YRBS), które od 1991 r. prowadzi instytucja federalna odpowiedzialna za walkę z chorobami zakaźnymi – Centra Kontroli i Prewencji Chorób (Centers for Disease Control and Prevention, CDC). Agencja zaczęła przeprowadzać ankiety wśród młodzieży licealnej (amerykańskie high school, czyli od 14 do 18 lat), aby wyłapać czynniki ryzyka w czasach szalejącej epidemii AIDS.
Z badań wynika, że doszło do spadku aktywności seksualnej młodzieży. W 1991 r. 54,1 proc. młodych ludzi ankietowanych przez CDC deklarowało, że ma za sobą chociaż jeden stosunek, zaś 37,5 proc. przyznawało się do prowadzenia życia seksualnego. Ćwierć wieku później te wartości były już znacznie niższe. W 2017 r. rozpoczęcie pożycia deklarowało 39,5 proc. badanych (spadek o 14,6 pkt proc.), a regularne zabawy w łóżku – 28,7 proc. (spadek o 8,8 pkt proc.).
Tendencje zarysowane w YRBS widoczne są również w Ogólnym Badaniu Społecznym (General Social Survey, GSS) prowadzonym przez Uniwersytet w Chicago. Respondentów z różnych kategorii wiekowych pyta się tam o aktywność seksualną. W 1989 r. 14 proc. osób w przedziale 18–29 lat deklarowało, że jest ona nieobecna w ich życiu. Prawie 30 lat później – w 2018 r. – było to już 23 proc. Co ciekawe, GSS sugeruje, że za spadek odpowiadają głównie mężczyźni. O ile pod koniec lat 80. mniej więcej podobny odsetek przedstawicieli obu płci przyznawał, że nie uprawia seksu, o tyle obecnie wyraźnie przodują pod tym względem mężczyźni (28 proc. wobec 18 proc. kobiet).
Nie jest to problem tylko za oceanem. Naukowcy zauważają podobne tendencje w Europie. Ani YRBS, ani GSS nie są jednak badaniami życia seksualnego jako takiego; pytania o tę sferę zadawane są ankietowanym niejako przy okazji. Projektem, który dotyczy tej sfery ludzkiej aktywności, są natomiast Narodowe Badania Życia Erotycznego i Postaw Seksualnych (National Surveys of Sexual Attitudes and Lifestyles, NATSAL), co 10 lat przeprowadzane w Wielkiej Brytanii od 1990 r. przez naukowców z University College London (właśnie przystępują do opracowania czwartej edycji).
W tym przypadku wyniki są mniej jednoznaczne. Co prawda między 1990 a 2010 r. spadł odsetek mężczyzn w wieku 16–24 lat, którzy w ciągu ostatniego miesiąca nie odbyli ani jednego stosunku (z 50,3 proc. do 43,4 proc.), ale jednocześnie zmniejszył się odsetek tych, którzy w tym czasie uprawiali seks 10 lub więcej razy (z 16,6 proc. do 14,1 proc.). Czyli spadła częstotliwość współżycia. Podobnie rzecz ma się w przypadku kobiet z tej samej grupy wiekowej. Brytyjscy badacze odnotowali tendencję zniżkową zarówno w pierwszej kategorii (z 42,3 proc. do 38,8 proc.), jak i drugiej (z 19,4 proc. do 17,0 proc.).
Niestety w Polsce nie prowadzi się wieloletnich badań nad seksualnością i postawami życiowymi młodzieży. Najdłuższą perspektywę czasową – sięgającą 1997 r. – mają badania seksuologa prof. Zbigniewa Izdebskiego. Jednak nie różnicują one ankietowanych ze względu na wiek, jeśli chodzi o częstotliwość kontaktów seksualnych. Wiemy z nich tylko tyle, że w ostatnich dwóch dekadach nad Wisłą spadł o 10 pkt proc. (z 86 do 76 proc.) odsetek osób, które w ciągu minionych 12 miesięcy były aktywne w tej sferze. Nie mówi nam to zbyt wiele o kondycji młodzieży. A w brytyjskich badaniach NATSAL wyszło, że wśród dorosłych największe spadki częstotliwości pożycia odnotowały stabilne związki, w tym małżeństwa.

