Długo, bardzo długo było pod górę. Rejestrujemy montaż najgłośniejszego w Polsce mebla, aby wnukom ułatwić naukę historii” – widzowie „Polskiej Kroniki Filmowej” z lutego 1989 r. mogli usłyszeć w komentarzu zza kadru. Na ekranie ukazano zaś dwóch mężczyzn wnoszących po schodach kolejne fragmenty Okrągłego Stołu.
Magazyn DGP 08.02.19 / Dziennik Gazeta Prawna
Gdy jakiś czas temu rozmawiałem ze studentami o wydarzeniach sprzed 30 lat, jedna ze studentek powiedziała, że w jej szkole traktowano je jak jakieś tabu. Nauczyciel wolał rzucić datę, wymienić kilka nazwisk i zakończyć sprawę niż otwierać dyskusję na jeden z najgorętszych tematów historii najnowszej.
Dodałbym, iż studentka miała szczęście, że w ogóle usłyszała w szkole cokolwiek o polskiej historii najnowszej. Z doświadczeń nauczyciela akademickiego mogę powiedzieć, że lwia część młodych ludzi de facto w ogóle nie dociera w edukacji historycznej do tego momentu.
Reklama

Niewiedza i tabu

W podstawach programowych mamy zapisane rozmaite piękne rzeczy, o które często w mass mediach spierają się politycy. W praktyce niejeden młody Polak kończy zdobywanie wiedzy o przeszłości w okolicach powstania warszawskiego. Trudno, by przejmował się znaczeniem czy kontrowersjami związanymi z oceną Okrągłego Stołu oraz początkami III RP, skoro nie ma wiedzy na temat Polski Ludowej lub jest to wiedza szczątkowa. Oczywiście, zdarzają się chlubne wyjątki. Mniejszość ma szansę wynieść wiedzę z domu, komuś może trafić się pozytywnie zakręcony na punkcie historii najnowszej nauczyciel.

Reklama
Jednak ostatnie dane CBOS (Komunikat 16/2019) potwierdzają, że zaledwie co piąty respondent przyznaje, iż wiedzę na temat Okrągłego Stołu zdobył w szkole. Dodajmy, że chodzi o jakąkolwiek wiedzę, albowiem mogła to być, jak w przypadku zacytowanej studentki, właśnie garść powierzchownych danych.
Nie ma się zatem co dziwić, że badania ujawniają zróżnicowanie stosunku do Okrągłego Stołu w zależności od wieku respondentów. Wśród mających obecnie nie więcej niż 37 lat zdecydowanie najczęstszą postawą jest obojętność (47 proc.). Chodzi o osoby, które w 1989 r. były małymi dziećmi, nie więcej niż siedmioletnimi, i zapewne nie posiadają z tego okresu wyrazistych wspomnień. Dodajmy, iż nie ma tu mowy o młodych Polakach, którzy literalnie nic nie wiedzą na temat końca PRL i początków III RP. Realizatorzy kroniki, rejestrując montaż Okrągłego Stołu, pragnęli „wnukom ułatwić naukę historii”, ale na dobrych chęciach się skończyło. Obojętność wobec niedawnej przeszłości idzie w parze z niewiedzą.

