Projekt noweli Kodeksu wyborczego autorstwa PiS to dobry projekt, ale uwzględniono w nim za mało postulatów PKW - uważa szef Komisji Wojciech Hermeliński. Według PKW powinno się m.in. przywrócić dawną definicję znaku "x", a także uregulować kwestię tzw. prekampanii wyborczej.

W ubiegłym tygodniu posłowie PiS złożyli w Sejmie projekt nowelizacji Kodeksu wyborczego. Projekt zakłada m.in., że osoba skazana prawomocnym wyrokiem sądu za umyślne przestępstwo ścigane z oskarżenia publicznego lub przestępstwo skarbowe na każdą karę, a nie tylko na karę pozbawienia wolności, nie będzie miała prawa wybieralności w wyborach na wójta, burmistrza, prezydenta miasta.

Projekt zakłada też m.in. powrót do jednej obwodowej komisji wyborczej w wyborach do Sejmu, Senatu, Parlamentu Europejskiego oraz prezydenckich. Dwie komisje wyborcze - ds. przeprowadzenia głosowania i ds. ustalenia wyników głosowania - będą powoływane tylko przy wyborach samorządowych.

Pierwsze czytanie projektu noweli ma odbyć się na dodatkowym posiedzeniu Sejmu w środę.

Reklama

Przewodniczący Państwowej Komisji Wyborczej powiedział PAP, że ocenia projekt nowelizacji Kodeksu wyborczego jako dobry, wyraził też nadzieję, że poprą go wszystkie kluby. Jednak - jak zaznaczył Hermeliński - w projekcie uwzględniono za mało postulatów Komisji. Propozycje zmian w Kodeksie wyborczym po jesiennych wyborach samorządowych zostały przekazane w styczniu przez PKW prezydentowi Andrzejowi Dudzie, premierowi Mateuszowi Morawieckiemu, marszałkom Sejmu i Senatu Markowi Kuchcińskiemu i Stanisławowi Karczewskiemu.

Reklama

Szef PKW zapowiedział, że zgłosi posłom postulat, by powrócić do definicji znaku "x" sprzed stycznia 2018 r. nowelizacji Kodeksu wyborczego. Zgodnie z nową definicją znak "x", stawiany przez wyborcę w kratce na karcie do głosowania przy nazwisku kandydata, to "co najmniej dwie linie", które przecinają się w obrębie kratki. "Uważam, że powinno się wrócić do starego systemu, bo nie ma co zaśmiecać Kodeksu wyborczego" - mówił Hermeliński.

Hermeliński mówił też, że należałoby ujednolicić przepisy Kodeksu wyborczego i ustawy o referendum ogólnokrajowym. W Kodeksie wyborczym - jak mówił - wprowadzono nowy sposób głosowania, według którego dopiski w kratce nie unieważniają głosu, z kolei w ustawie o referendum takie dopiski głos unieważniają.

Podczas prac parlamentarnych nad projektem nowelizacji Kodeksu wyborczego - jak przekazał Hermeliński - PKW będzie proponować, by fizyczne przekazywanie papierowych protokołów z wyborów zastąpić przesyłaniem takich dokumentów drogą elektroniczną. "Po wyborach komisja obwodowa przekazuje papierowy protokół do komisji wyższego rzędu poprzez członka komisji, który jedzie z tym protokołem. Chcemy skrócić tę drogę, żeby nie musieli dojeżdżać, szczególnie, jak jadą z odległych terenów. Chcemy, by komisja w pełnym składzie podpisała ten protokół i przesłała go komisji wyższego rzędu drogą elektroniczną" - tłumaczył szef PKW.

Komisja zaproponowała także ustanowienie korpusu członków obwodowych komisji wyborczych, który składałby się z wyszkolonych do sprawowania tej funkcji osób. PKW postuluje ponadto wprowadzenie wymogu, by przewodniczącymi i zastępcami obwodowych komisji wyborczych były osoby, które uzyskały certyfikat potwierdzając kompetencje do pełnienia tych funkcji.

PKW postuluje też wprowadzenie Centralnego Rejestru Wyborców. Obecnie rejestr wyborców prowadzony jest przez poszczególne gminy jako zadanie zlecone. Zdaniem Komisji, centralny rejestr znacznie ułatwiłby właściwe wykonanie zadań związanych z dopisywaniem się do spisu wyborców osób przebywających w dniu głosowania poza miejscem stałego zamieszkania. Rejestr - w ocenie PKW - ułatwiłby też weryfikację kandydatów zgłaszanych w poszczególnych wyborach, a także weryfikację kandydatów na członków obwodowych komisji wyborczych.

Ponadto, PKW proponuje by członków komisji wyborczych w wyborach do Sejmu, Senatu, PE oraz w wyborach prezydenckich powoływali wójtowie, burmistrzowie, czy prezydenci miast (powrót do poprzednio obowiązującego stanu prawnego). "Istotą noweli z roku 2017 było odsunięcie wójtów od powoływania komisji, bo były zarzuty, że są oni nieobiektywni, ale ta zmiana spowodowała tak duże obciążenie komisarzy, że jest to nieefektywne" - stwierdził Hermeliński.

