"Głosowałem przeciwko tej rezolucji, ponieważ była ona antypolska, była podniesieniem ręki na naszą ojczyznę. Każdy polski patriota powinien głosować przeciw. Nie rozumiem polityków PO, którzy ją poparli. Oprócz tego głosowałem przeciw, ponieważ nienawidzę kłamstwa, a cała ta rezolucja oparta była na jednym wielkim kłamstwie na temat naszego kraju" - oświadczył Czarnecki.

Dodał, że przyjęcie rezolucji będzie prowadziło "do dalszego bicia piany na temat Polski", a "także do dalszego szantażu polityczno-medialnego". "Natomiast nie będzie miała ona skutków praktycznych, czyli nie zwiększy w najmniejszym stopniu szans na sankcje" - podkreślił.

Czarnecki dodał, że nie jest zaskoczony głosowaniem opozycji. "Zdążyłem przywyknąć do tego, że oni chcą przejść do historii Polski jako targowica. Uważam, że dziś po raz kolejny polscy wyborcy zobaczyli, że są politycy z Polski, którzy śpiewają w polskim chórze, oraz ci, którzy wspierają działania przeciwko Polsce na forum międzynarodowym" - powiedział.

Reklama

Dodał, że na sali podczas debaty było 65 posłów. "Mniej więcej co 12. poseł był obecny na tej debacie, co świadczy o nikłym zainteresowaniu" - powiedział.

PE przyjął w środę rezolucję wzywającą polski rząd do przestrzegania postanowień dotyczących praworządności. PE wyraził m.in. zaniepokojenie proponowanymi zmianami w przepisach, które dotyczą polskiego sądownictwa, które "mogą strukturalnie zagrozić niezawisłości sądów i osłabić praworządność w Polsce". W dokumencie znalazł się też apel PE do polskiego rządu, by potępił "ksenofobiczny i faszystowski" Marsz Niepodległości.

Przeciwko rezolucji głosowali europosłowie PiS; PO podzieliła się w tej sprawie, a eurodeputowani PSL nie wzięli udziału w głosowaniu - wynika z informacji zebranych przez PAP.

Parlament Europejski, przyjmując dokument, dał mandat Komisji Wolności Obywatelskich, Sprawiedliwości i Spraw Wewnętrznych PE do opracowania specjalnego sprawozdania dotyczącego Polski. W ten sposób będzie mógł na sesji plenarnej przyjąć sprawozdanie komisji, wzywając tym samym Radę UE do podjęcia działań przewidzianych przez art. 7 ust. 1 Traktatu o UE.

Zgodnie z nim Rada UE, czyli przedstawiciele rządów, mogą na wniosek PE lub Komisji Europejskiej stwierdzić istnienie wyraźnego ryzyka poważnego naruszenia przez państwo członkowskie wartości unijnych. Potrzeba do tego większości czterech piątych państw UE. Na uruchomienie art 7. wobec Polski, mimo wielu wezwań ze strony europarlamentarzystów, nie zdecydowała się do tej pory Komisja Europejska.

PE ostrzega, że jeżeli ryzyko zostanie potwierdzone, a polskie władze odmówią zastosowania się do zaleceń UE, procedura może doprowadzić do zawieszenia prawa głosu Polski w Radzie Europejskiej. Wymaga to jednak jednomyślności krajów UE.

Art. 7 traktatu o UE to tzw. opcja atomowa, w wyniku której kraj może zostać nawet objęty sankcjami, nawet zawieszeniem prawa do głosowania na forum UE. Aby tak się stało, zielone światło musi dać jednomyślnie szczyt unijny. Węgry wielokrotnie powtarzały jednak, że w takiej sytuacji będą przeciw karaniu Polski.

Ze Strasburga Łukasz Osiński (PAP)