W zamian wchodzi ustawa antyterrorystyczna dająca większe uprawnienia służbom. Rozważane jest przywrócenie obowiązkowego poboru do wojska.
Reklama
Prezydent Francji Emmanuel Macron przedstawił 18 października projekt reformy bezpieczeństwa państwa przewidującej utworzenie 10 tys. etatów w policji i żandarmerii w ciągu pięciu lat swojej prezydentury oraz zaostrzenie sankcji przeciw zradykalizowanym przestępcom. W obecności 500 dowódców i przedstawicieli policji, służb bezpieczeństwa i ministerstwa spraw wewnętrznych Macron wyjaśniał cele nowej ustawy antyterrorystycznej. Prezydent mówił o bezpieczeństwie państwa, zagrożeniu terrorystycznym oraz o imigracji. Łączenie tych trzech elementów było do tej pory we Francji rodzajem tabu. – Macron zachował się jak polityk prawicy, łącząc zagrożenie terrorystyczne z tym związanym z przybywającymi do Francji migrantami – komentuje w rozmowie z DGP dr Mathieu Zagrodzki, konsultant ds. policji z centrum badań Cesdip.
Nowe prawo wzmacnia uprawnienia ministra spraw wewnętrznych i prefektur, szczególnie jeśli chodzi o aresztowania i przeszukiwania pomieszczeń oraz weryfikację w sieci. Władze mogą również nakazać zamykanie miejsc kultu, gdy uznają, że „działania, które mają tam miejsce, prowokują do dyskryminacji, nienawiści, przemocy czy popełnienia aktów terroryzmu we Francji lub za granicą”. Ustawa rozszerza też zakres kontroli tożsamości na granicach. Maksymalny czas trwania kontroli może wzrosnąć do 12 godzin. Mogą się one odbywać w promieniu 20 km od przejść granicznych, lotnisk i portów. – To, co było wcześniej wyjątkowe, staje się normalnością – podsumowuje rozszerzenie kompetencji śledczych i kontrolnych dr Mathieu Zagrodzki.
W Paryżu i największych miastach we Francji około 7 tys. wojskowych i żandarmów wciąż patroluje obiekty strategiczne: lotniska, dworce, urzędy państwowe. Wokół wieży Eiffla budowana jest kuloodporna ściana mająca chronić turystów, a przy strategicznych budynkach państwowych i należących do organizacji międzynarodowych zbudowano betonowe zabezpieczenia chroniące przed atakami z użyciem samochodów i ciężarówek. Jak poinformował minister spraw wewnętrznych Gérard Collomb, w 2017 r. francuskie służby uniemożliwiły wykonanie 13 ataków terrorystycznych na terenie Francji.
Zdaniem generała Henriego Ponceta, byłego dowódcy operacji specjalnych przy szefie sztabu generalnego sił zbrojnych Francji, wprowadzenie ustaw antyterrorystycznych jest „konieczne, a przedłużanie w nieskończoność stanu wyjątkowego nie jest możliwe”. Eksperci podkreślają, że zarówno policja, jak i inne służby bezpieczeństwa pracują na maksymalnych obrotach od prawie dwóch lat i decyzja o przedłużeniu lub likwidacji stanu wyjątkowego była już wyłącznie decyzją polityczną, którą rozważał również poprzednik Macrona, prezydent François Hollande. Tuż przed planowanym przez niego zniesieniem stanu wyjątkowego doszło jednak do kolejnego ataku terrorystycznego w Nicei, 14 lipca 2016 r. Decyzja musiała zatem zostać odłożona.
Macron podczas spotkania z policją w Pałacu Elizejskim wyjaśniał, że stan wyjątkowy nie był wystarczającym zabezpieczeniem przeciw terroryzmowi islamskiemu. Plan walki z tym zagrożeniem ma teraz polegać m.in. na powołaniu międzyresortowej komisji, która „opracuje listę terytoriów kraju”, które będą szczególnie uważnie monitorowane. – Bądźcie silni i sprawiedliwi, nigdy słabi – apelował do funkcjonariuszy. Macron zapowiedział również, że nielegalni imigranci, którzy „popełnią jakiekolwiek przestępstwo”, będą deportowani. – Presja migracyjna nie zmniejszy się znacząco w najbliższych tygodniach czy miesiącach – mówił prezydent – „przyjmując naszą odpowiedzialność, nie możemy jednak przyjąć do siebie całej biedy tego świata” – dodał. Znany z lapsusów językowych i ostrej krytyki pod adresem różnych środowisk Macron stwierdził, że „Francuzi nie zniosą indolencji władz” oraz że „nie może poinformować francuskiej klasy średniej, że Francja będzie przyjmować przybyszy bez ścisłego kontrolowania ich”. Jean-Marc Leclerc, dziennikarz „Le Figaro” specjalizujący się w tematyce policyjnej i śledczej, uważa, że wystąpienie Macrona było ewidentnym ukłonem w kierunku elektoratu prawicowego.