Nie wykluczył też ponownego podniesienia postulatu odejścia od ciszy wyborczej.

Ponadto, Komisja uważa, że w Kodeksie wyborczym uregulowania wymaga tzw. prekampania wyborcza. "Jeżeli ustawodawca niczego nie zmieni, to będziemy mieli taką samą sytuację, jak w wyborach samorządowych, kiedy prekandydaci lekceważyli przepisy mówiące o tym, kiedy wszczyna się kampanię wyborczą. Oni zdają sobie sprawę, że PKW nic im zrobić nie może" - mówił Hermeliński.

PKW proponuje także usunięcie niespójności w Kodeksie wyborczym dotyczących podmiotów uprawnionych do prowadzenia kampanii wyborczej i agitacji wyborczej. Zgodnie z art. 84 ust. 1 Kodeksu wyborczego, komitety wyborcze prowadzą na zasadzie wyłączności kampanię wyborczą na rzecz kandydatów. Z kolei art. 106 ust 1 Kodeksu mówi o tym, że agitację wyborczą może prowadzić każdy komitet wyborczy i każdy wyborca, co - zdaniem Komisji - przeczy zasadzie wyłączności wyrażonej w art. 84.

Odnosząc się do przedstawionego przez PiS projektu, Hermeliński oświadczył, że propozycją, która "najbardziej cieszy PKW" jest przepis przywracający jedną obwodową komisję wyborczą w wyborach do Sejmu, Senatu, Parlamentu Europejskiego oraz prezydenckich. Hermeliński zwracał uwagę, że powoływanie dwóch komisji - ds. przeprowadzenia głosowania i ds. ustalenia wyników głosowania - rodziło trudności dla komisarzy wyborczych. "Stu komisarzy jest obecnie odpowiedzialnych za powołanie ponad 53 tys. obwodowych komisji wyborczych" - zaznaczył.

"W dobrą stronę idzie także przepis - kazus prezydent Łodzi Hanny Zdanowskiej" - ocenił Hermeliński. Chodzi o projektowany przepis, mówiący o tym, że osoba skazana prawomocnym wyrokiem sądu za umyślne przestępstwo ścigane z oskarżenia publicznego lub przestępstwo skarbowe na każdą karę, a nie tylko na karę pozbawienia wolności, nie będzie mogła kandydować w wyborach na wójta, burmistrza, prezydenta miasta.

Przepis ten likwiduje rozbieżności między Kodeksem wyborczym a ustawą o pracownikach samorządowych. Według Kodeksu wyborczego nie ma prawa wybieralności w wyborach osoba skazana prawomocnym wyrokiem na karę pozbawienia wolności za przestępstwo umyślne ścigane z oskarżenia publicznego lub umyślne przestępstwo skarbowe. Z kolei ustawa o pracownikach samorządowych stanowi, że pracownikiem samorządowym zatrudnionym na podstawie wyboru lub powołania nie może być osoba, która była skazana prawomocnym wyrokiem sądu za umyślne przestępstwo ścigane z oskarżenia publicznego lub umyślne przestępstwo skarbowe.

Hermeliński zauważył jednak, że projektowana nowela zaostrza kryteria wobec osób ubiegających się jedynie o stanowisko wójta, burmistrza i prezydenta miasta.

"Nie bardzo widzę rozróżnienie, dlaczego kandydatami w niektórych wyborach mogą być osoby karane +tylko+ karą grzywny, a w innych również karą pozbawienia wolności. Jedni mogą, inni nie mogą" - mówił szef PKW. Zwracał uwagę, że co do tego rozróżnienia można stawiać zarzuty, iż naruszają zasadę równości wyrażoną w art. 32 konstytucji. Jednak - jak zaznaczył - uregulowanie tej kwestii to decyzja polityczna. "To już nie jest rola Komisji, tylko posłów, żeby ten postulat zgłaszać" - mówił Hermeliński.

Szef PKW chwalił też projektowany przepis, umożliwiający dokonywania zgłoszeń do składów obwodowych komisji bezpośrednio przez wyborców, a nie jedynie przez komitety wyborcze.

Inną propozycją Komisji uwzględnioną przez posłów PiS w projekcie noweli jest wydłużenie z trzech do pięciu dni czasu na wydanie decyzji o wpisaniu lub o odmowie wpisania do rejestru wyborców osoby stale zamieszkującej na obszarze gminy bez zameldowania na pobyt stały.

Ta propozycja PKW jest pokłosiem problemów z dopisywaniem się do rejestru wyborców przez system ePUAP podczas ostatnich wyborów samorządowych. Przed wyborami samorządowymi wyborcy mieli prawo skierować do właściwej gminy wnioski o dopisanie do rejestru wyborców drogą elektroniczną, jednak system nie dawał możliwości przesłania dokumentów potwierdzających fakt stałego zamieszkiwania w gminie, w której ktoś chciał się dopisać do rejestru. Niektóre samorządy nie były w stanie tego zweryfikować i wydać decyzji w terminie trzech dni.