W czwartek mija 10 lat, odkąd Sejm prawie jednogłośnie przyjął ustawę o Karcie Polaka (KP). Dokument poświadczający przynależność do narodu polskiego od tego czasu został wydany ponad 200 tys. osób, głównie obywatelom Białorusi i Ukrainy.
W ciągu tej dekady KP z instrumentu, który miał pomagać Polakom na Wschodzie poznać kulturę kraju przodków, przeewoluowała w alternatywę dla repatriacji. Ale chociaż od 2016 r. otrzymanie KP to najkrótsza droga do uzyskania unijnego obywatelstwa, procedura wydania dokumentu pozostaje mało czytelna, a po przyjeździe do Polski na jego posiadaczy nie czeka właściwie żadne wsparcie integracyjne.
Zasady przyznania KP pozostają niezmienne: aplikant musi być obywatelem jednego z 15 państw poradzieckich, deklarować polską narodowość, język polski uważać za ojczysty, znać i kultywować polskie tradycje i zwyczaje, udokumentować polskie pochodzenie, rozumiane jako polską narodowość lub obywatelstwo jednego z rodziców, jednego z dziadków albo dwóch pradziadków, a podczas rozmowy z konsulem wykazać się znajomością języka i tradycji. Związek z polskością można wykazać także przez aktywne zaangażowanie w działalność organizacji polskiej lub polonijnej przez co najmniej trzy ostatnie lata.
W 2007 r. KP miała zapewnić Polakom łączność z macierzą i zrekompensować niedoskonałości ustawy o repatriacji. Stąd podstawowy zakres uprawnień: bezpłatna wiza krajowa, zniżka na kolej, darmowe wejścia do muzeów. Tych, którzy chcieli zostać na dłużej, czekało prawo do darmowych studiów, możliwość prowadzenia działalności gospodarczej i pracy bez zezwolenia. Żadnych preferencji w zakresie osiedlenia się lub nabycia obywatelstwa KP nie dawała.
Reklama
Sytuacja jednak zasadniczo się zmieniła i dziś posiadacze KP są w Polsce migrantami uprzywilejowanymi. Zmiany w ustawie o cudzoziemcach z 2013 r. umożliwiły aplikowanie o stały pobyt natychmiast po przyjeździe, natomiast ubiegłoroczna nowelizacja ustawy o KP zawierała szczodrą propozycję: polski paszport nawet po roku od osiedlenia się w Polsce. O niebo łatwiej niż ścieżka zwykłych migrantów, którzy w najlepszym razie po pięciu latach pracy mogą uzyskać status rezydenta długoterminowego UE i dopiero po trzech kolejnych zawnioskować o obywatelstwo, mierząc się w międzyczasie z polskimi realiami.
W ten sposób otrzymanie KP stało się najszybszym sposobem na uzyskanie unijnego paszportu (poza repatriacją). W przypadku Polski należy wliczyć wieloletnie oczekiwanie na wydanie wizy repatriacyjnej i niskie prawdopodobieństwo objęcia programem; taką dostaje raptem 200 osób rocznie. Jak pokazują wyniki badania ankietowego, przeprowadzonego przez Fundację Rozwoju Oprócz Granic wśród posiadaczy i aplikantów na KP, właśnie perspektywa łatwego uzyskania polskiego obywatelstwa została uznana za najważniejszą zachętę. Natomiast świadczenia finansowe, które od 2017 r. posiadacz KP może uzyskać po przeprowadzce do Polski, są kuszące dla mniej niż 20 proc. osób. Polacy ze Wschodu to nie zawsze biedni krewni rzuceni na pastwę losu.

Reklama
– Ukończyłam studia w Niemczech, pracowałam w Europie Zachodniej, już byłam zmęczona wyrabianiem zezwoleń na pracę i pobyt – mówiła ankieterom Żanna (imię zmienione), która na rozmowę o KP z konsulem w Łucku leciała z Brukseli. – Gdy mając KP, przeprowadziłam się do Polski i uzyskałam obywatelstwo, myślałam o swoich ambicjach i tej drodze, która się przede mną otwiera. Na razie bardzo komfortowo mi się mieszka w Warszawie, ale myślę o przeprowadzce dalej na Zachód po kilku latach – dodała. Chociaż liczba wniosków o KP w sierpniu b.r. przekroczyła 222 tys., procedury towarzyszące jej wydaniu ciągle wyglądają na nieklarowne i uznaniowe.
– Chciałem wyrobić KP w 2013 r. ze względu na planowane studia wyższe w Polsce – opowiada Jewhen z obwodu chmielnickiego. – O ile pamiętam, zapisać się na rozmowę przez telefon można było tylko w ciągu jednej godziny w poniedziałek rano. Od września do marca dzwoniłem co tydzień: raz w ogóle nie mogłem się dodzwonić, raz wszystkie terminy były już zajęte. Zrezygnowałem – dodaje. Historia Jewhena jest typowa: większość osób, z którymi odbyłyśmy rozmowę albo które wysłały ankiety do fundacji, potwierdza, że traciły nawet pół roku, żeby zapisać się na złożenie wniosku. Przy tym w internecie można znaleźć kontakty osób, które w tej niełatwej sprawie mogą pomóc odpłatnie, podobnie jak z kolejką wizową.
