Demonstracyjną wizytę Witolda Waszczykowskiego we Lwowie i listę Ukraińców objętych zakazem wjazdu do Polski można by uznać za formę – jak mówił w TVP prezes Jarosław Kaczyński – podciągania taborów. Próbę grania kartą antyukraińską dla wzmocnienia własnej pozycji i tym samym zwiększenia szans na przetrwanie rekonstrukcji rządu. Ta teza wydawała się prawdziwa do momentu, w którym – w nieco bardziej delikatnym, ale co do zasady podobnym tonie – o stosunkach polsko-ukraińskich zaczął wypowiadać się prezydent Andrzej Duda, który rekonstrukcji obawiać się nie musi.
Najpierw pojawiły się wątpliwości co do tego, czy głowa państwa uda się z zaplanowaną wizytą do Charkowa. Później były słowa o ludziach, którzy „nie budują relacji pomiędzy naszymi krajami”, ale je burzą i „w wielkiej polityce, która ma międzynarodowe znaczenie, nie powinni mieć od strony ukraińskiej miejsca”. Wydaje się, że Kijów w ostatnich miesiącach rzeczywiście dał powody, by zadać pytanie o treść stosunków polsko-ukraińskich.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.