Jedną z pierwszych decyzji po przejęciu władzy przez Macrona było utworzenie nowej agencji, Narodowego Centrum Antyterrorystycznego, podległej mu bezpośrednio, która koordynuje pracę wywiadu, kontrwywiadu, wywiadu wojskowego i celnego. Agencja składa się z ok. 20 osób reprezentujących służby, a ich głównym celem jest wymiana informacji.
Kluczowym elementem nowej polityki bezpieczeństwa ma być utworzenie Policji Bezpieczeństwa Codziennego (police de sécurité quotidienne – PSQ), która będzie służbą policyjną blisko ludzi, a jej funkcjonariusze mają utrzymywać kontakty z mieszkańcami dzielnic. – Ci policjanci mają być pierwszymi, którzy poinformują o ewentualnym radykalizowaniu się pewnych środowisk. Jest to nawiązanie do brytyjskiego modelu policjanta dzielnicowego, który wszystkich zna i którego wszyscy znają. PSQ ma rozpocząć pracę na początku 2018 r., początkowo w wybranych miastach, jak Tuluza, Saint-Denis, Grenoble czy Lille.
Niektórzy francuscy policjanci jednak nie do końca zgadzają się z koncepcją prezydenta, tłumacząc, że oni przecież pracują codziennie i na co dzień są blisko ludzi. Nazwa „policja codzienna” ma jednak odróżniać się od wcześniejszej koncepcji policji będącej blisko ludzi (police de proximité), stworzonej przez lewicowy rząd Lionela Jospina, a zlikwidowanej przez prezydenta Sarkozy’ego. Police de proximité kojarzona była bowiem z funkcjonariuszami bratającymi się z przestępcami i grającymi z nimi w piłkę na osiedlowych boiskach. Francuska policja wciąż nie ma dobrych notowań we francuskim społeczeństwie; z jednej strony oskarżana jest o brutalność, z drugiej – o brak komunikacji z obywatelami. Często protestujący w ostatnim czasie na ulicach miast policjanci buntują się przeciwko niskim pensjom, nadgodzinom (w 2016 r. wypracowali ich 20 mln) i złym warunkom pracy (m.in. brakom sprzętowym). Tylko w 2017 r. w akcjach policyjnych zostało rannych 363 funkcjonariuszy.
W mediach społecznościowych można natomiast znaleźć zdjęcia lokalnych komisariatów, w których samochody mają na liczniku 400 tys. kilometrów, a pomieszczenia służbowe i sanitarne dla policjantów przypominają ruinę.
Francja rozważa również wprowadzenie obowiązkowej służby wojskowej, która miałaby być rodzajem kilkutygodniowego czy też miesięcznego szkolenia wojskowego do zrealizowania ciągu trzech lat od ukończenia 18. roku życia. Przedstawiciele armii i Żandarmerii Narodowej mieliby nadzorować poczynania 600 tys. młodych Francuzów rocznie. Mogliby być oni pomocni w niespodziewanych sytuacjach kryzysowych. Służyliby również jako rezerwa mobilizacyjna oraz uzupełnienie Gwardii Narodowej. Pomysł ma poparcie społeczne (ponad 70 proc.), jednak wytyka się jego koszty. Obecnie student przechodzący staż wojskowy otrzymuje około 500 euro miesięcznie, a nie byłyby to przecież jedyne koszty dla budżetu. Pomysł Macrona stanowiłby częściowy powrót do obowiązkowej służby wojskowej, po tym jak w 1996 r. doszło do profesjonalizacji francuskiej armii w wyniku decyzji ówczesnego prezydenta Jacquesa Chiraca. – Szkolenie wojskowe byłoby również rodzajem szkolenia patriotycznego wzmacniającego przywiązanie do wartości V Republiki – wyjaśnia dr Zagrodzki.
Bądźcie silni i sprawiedliwi, nigdy słabi – mówił policjantom Macron.