Straż Graniczna twierdzi, że odsyła Tadżyków, bo ci nie proszą na granicy o pomoc. Obrońcy praw człowieka mówią, że to absurd.
Uciekające przed represjami małżeństwo tadżyckich dziennikarzy twierdzi, że Straż Graniczna w Terespolu niezgodnie z prawem nie pozwala im złożyć wniosku o ochronę międzynarodową. Zamiast tego odsyła ich z powrotem na Białoruś. Kryzys migracyjny na przejściu granicznym Brześć–Terespol, którego kulminację opisaliśmy w DGP w 2016 r., tli się tam do dziś.
Sitora Jusupowa była prezenterką telewizji CATV, związanej z Partią Islamskiego Odrodzenia Tadżykistanu (HNIT). Jej mąż Sandżar Hoszimi pracował w państwowym kanale Todżikiston i robił materiały dla Radio Ozodi, lokalnej sekcji Radia Wolna Europa. Gdy po wyborach w 2015 r. władze zdelegalizowały HNIT, Jusupowa studiowała w prestiżowej Wyższej Szkole Ekonomii w Moskwie. Kobietę odesłano do kraju, a tam poddano przesłuchaniom. – Chcieli, żebym złożyła zeznania przeciwko liderowi HNIT. Grozili rozprawą z rodziną – opowiada.
Reklama
W międzyczasie Hoszimi stracił pracę, a jako że naciski służb się nasiliły, para uciekła z kraju. Do Polski próbowali wjechać już 10 razy, ale SG nie pozwala im na złożenie wniosku o status uchodźcy. – Raz udają, że nas nie słyszą. Innym razem mówią, że przekażą sprawę komendantowi. Zawsze dostajemy odmowę wjazdu i jesteśmy zawracani na Białoruś – mówi kobieta. Próbowali też wczoraj. – Pogranicznicy powiedzieli, że nigdy nas nie wpuszczą i żeby więcej nie próbować. Pytali, dlaczego nie wolimy zostać na Białorusi albo pojechać do Turcji – dodaje Jusupowa.
SG odpiera zarzuty. – Nie udzielamy informacji o konkretnych osobach. Ale wszelkie czynności funkcjonariuszy SG są realizowane na podstawie i w granicach obowiązujących przepisów – zapewnia rzeczniczka Straży ppor. Agnieszka Golias. – Weryfikacja celu wjazdu i pobytu cudzoziemca w Polsce jest jednym z podstawowych zadań SG podczas kontroli granicznej. Jeśli cudzoziemiec nie spełnia określonych w przepisach warunków, a charakter i cel jego wjazdu jest inny niż poszukiwanie ochrony w Polsce, otrzymuje decyzję o odmowie wjazdu – dodaje.

Reklama
Obrońcy praw człowieka zwracają jednak uwagę, że gdy cudzoziemiec prosi o ochronę, decyzja, czy jej udzielić, należy do Urzędu do Spraw Cudzoziemców (UdSC). Migranci twierdzą, że składają takie prośby. SG – że nic takiego się nie dzieje. Prawnicy dowodzą, iż takie postępowanie obcokrajowców mijałoby się z celem. – Nie wiadomo, na jakich zasadach jedni są wpuszczani, a inni nie – mówi DGP Ewa Ostaszewska-Żuk z Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka. – Na ok. 80 rodzin, głównie czeczeńskich i tadżyckich, które chcą wjechać do Polski, Polacy przyjmują najwyżej jedną dziennie – dodaje Enira Branicka z białoruskiej organizacji Human Constanta.
Przedstawiciele MSW nieoficjalnie mówią, że tama na granicy w Terespolu została postawiona w obawie przed terroryzmem. Taki był też oficjalny pretekst delegalizacji HNIT w Tadżykistanie, choć żaden inny kraj z Rosją na czele nie uznał partii za ekstremistyczną. Likwidacja ugrupowania doprowadziła wielu jego działaczy do więzień. Część wyemigrowała. Zdarzały się jednak przypadki, że sympatycy HNIT jeździli na wojnę do Syrii.
– Kiedy partię zamknęli, wielu młodych, którzy wierzyli, że można walczyć z dyktaturą środkami pokojowymi, uznało, że to już nie wystarczy. I że zmiana sytuacji jest możliwa tylko bardziej radykalnymi metodami – przyznawał w rozmowie z DGP Muhiddin Kabiri, lider HNIT. – Trzeba rozróżnić radykałów od tych, którzy potrzebują statusu uchodźcy z przyczyn politycznych. Musimy w tej kwestii współpracować z europejskimi władzami – dodawał.
– Weryfikacją cudzoziemców zajmują się służby specjalne. We wszystkich procedurach, tak legalizacyjnych, jak i o przyznaniu ochrony międzynarodowej, takie osoby są sprawdzane – wskazuje Ewa Ostaszewska-Żuk. – Organy mają wiedzę o tym, kto chce zalegalizować pobyt na terenie Polski. Te procedury działają, o czym świadczy historia Marokańczyka Murada T., który został oskarżony o udział w Państwie Islamskim. Jego proces właśnie ruszył w Katowicach – przekonuje. Branicka dodaje, że Polska ma prawo badać przybyszów szukających azylu, ale powinna przestrzegać ustalonych zasad.
Kryzys w Brześciu rozpoczął się w 2016 r. Wzrosła wówczas liczba Czeczenów i Tadżyków chcących wjechać do Polski i poprosić o ochronę. Pogranicznicy odsyłali ich z powrotem z uwagi na brak wizy. – Od tego czasu praktycznie nic się nie zmieniło. SG wciąż nie przyjmuje deklaracji o chęci złożenia wniosku. Do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka trafiają skargi na takie postępowanie. Było już kilka wniosków o interim measures, ale nie są one respektowane przez SG – mówi Ewa Ostaszewska-Żuk. Interim measures to tymczasowe nakazy wstrzymania procedury wydalenia cudzoziemca z Polski.
W 2017 r. żaden Tadżyk nie złożył za to wniosku o status uchodźcy na Białorusi. Kraj ten nie jest uznawany za bezpieczny. We wrześniu 2017 r. Mińsk wydał Rosji Czeczena Imrana Sałamowa, który ośmiokrotnie był cofany z granicy podczas próby wjazdu do Polski. Sałamowa wysłano do Groznego i słuch o nim zaginął. Adwokaci bezskutecznie usiłują się dowiedzieć, co się z nim stało. Dwa miesiące temu Białoruś wydała Azerbejdżanowi Aleksandra Łapszyna, blogera z rosyjskim i izraelskim paszportem, oskarżonego o nielegalny wjazd do separatystycznego Górskiego Karabachu.
Jeśli polskie władze chciały poprzez nieformalną blokadę zmniejszyć strumień migrantów trafiających do kraju przez Terespol, udało im się to. Gdy w 2016 r. wniosek o ochronę w RP złożyło 882 Tadżyków, w 2017 r. było ich tylko 154. – Ludzie znają sytuację i rzadziej wybierają drogę przez Brześć i Terespol – przyznaje Enira Branicka.