Rytualne spory

Przy kolejnych rocznicach podział w sporze o Okrągły Stół odbywa się wedle wzorca dobrze ustalonego już przed laty. Dokładnie wiadomo, co kto powie na temat roku 1989. Z jednej strony mamy tezę o zmowie elit ponad głowami narodu. 30 lat temu „Solidarność Walcząca” na ulicach demonstrowała z wyrazistymi hasłami typu: „Z komuną układy są dowodem zdrady”. Aktualnie bez trudu w internecie znajdziemy jeszcze dosadniejsze odpowiedniki tamtych sloganów.
Z drugiej strony od lat powtarza się, iż właśnie od Pałacu Namiestnikowskiego rozpoczyna się droga do obalenia komunizmu w naszej części Starego Kontynentu i do Unii Europejskiej oraz NATO. Na przykład Sergiusz Kowalski pisał, że Okrągły Stół to „kamień, który ruszył lawinę”. Andrzej Garlicki stwierdzał, że „nikt poza politycznymi marzycielami nie mógł przewidzieć takiego biegu wydarzeń”.
Spory na temat roku 1989 stały się do tego stopnia rytualne, że można je poklasyfikować. Już dekadę temu Michael Bernhard i Jan Kubik w książce „Twenty Years after Communism. The Politics of Memory and Commemoration” napisali tekst o „nieporozumieniach Okrągłego Stołu”. Śledząc polskie debaty, doszukali się więcej niż pięciu interpretacji wydarzeń roku 1989.
Obejmowały one nie tylko wspomnianą już, oczywistą, „zmowę elit” oraz „początek drogi do Europy”, ale również interpretowanie rozmów Okrągłego Stołu jako wydarzenia wysoce ambi walentnego („moralnie niejednoznacznego”) lub, przeciwnie, jako podstawy do pojednania rodaków po komunizmie. Warto odnotować, iż wyrazem stosunku do niedawnej przeszłości była także – jak się wydaje, niedoceniana – strategia milczenia na temat Okrągłego Stołu.
W tegorocznym komunikacie CBOS spekulowano, że: „Młodsi ludzie częściej niż starsi są obojętnie nastawieni do obrad Okrągłego Stołu. (…) Może to sugerować, że w przyszłości poziom obojętności wobec tych wydarzeń będzie coraz wyższy, wraz z ich przechodzeniem ze sfery polityki do obszaru historii”. Jeśli jednak miałaby to być historia, której się nie przekazuje w kanonie wiedzy, należałoby się nie tylko obawiać przechodzenia „ze sfery polityki do obszaru historii”, lecz także „z obszaru historii” do obojętności i zapomnienia.
W efekcie, gdy w 2019 r. zastanawiamy się nad stosunkiem do wydarzeń sprzed trzech dekad, wypadałoby w coraz większej mierze mówić o zarysowującym się zupełnie nowym podziale między Polakami: na tych, którzy wiedzą cokolwiek o Okrągłym Stole, i tych, którzy nie wiedzą nic lub prawie nic. Po 30 latach III RP wydaje się to adekwatne.

Legitymizacja wśród kłótni

Dlaczego sprawa nie jest błaha? Otóż odpowiedź na pytanie o stosunek do wydarzeń założycielskich III RP to w istocie pytanie o legitymizację ustroju w oczach następnych roczników. To pytanie, mówiąc językiem socjologów, czy społeczeństwo uznaje prawomocność reguł organizujących ład społeczny, instytucji, polityków i klasy rządzącej. Zatem w istocie szukamy odpowiedzi, która określa naszą przyszłość.
Fakt, że przez 30 lat ważni aktorzy ówczesnych wydarzeń spierali się niemal o wszystko, zmieniali zdanie, polityczne fronty, przepraszali za Solidarność, czasem kompromitowali się – i tak dalej – nikomu nie ułatwiał zadania przekazywania wiedzy, a nawet mógł skłaniać właśnie do „tabuizowania” tematu transformacji ustrojowej w edukacji powszechnej. O czym tu uczyć, skoro „oni” wiecznie się o wszystko kłócą. I sporom nie ma końca. Dość wspomnieć niedawny brak porozumienia polityków w sprawie trybu zmiany ulic w związku z dekomunizacją, by osoby dalekie od radykalizmu znów utwierdziły się w niechęci do zajmowania się całą historią najnowszą.
W takiej sytuacji rzeczywiście może się wydawać, iż legitymizacja III RP zależy od biografii oraz aktywności jej Ojców i Matek Założycieli. Na nich cieniem kładzie się to, że pogrążeni byli i są w sporach między sobą, z których część sięga nawet lat 60.–70. ubiegłego stulecia. Inne zaś ciągną się od początku lat 90., by wspomnieć tylko o konflikcie Lecha Wałęsy i Jarosława Kaczyńskiego.
W efekcie o transformacji ustrojowej nie rozmawiano na serio z następnymi rocznikami Polaków. Warto podkreślić, że odpryskiem prowadzonych od lat sporów było to, iż od młodych ludzi oczekiwano w zasadzie tylko jednego, a mianowicie przyjęcia danej interpretacji historii najnowszej jako własnej. I przystąpienia do własnego politycznego obozu. Trudno tu zatem mówić o prawdziwej między pokoleniowej pedagogice. A przecież różnice doświadczeń oraz wrażliwości między pokoleniami starszych i młodych Polaków są ogromne.

