Polska i Węgry upatrują w antyimigranckim rządzie Włoch sojusznika. Ale przyjmowanie uchodźców to zarzewie sporu, nie początek przyjaźni
Warszawa i Budapeszt oczekują, że objęcie przez eurosceptyków rządów w Rzymie doprowadzi do zmiany układu sił w UE. Premier Węgier Viktor Orbán liczy na korektę w europejskiej polityce migracyjnej, a wicepremier Beata Szydło ma nadzieję na przełamanie dominacji Niemiec i Francji. Włosi też chcą zmian w UE i szukają sojuszników. Ukłon w stronę Węgier zrobił już lider Ligii Północnej i szef MSW Matteo Salvini, deklarując, że chce z Orbánem „zmieniać Unię Europejską”.
Ale zmiana kursu wobec migrantów w Rzymie to tylko pozornie dobra wiadomość dla Polski i Węgier. Co prawda to za sprawą tych trzech krajów storpedowana została propozycja prezydencji bułgarskiej dotycząca reformy polityki migracyjnej, lecz Włochy nie zgodziły się na nią z innych niż Polska i Węgry powodów. Rzym nie chce sprawować dłużej opieki nad migrantami i dąży do zmiany procedur narzucających taki obowiązek pierwszemu krajowi w UE, do którego migrant przyjedzie. Podtrzymanie tych zasad było częścią obalonej propozycji.
Reklama
Budapeszt i Warszawa nie zgodziły się na nią, bo zakładała automatyczny rozdział uchodźców pomiędzy kraje członkowskie w sytuacjach kryzysowych. W tej kwestii Włochy, które przyjęły w ciągu ostatnich pięciu lat 700 tys. migrantów i uchodźców, stoją po przeciwnej stronie barykady. Zwłaszcza że koalicja Ruchu 5 Gwiazd i Ligi Północnej naciska na powrót do przymusowej relokacji. A Grupa Wyszehradzka nie zgadza się na przyjęcie migrantów. Co premierzy Polski, Węgier, Czech i Słowacji podkreślali na zeszłotygodniowej naradzie w Budapeszcie.
W spotkaniu wziął udział kanclerz Austrii Sebastian Kurz, który mówił, że zamiast na rozdziale migrantów pomiędzy kraje członkowskie UE powinna się skupić na ochronie granic zewnętrznych. Ale nie krytykował już tak mocno przymusowej relokacji jak na początku swej kadencji. Teraz mówi o potrzebie znalezienia „wspólnego europejskiego rozwiązania”, które uchroni UE przed kryzysem.
Austria, która 1 lipca obejmuje prezydencję, utworzyła już „oś chętnych” do rozwiązania problemu nielegalnej migracji. W jej skład wchodzą ministrowie spraw wewnętrznych z Austrii (Herbert Kickl), Włoch (Matteo Salvini) oraz z Niemiec – to Horst Seehofer, którego upór w tej kwestii doprowadził do silnych tarć w niemieckiej koalicji. Czwórka wyszehradzka nie jest częścią tej osi i nie miała okazji zaprezentować swojego stanowiska na wczorajszym miniszczycie poświęconym polityce migracyjnej. Orbán mówił o „bojkocie” spotkania, ale żaden z czterech krajów nie został zaproszony.
Kolejny problem z sojuszem Rzymu z Wyszehradem to taki, że nowy włoski rząd chce dialogu z Moskwą i zapowiada, że będzie adwokatem otwartości w stosunkach z Kremlem. Premier Giuseppe Conte będzie „promować przegląd sankcji” nałożonych na Rosję, począwszy od tych, które grożą „ukrzyżowaniem rosyjskiego społeczeństwa”. Eurodeputowana Ruchu 5 Gwiazd Laura Ferrara, cytowana przez brukselski portal Politico, wykluczyła możliwość, by Conte podniósł kwestię sankcji na unijnym szczycie w tym tygodniu, bo musi się skupić na kluczowej sprawie migracji. Ale jest kwestią czasu, gdy włoski rząd zacznie domagać się zniesienia sankcji. Rzym może znaleźć tu partnera w Budapeszcie, ale już na Warszawę liczyć nie może. Polska jest w czołówce państw, które nie wyobrażają sobie złagodzenia kursu wobec Moskwy.
Włochy nie będą też sojusznikiem krajów Europy Środkowej w rozmowach o unijnym budżecie po 2020 r., bo to właśnie naszym kosztem Włosi dostaną więcej pieniędzy na politykę spójności. O ile wszystkie środki krajów Wyszehradu zgodnie z propozycją Komisji Europejskiej mają zostać ucięte o ponad jedną piątą, o tyle Włochy otrzymają o ponad 6 proc. więcej w stosunku do budżetu na spójność w obecnej perspektywie budżetowej.
Testem dla potencjalnej koalicji eurosceptyków będzie unijny szczyt zaplanowany na czwartek i piątek w Brukseli. Obok migracji dyskutowana też będzie sprawa reformy strefy euro oraz unijnego budżetu na lata 2021–2027.