15 sierpnia prezydent wręczy kilkanaście nominacji. Drugiej gwiazdki doczeka się m.in. dowódca Wojsk Obrony Terytorialnej. Najwyższych oficerów mamy jednak za mało.
W tym roku tradycyjnie w dniu Święta Wojska Polskiego prezydent Andrzej Duda wręczy najwyższym oficerom nominacje na kolejne stopnie. Gwiazdki dostanie kilkunastu żołnierzy, w tym awanse z pułkownika na generała brygady (pierwsza gwiazdka) – mniej niż dziesięciu żołnierzy. Najprawdopodobniej drugą gwiazdkę odbiorą m.in. dowódca Wojsk Obrony Terytorialnej generał brygady Wiesław Kukuła i generał brygady Maciej Jabłoński. Niektórych kolejna gwiazdka dla gen. Kukuły może zaskakiwać, ponieważ był on postrzegany jako bliski współpracownik Antoniego Macierewicza, którego ludzie po jego odejściu z resortu byli z MON zwalniani.
Obaj kandydaci do awansów są jednak na etatach dwugwiazdkowych (ten drugi jest dowódcą 12 Dywizji Zmechanizowanej). Tak więc wręczenie im kolejnych gwiazdek jest zgodne z zasadą zawartą zarówno w starym, jak i nowotworzonym systemie kierowania i dowodzenia Wojskiem Polskim, że stopnie wojskowe są niejako przypisane do stanowisk.
Reklama
Nominacji może się też spodziewać m.in. pułkownik Karol Dymanowski, dyrektor departamentu polityki zbrojeniowej w resorcie obrony. To ta jednostka ma opracowywać m.in. procedury zakupu sprzętu wojskowego. Pytaniem otwartym pozostaje, czy w ten sposób właśnie został wskazany kandydat na szefa mającej w przyszłości odpowiadać za zakupy Agencji Uzbrojenia. Do jej utworzenia resort obrony powołał specjalnego pełnomocnika, ale jak na razie nie ma żadnych realnych zmian w systemie zakupów uzbrojenia.
Do nominacji generalskich potrzebna jest zgoda ministra obrony i prezydenta, ponieważ to na wniosek ministra głowa państwa nadaje stopnie generalskie. Widać więc, że obecnie relacje na linii resort obrony – pałac prezydencki są normalne, czyli politycy są w stanie się porozumieć. Rok temu o tej porze roku nastąpiła kulminacja wojny na linii pałac prezydencki – Ministerstwo Obrony Narodowej, którym wówczas jeszcze kierował Antoni Macierewicz. W czerwcu 2017 r. nadzorowana przez niego Służba Kontrwywiadu Wojskowego odebrała bliskiemu doradcy prezydenta generałowi Jarosławowi Kraszewskiemu dostęp do informacji niejawnych, a w ramach działań odwetowych prezydent odmówił dokonania 15 sierpnia nominacji. Od pół roku jednak Macierewicz funkcji już nie pełni, a Kraszewski odzyskał uprawnienia.

Reklama
Planowane awanse nie zmieniają jednak tego, że w Wojsku Polskim dramatycznie brakuje generałów. Obecnie mamy ich 68, ale kilku z nich, jak np. jedyny czterogwiazdkowy generał w Polsce Leszek Surawski, są „w dyspozycji MON” bądź w rezerwie kadrowej, co często oznacza, że wkrótce przejdą na emeryturę. Biorąc pod uwagę, że mamy ponad 100 tys. żołnierzy, powinniśmy mieć co najmniej stu generałów. Tej luki, która w dużej mierze powstała wskutek polityki kadrowej ministra Macierewicza, nie uda się zapełnić przez co najmniej kilkanaście najbliższych miesięcy. Nawet jeśli kolejne nominacje generalskie odbędą się już 11 listopada (a jedne przyznano już w tym roku – w marcu) i w przyszłym roku także zostaną wręczone trzykrotnie.
Oprócz nominacji generalskich 15 sierpnia będziemy świadkami wręczenia aktu wskazania kandydata na naczelnego dowódcę, którym zostanie szef sztabu generał broni Rajmund Andrzejczak. Po reformie systemu kierowania i dowodzenia (może zostać przegłosowana jesienią) szef sztabu ma pełnić tę funkcję automatycznie. Naczelny dowódca ma kierować Wojskiem Polskim w czasie wojny.
Nominacje na wyższe stopnie otrzyma w przyszłą środę również kilka tysięcy podoficerów i oficerów niższych stopni.