Ambasada dotarła do nowych dokumentów precyzujących rolę naszej placówki w ratowaniu Żydów.
Aleksander Wacław Ładoś dyplomata i lider grupy berneńskiej / Dziennik Gazeta Prawna
Jak pisaliśmy na łamach DGP, w wyniku akcji „sprawy paszportowe”, prowadzonej przez grupę berneńską złożoną z polskich dyplomatów oraz przedstawicieli organizacji żydowskich i polegającej na wystawianiu sfabrykowanych dokumentów, udało się uratować co najmniej kilkaset osób.
Reklama
Korespondencja między prokuraturą i policją szwajcarską z lat 40. dowodzi, że rola poselstwa w Bernie w tym procederze była kluczowa. Przesłuchiwani przez policję Żydzi, którzy byli zaangażowani we współpracę z polskimi dyplomatami i urzędnikami konsularnymi, przekonują, że to pracownicy placówki w Bernie przydzielali zadania i organizowali cały proces. Do tej pory wiedza na temat podziału ról nie była precyzyjna. Nowe dokumenty ją uszczegóławiają.

Reklama
– Ta działalność, która uratowała kilka tysięcy osób, w pierwszym rzędzie młodzież, ale potem naukowców, rabinów i inne osobistości, była jedynym skutecznym sposobem na wyrwanie ludzi ze śmierci – zeznawał Abraham Silberschein, działacz Światowego Kongresu Żydów, przed II wojną światową poseł na Sejm, a podczas niej jeden z członków grupy berneńskiej. Jak relacjonował podczas przesłuchania, akcja pomocy Żydom na terytoriach okupowanych trwała od 1941 r.
– Są oni skazani na śmierć, zgodnie z zasadami procesów eksterminacyjnych przeprowadzanych przez Niemcy. Pomoc polega na tym, że ludzie otrzymują południowo- i środkowoamerykańskie paszporty. Na podstawie tych paszportów, względnie ich kserokopii, ludzie są zwalniani z gett, przenoszeni do obozów przejściowych, a stamtąd do cywilnych obozów internowania wraz z Brytyjczykami i Amerykanami. Tam cieszą się stosunkowo dobrym traktowaniem. Przede wszystkim są uratowani od śmierci – mówił Silberschein szwajcarskim śledczym.
W paszportyzację były zaangażowane również prywatne osoby, jednak operacja zaczęła przebiegać systemowo dopiero po tym, gdy włączyła się do niej polska placówka. – Ponieważ chodziło głównie o polskich obywateli, nasze poselstwo w Bernie było szczególnie zainteresowane tą operacją. W marcu 1943 r. okazało się, że akcja wobec krewnych realizowana przez pośredników prowadzi do negatywnych konsekwencji. Po pierwsze wzrosły ceny dokumentów tożsamości, po drugie paszporty były wystawiane na chybił trafił, a po trzecie osoby, które nie miały pieniędzy, nie były w stanie uzyskać takiego paszportu – mówił Silberschein.
– Do tego dochodzi fakt, że konsul Paragwaju wystawił taki paszport osobie znajdującej się w Szwajcarii, która później przez poselstwo amerykańskie została uznana za podejrzaną. Wszczęto dochodzenie przeciwko konsulowi, ale zostało ono umorzone. Teraz jednak polskie poselstwo przejęło sprawę całkowicie w swoje ręce w celu wyeliminowania wszystkich możliwych pośredników z tego procesu – dodawał. Silberschein miał na myśli honorowego konsula Paragwaju Rudolfa Hügliego, który ze sprzedawania grupie berneńskiej blankietów paragwajskich paszportów uczynił jedno ze źródeł utrzymania. Polacy pieniędzy dla siebie nie brali.
Jak wynika z nowych dokumentów, po tym jak w sprawę włączyło się poselstwo, paszportyzację udało się uporządkować, a ceny dokumentów spadły o 70 proc. Dzięki temu papiery trafiły do większej liczby osób. Wbrew wcześniejszym ustaleniom okazuje się również, że policja szwajcarska przynajmniej do pewnego momentu przymykała oko na wystawianie sfabrykowanych paszportów. Miało się to jednak dziać dyskretnie i bez rozgłosu. Liberalny stosunek do „spraw paszportowych” wynikał z interwencji podejmowanych u władz szwajcarskich przez polskiego posła Aleksandra Ładosia i jego zastępcę Stefana Ryniewicza.
W skład grupy berneńskiej wchodziło dwóch przedstawicieli organizacji żydowskich, których głównym zadaniem było przemycanie paszportów, ich kopii, zdjęć oraz danych personalnych między Szwajcarią i okupowanymi krajami Europy. Jednym z nich był Abraham Silberschein, syjonista, innym – ortodoksyjny działacz z Zurychu Chaim Eiss. Po stronie polskiej działali Ładoś, Ryniewicz oraz konsulowie Konstanty Rokicki i Juliusz Kühl. Państwa latynoamerykańskie po wyjściu na jaw procederu zaprzeczyły, jakoby Żydzi byli ich obywatelami. W efekcie Niemcy wysłali znaczną część posiadaczy dokumentów do obozów zagłady.