Prezydent Lech Kaczyński przyleciał dziś rano na Ukrainę, gdzie - wraz z prezydentem Ukrainy Wiktorem Juszczenką - weźmie udział w uroczystości 65. rocznicy mordu polskich mieszkańców wsi Huta Pieniacka na Lwowszczyźnie.

Uroczystości poświęcone są pamięci około tysiąca polskich mieszkańców Huty, zamordowanych 28 lutego 1944 r. Według strony polskiej zbrodni dokonali Ukraińcy z SS-Galizien i Ukraińskiej Powstańczej Armii (UPA).

Strona ukraińska utrzymuje jednak, że odpowiedzialność za tragedię ponoszą Niemcy, ponieważ to oni dowodzili akcją odwetową za zabicie dwóch żołnierzy SS w tej miejscowości.

Obchody mają mieć głównie charakter religijny, będzie im przewodniczył abp lwowski obrządku łacińskiego Mieczysław Mokrzycki. Wezmą w nich udział przedstawiciele kościołów: prawosławnego, katolickiego i greckokatolickiego.

"To kolejny gest pojednania między naszymi narodami"

Według prezydenckiego ministra Mariusza Handzlika Lech Kaczyński chce złożyć hołd ofiarom zbrodni popełnionej w Hucie Peniackiej w duchu pojednania polsko-ukraińskiego, którego jest orędownikiem.

Handzlik zaznaczył wczoraj, że wspólny udział prezydentów Polski i Ukrainy w uroczystościach jest . Jak dodał, w historii Polski i Ukrainy jest "wiele doniosłych wydarzeń, ale też wiele bolesnych kart".

"Mamy prawo do pamięci naszych ofiar"

W czwartek sekretarz stanu w Kancelarii Prezydenta Michał Kamiński przyznał w rozmowie z dziennikarzami, że wizyta jest dla prezydenta ważna. Jak mówił, stosunki polsko-ukraińskie są jednym z priorytetów prezydentury Lecha Kaczyńskiego.

"Mamy prawo do pamięci naszych ofiar, mamy prawo do najgłębszego szacunku dla ofiary, jaką ponieśli, ale w oczywisty sposób - co warto podkreślić - ten szacunek nie przekreśla dzisiejszych dobrych relacji polsko-ukraińskich. Odwrotnie, te relacje można budować tylko na prawdzie" - podkreślił.



Uroczystości w Hucie Pieniackiej wzbudzają kontrowersje na Ukrainie

Uroczystości w Hucie Pieniackiej wzbudzają kontrowersje na Ukrainie. W środę deputowani lwowskiej rady obwodowej zwrócili się do prezydenta Ukrainy, by w związku z próbami zrzucenia winy za mord na Ukraińców, odmówił udziału w uroczystościach.

W czwartek, w odpowiedzi na polskie uroczystości w Hucie Pieniackiej, nacjonalistyczna partia Swoboda postawiła przy drodze do tej wsi krzyż pamięci ukraińskich ofiar "polskich szowinistów".

Jak poinformował wiceprzewodniczący partii Ołeh Pankewycz, dębowy, owinięty cierniem krzyż stanął w miejscu, obok którego przejadą prezydenci Polski i Ukrainy w drodze do Huty Pieniackiej w sobotę.

"Nie zważając na to, że strona polska ignoruje prawdę historyczną, mamy zamiar oddać hołd Polakom, poległym w Hucie, a jednocześnie upamiętnić Ukraińców, którzy padli ofiarą Polaków" - oświadczył w czwartek wiceprzewodniczący Swobody ds. pamięci narodowej, deputowany lwowskiej rady obwodowej Ołeh Pankewycz.

Ukraińscy nacjonaliści twierdzą, że akcją odwetową na mieszkańcach Huty Pieniackiej 28 lutego 1944 r. dowodzili Niemcy. Utrzymują, że nie ma dowodów, iż zbrodnię popełniły siły UPA i SS-Galizien.

Tymczasem zdaniem polskich historyków, m.in. Andrzeja Przewoźnika, "udział Ukraińców w mordzie na Polakach w Hucie Pieniackiej jest niepodważalny".

Kwestia sobotnich obchodów w Hucie Pieniackiej cieszy się żywym zainteresowaniem przede wszystkim na szczeblu lokalnym. W Kijowie temat ten nie wzbudza emocji, co więcej, nie jest nawet znany.