Millennialsi niepodległości

Co może zauważyć młoda Polka, spoglądając na słynne zdjęcie obrad plenarnych Okrągłego Stołu? Na przykład to, że ma przed oczami nie tyle przedstawicieli strony rządowo-koalicyjnej oraz opozycyjno-solidarnościowej, ile zgromadzenie niemal samych mężczyzn. W tłumie panów, otoczonych przez dziennikarzy, z trudem przyjdzie jej wypatrzyć dwie kobiety. To, co nie przykuwało uwagi w 1989 r., co wręcz wydawało się politycznie drugorzędne, w XXI w. może razić.
Inny przykład. Niedawno socjolog i dyplomata Marek Prawda opowiedział mi, jak wiele lat temu, w czasach gdy był polskim ambasadorem w Sztokholmie, zaprosił na specjalną uroczystość Lecha Wałęsę jako gościa honorowego. Dyplomata był podekscytowany. Próbował zatem podzielić się swoimi uczuciami z córkami. Opowiadał, że to naprawdę ważna chwila i że spotkają za chwilę bohatera naszej historii. Patrzył w oczy jednej z córek – i miał wrażenie, iż ona podziela jego wrażenia. Wtedy jednak następne pokolenie wylało na niego kubeł zimnej wody. Córka, która, wydawało się, podzielała podekscytowanie ojca, życzliwie wypowiedziała słowa: „Tato, wyluzuj”. Oto, jak zmienia się wrażliwość polityczna między pokoleniami.
Takie różnice występują wszędzie, w polskich warunkach chodzi jednak o coś więcej. Oto po raz pierwszy od XVIII w. we własnym państwie urodziło się i wychowało całe pokolenie Polaków. I w warunkach pokojowych dobiega 30. roku życia. Czegoś takiego nie było od rozbiorów I Rzeczypospolitej! Mało tego, oznacza to, że po raz pierwszy możemy rozmawiać o wychodzeniu z kultury podległości, kultury przetrwania wspólnoty w niesprzyjających warunkach – bez własnego państwa lub w państwie podlegającym innemu.
W przypadku Polski Ludowej zależność od Związku Radzieckiego symbolizowana była przez obecność radzieckich wojsk na polskim terytorium. Siedem–osiem pokoleń Polaków współtworzyło kulturę na trudne czasy. Na czasy przetrwania zbiorowości, która marzy – czy to z perspektywy romantyzmu, pozytywizmu, czy PRL – by w przyszłości jednak odzyskać możliwość samodzielnego decydowania o własnym losie. Ta dziejowa misja została wykonana. Co więcej, znaleźliśmy się w Unii Europejskiej i NATO. Pokolenia podległości wygrały.
Ale, paradoksalnie, oto młoda Polka i Polak, owi millennialsi niepodległości, znaleźli się w miejscu i czasie, o którym polska kultura – w tym własna kultura polityczna – ma niewiele lub w istocie nic ciekawego do powiedzenia. Bo co ważkiego mówi nasza kultura ostatnich 200 lat o banalnym życiu w niepodległym państwie? Chyba tylko tyle, że jest ono nietrwałe – i że wiecznie trzeba się bać kolejnego upadku Rzeczypospolitej.
Młode pokolenia mogą – i z czasem zapewne zechcą – zinterpretować z własnej perspektywy nasze najnowsze dzieje, w tym rok 1989. Ostatnie pokolenia podległości historię Okrągłego Stołu opowiedziały przecież na każdy możliwy sposób. Nowe interpretacje pozostają już tylko w rękach młodych Polaków. Oni mogą pozwolić sobie na luźniejszą opowieść o Okrągłym Stole z perspektywy całego 30-lecia, z niewątpliwymi zaletami, ale i kontrowersjami, które to wydarzenie pociągnęło za sobą.
Oznaczać mogłoby to wyjście poza wąski krąg ówczesnych elit politycznych – w stronę złożonej opowieści o historii całego społeczeństwa, w tym historii własnej rodziny. Niczego przesądzać nie wypada, ale wraz z pokoleniami niepodległości może przyjść programowy pluralizm w interpretowaniu roku 1989, o wiele bardziej skomplikowana niż w czasach podległości antropologia polityczna.
Na razie jednak warto pamiętać o tym, z czym mamy do czynienia tu i teraz. A z najnowszych badań opinii publicznej jasno wynika jedno: to wśród młodszych respondentów rośnie wobec obrad Okrągłego Stołu obojętność.