Spanie to nie związek

Zmienia się sposób podejścia do relacji. Spanie z kimś nie oznacza już związku. – Pierwszy raz spałam z chłopakiem, kiedy miałam 18 lat – mówi studentka ostatniego roku studiów. Jak długo była z nim wcześniej? – Z nim? Nie byłam – śmieje się. To był kolega. Kochała się wtedy zupełnie w kimś innym.
Profesor Andrzej Depko mówił w wywiadzie dla PAP, że dla młodych seks nie musi się wiązać z intymnością. „Przykładem takich działań są podejmowane coraz częściej przez młodzież gimnazjalną czy licealną różnego rodzaju grupowe gry i zabawy erotyczne, takie jak np. gra w króla. Wygrywa ją chłopak, który na swoim prąciu zbierze najwięcej śladów szminek różnego koloru od biorących udział w zabawie dziewczyn. Widać w tym postawę nadmiernego, niezdrowego luzu albo wręcz deprecjonowania seksualności jako czegoś, co powinno być nierozerwalnie związane z emocjami i uczuciami. Instrumentalne traktowanie seksu jako zabawy prowadzi do odseparowania, odcięcia seksualności od uczuć. To bardzo zły kierunek”.
Na trop tego, jak młodzi postrzegają obecnie relacje, naprowadza nas Iza, uczennica jednego z warszawskich liceów. Po pierwsze: normą są niezobowiązujące znajomości. Ostatnio jedna z koleżanek żaliła się jej, że „wszystkie jej bolce są zajęte”. O co chodziło? O chłopaków, z którymi umawiała się na seks. Jeszcze innym rodzajem związków są „friends with benefits”, czyli relacje seksualne bez podłoża romantycznego, z przyjacielem lub kolegą. Na pytanie, czy młodzi już się w sobie nie zakochują, Iza odpowiada, że owszem, zdarza się, że ktoś zadurzy się w swoim beneficie. Wtedy jednak ma problem, bo nie wiadomo, czy benefit odwzajemni uczucie.
Słowa Izy nie zdziwiłyby psycholożki Jean Twenge z Uniwersytetu w San Diego, która uważa, że wraz „z nastaniem «hookup culture», czyli «kultury spiknięć» (współczesny odpowiednik przygody na jedną noc), «nie ma związku» niekoniecznie oznacza też «nie ma seksu»”. W książce „iGen” (tym terminem określa osoby urodzone po 1995 r.) zwraca też uwagę, że ludzie z tego pokolenia przesadnie ostrożnie podchodzą do budowania związków. „W porównaniu ze swoimi poprzednikami iGen o wiele rzadziej spotyka się z kimś i uprawia seks w okresie liceum, zaangażowanie uczuciowe odkładając na później” – pisze Twenge. „Boją się związków, ponieważ można zostać w nich skrzywdzonym i można się stać od kogoś zależnym – powody, które licują z indywidualizmem tego pokolenia i z jego skupieniem na kwestii bezpieczeństwa” – konkluduje psycholożka.

Są inne priorytety

Basia ze studiów artystycznych, jakby na potwierdzenie słów badaczki z Kalifornii, mówi: – Sama zauważyłam, że po prostu bycie z kimś przestało być priorytetem życiowym. Babcia zawsze mnie pyta „I co, masz tego chłopaka?”, bo za jej czasów to był jakiś cel w życiu. Wyjść za mąż. Dzieci. Teraz tak nie jest. To wybór takiej, a nie innej ścieżki życiowej. Basia ma chłopaka od dwóch lat, co uznaje za nietypowe. Zwraca też uwagę, że ta zmiana podejścia nie pozostała bez wpływu na kształt i charakter związków, w jakie angażują się młodzi. – Z jednej strony, żeby być z kimś dłużej, trzeba włożyć w związek wysiłek i pracę, z drugiej strony nie ponosi się żadnych konsekwencji za to, że nie jest się w żadnej stałej relacji – próbuje wytłumaczyć swoje obserwacje. – Nie ma motywacji, żeby starać się budować relację i poświęcać czas drugiej osobie, jest to wymagające i trudne – dodaje. Poza tym jej zdaniem ludzie nie chcą być ranieni, a otwarcie się na drugą osobę niesie takie ryzyko.
Różne rodzaje relacji dzięki rosnącej popularności doczekały się w zagranicznych mediach osobnego nazewnictwa. Na przykład „situationship” (w odróżnieniu od „relationship”), czyli związki, które są tu i teraz, bez zobowiązań – na wyłączność, ale bez planów na przyszłość. W amerykańskich i brytyjskich mediach toczą się gorące dyskusje, czy mają one sens – przeciwnicy mówią, że to destrukcyjne, że to życie bez uczucia, zwolennicy wskazują, że jeżeli obie strony mają takie same potrzeby, to dlaczego nie.
Simon Sinek, znany brytyjski mówca motywacyjny, przekonuje, że dorastanie z telefonem w ręku i nieprzerwanym dostępem do mediów społecznościowych uczy powierzchownych kontaktów. Nie tylko męsko-damskich. – Nawiązanie głębokiej relacji wymaga żmudnej pracy. A kontakty przez media społecznościowe są łatwe i dostarczają natychmiastowej gratyfikacji – poczucia przyjemności. Jak ktoś źle się czuje, pisze do dziesięciu osób „hej” i zawsze ktoś odpowie – podkreśla Sinek. To jego zdaniem uzależnia. Ale także powoduje, że w prawdziwie trudnych życiowych momentach ciężko liczyć na wsparcie.
Co symptomatyczne, choć o uczuciach nastolatki nie umieją rozmawiać, z dyskutowaniem na tematy erotyczne nie mają problemów. – Zaskoczyło mnie, jak dziewczyny na jednej z wycieczek, podczas niezobowiązującej rozmowy, zaczęły mówić o seksie, pytając m.in. o orgazm. I to dziewczyny, które ten pierwszy raz miały przed sobą. Traktują to jak każdą inną dziedzinę życia, jedzenie czy oglądanie filmu – mówi nauczycielka jednego z warszawskich liceów. Rozmowy o miesiączce są na porządku dziennym – przy chłopakach mówią bez wstydu. – Pamiętam, że kiedy byłam w ich wieku, to był temat tabu. Albo poruszany tylko w wąskim gronie koleżanek – dodaje. Otwartość młodych potwierdzają badania: z ubiegłorocznego raportu Uniwersytetu SWPS wynika, że seks nie jest dla zdecydowanej większości nastolatków zagadnieniem kłopotliwym (95 proc. respondentów uważa ten temat za wstydliwy w stopniu umiarkowanym, niskim i bardzo niskim).

