Liczba Polaków przebywających za granicą ponad trzy miesiące wzrosła w ubiegłym roku o 25 tys., do 2,54 mln – wynika z szacunków GUS. Nigdy wcześniej nie było na emigracji tak dużej liczby obywateli naszego kraju.
Więcej rodaków wraca, niż wyjeżdża / Dziennik Gazeta Prawna
Ale liczba tych powracających z emigracji jest już z dużym prawdopodobieństwem większa niż osób, które wyjeżdżają. Przyrost emigrantów był bowiem mniejszy niż liczba urodzonych za granicą dzieci Polaków.
W 2017 r. w urzędach stanu cywilnego zarejestrowano 60,3 tys. polskich dzieci urodzonych za granicą w ubiegłym roku i w latach poprzednich. Dokładnie nie wiadomo ani tego, ile z nich przyszło na świat w ubiegłym roku, ani ilu urodzonych w tym czasie nie zarejestrowano (nie ma takiego obowiązku).
Reklama
– Można jednak podejrzewać, że zdecydowana większość to niemowlaki ubiegłoroczne, ponieważ rodzice starają się na ogół szybko regulować kwestie prawne związane z potomstwem – uważa dr Agata Zygmunt z Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.
Przyjmując te zastrzeżenia, można szacować, że w ubiegłym roku urodziło się na obczyźnie o ok. 30 tys. więcej dzieci, niż wyniósł wzrost liczby Polaków przebywających za granicą. A to oznacza, że o tyle więcej rodaków wróciło do kraju, niż wyjechało. Jest więc odwrotnie niż w kilku poprzednich latach. To efekt tego, że nastąpiła zdecydowana poprawa na naszym rynku pracy, ponieważ od dwóch lat pracownicy mogą już przebierać w ofertach zatrudnienia.
Emigracja jest jednak wciąż bardzo duża. I przynosi grube miliardy strat, zwłaszcza że na krajowym rynku brakuje rąk do pracy. PKB na mieszkańca wyniósł w 2017 r. prawie 51,6 tys. zł. Oznacza to, że 2,54 mln nieobecnych rodaków to dla naszego PKB potencjalna strata 131 mld zł. Po uwzględnieniu 16,3 mld zł przekazanych przez emigrantów do naszego kraju daje to ubytek w produkcie krajowym brutto w wysokości ok. 115 mld zł. – Realny uszczerbek nie jest tak duży, ponieważ nie wszyscy dorośli emigranci znaleźliby pracę w Polsce. Wynosi jednak co najmniej połowę tej kwoty – ocenia dr Wiktor Wojciechowski z SGH. ©℗