Wysiłek, który się nie opłaca

– Choć z badań wynika, że dla 60 proc. ludzi przytulanie jest ważniejsze niż sam stosunek, to wiele osób tego nie robi. Boją się, że jak się przytuli, to ta druga osoba będzie może chciała coś więcej. Wolą więc unikać takich zachowań niż ryzykować nieporozumienie – mówi prof. Zbigniew Izdebski, seksuolog. Dodaje, że u młodszych ludzi takie umiejętności bezpośredniej rozmowy, nie przez internet i komunikatory, są coraz gorsze, a wiele potrzeb jest zaspokajanych wirtualnie – pogadają przez Messengera, a potem obejrzą porno. Nie chcą wchodzić w relacje, które wymagają wysiłku – tłumaczy prof. Izdebski.
Julita, która była już w kilku związkach, przyznaje, że znaleźć chłopaka na dłuższy czas jest trudno. Studiuje razem z Weroniką medycynę i uważa, że to odstrasza chłopaków. – Jestem na Tinderze, ale rozmowa, która nawet czasem dobrze się zaczyna, szybko się kończy, jak ktoś się dowiaduje, co robię – opowiada. – Już sobie uświadomiłam, że szukam facetów, którzy coś osiągnęli, z ambicjami, bo inaczej czują się przytłoczeni i sfrustrowani – mówi. Obie przyznają, że jedna czwarta z ich roku jest w związkach. Reszta niespecjalnie szuka.
Jean Twenge zwraca uwagę, że postawy najmłodszego pokolenia wiążą się również z wyjątkowymi warunkami jego dorastania, w tym znaczącym wydłużeniem się dzieciństwa, nawet do liceum. „Okres dojrzewania trwa teraz krócej, bo po prostu znacznie później się zaczyna. Jeśli wziąć pod uwagę zachowania takie jak spożywanie alkoholu, randkowanie czy spędzanie czasu bez nadzoru rodziców, dzisiejsze 18-latki bardziej przypominają dawnych 15-latków, a 15-latki – 13-latków” – pisała psycholożka na łamach miesięcznika „The Atlantic”. A skoro warunki są cieplarniane, to silna staje się też potrzeba bezpieczeństwa – i związane z nią minimalizowanie ryzyka.
A co z potrzebą bliskości? Basia: – To się da w inny sposób „załatwić”. Intymność nie musi być tylko w seksie ani w związku – mówi. I podkreśla, że obecnie pojęcie „seks” nie jest już rozumiane tak jak definiuje je Wikipedia. Opowiada, że jedna z jej koleżanek przez rok korespondowała z chłopakiem z Tindera – byli bardzo blisko, zaczynali od „dzień dobry” rano i kończyli późno wieczorem, znali przebieg swojego dnia, wysyłali sobie linki do ulubionych piosenek, nawet uprawiali seks – taki wirtualny. Ona mówiła o nim „mój chłopak”. Nigdy się na żywo nie spotkali.
Kiedy relacja zaczyna się robić trudna, można z niej wyjść gładko, bo przecież na Tinderze zawsze jest ktoś inny. Poza tym, żeby „mieć seks”, nie trzeba od razu się wiązać