Do problemów z zapisem dochodzi brak zunifikowanej listy pytań dla aplikantów. Podczas rozmowy konsul sprawdza dokumenty oraz poziom wiedzy chętnego. O ile kryteria oceny dokumentów są jasne, o tyle chociażby z oceną znajomości języka istnieje problem: co uznać za wymagany poziom podstawowy? Z pytaniami do kandydatów o polskie tradycje jest jeszcze trudniej. Jak wynika z relacji interesantów, poza rozmowami o życiu i rodzinie do ulubionych tematów konsulów należą polska kuchnia i historia XX w. Niektórzy dyplomaci jednak chcieli się dowiedzieć, w którym roku Andrzej Wajda dostał Oscara albo jakich polskich tradycji przestrzegała rodzina Fryderyka Chopina. W ostatnim roku w ukraińskich placówkach nie brakuje próśb o ocenę działalności UPA. Aplikanci pół żartem, pół serio przekazują z rąk do rąk tajemną wiedzę: jeśli nie możesz odpowiedzieć na pytanie, zaczynaj śpiewać kolędy albo hymn narodowy.
Przy tym statystyka odmów wydania KP jest znikoma: to zaledwie 0,36 proc., znacznie mniej niż w przypadku wiz (2 proc.) czy zezwoleń pobytowych (15 proc.). Niektóre konsulaty przez prawie dekadę nie wydały ani jednej odmowy, gdy decyzje pozytywne idą w tysiące. Czy wobec tego wszyscy interesanci przynoszą idealne papiery i potrafią tak samo idealnie podtrzymać rozmowę z konsulem? Otóż nie. Fora internetowe są pełne komentarzy osób załamanych kolejnymi porażkami na rozmowach w konsulatach.
A nna (imię zmienione) do rozmowy z konsulem w Winnicy podchodziła trzykrotnie. Sama przyznaje, że nie mówi najlepiej po polsku, ale już od drugiej próby do rozmowy przygotowywała się z przedstawicielką miejscowej organizacji polonijnej. – Szykowałam się do rozmów o historii, ale pytano o zespoły taneczne w Polsce. Mówiłam, że znam kolędy, mam rodzinę w Polsce, a oni mi na to: „Jeśli pani nie zna zespołów, to po co pani ta Polska, skoro pani nie interesuje się jej życiem?”. Za każdym razem po prostu dostawałam z powrotem swój wypełniony wniosek. Raz pani konsul nawet napisała na pierwszej stronie: „nie”. Ze mną w kolejce było wtedy pięć osób, nikt nie dostał KP – mówi.
Zgodnie z kodeksem postępowania administracyjnego i ustawą o KP taka sytuacja nie miała prawa zaistnieć. Interesant ma dostać od konsula decyzję pozytywną lub negatywną z uzasadnieniem. Mając tę ostatnią, aplikant ma prawo odwołać się do Rady ds. Polaków na Wschodzie, która działa przy MSZ. Rada w 2016 r. dostała raptem 30 odwołań, a do połowy 2017 r. kolejne sześć. Skromne statystyki tłumaczy wypowiedź konsula generalnego RP w Łucku Doroty Dmuchowskiej dla „Monitora Wołyńskiego”. – Wszystko zależy od osoby, która wnioskuje o Kartę Polaka. Jeśli nalega na złożenie wniosku o przyjęcie, to wtedy rozpoczyna się procedura złożenia wniosku i ona musi zostać zakończona wydaniem decyzji. Jeśli ktoś formalnie nie spełnia wymogów, to wtedy jest decyzja odmowna. Ale takie spotkanie możemy potraktować też jako formę konsultacji, prosimy wówczas o uzupełnienie dokumentów – mówiła konsul.
Pozorna życzliwość konsulatu w praktyce rodzi pytania o rzetelne dotrzymanie procedur. W połączeniu z uznaniowością, brakiem informacji o możliwości odwołania oraz niską świadomością prawną aplikantów uniemożliwia to odwołanie się od decyzji. Owszem, wtedy statystyka odmów nie rośnie, a Rada ds. Polaków na Wschodzie nie jest obłożona odwołaniami.
Nie wszystko gra także z zapowiadaną pomocą materialną dla tych, którzy już dotarli do Polski. Środki są bowiem limitowane, więc np. na Mazowszu tegoroczna pula wyczerpała się już pod koniec marca. Poza świadczeniami, mimo zapowiedzi, nie oferuje się żadnego programu integracji. Dlatego nowym posiadaczom KP, wczorajszym mieszkańcom Ukrainy i Białorusi, łatwo podejmować decyzję o dalszej migracji wewnątrz UE. Bo mają polskiego dziadka, nauczyli się języka i tradycji na kursach, ale ze współczesną Polską w żaden sposób nie są związani. Te więzi nie powstaną w ciągu roku. W przypadku spowolnienia gospodarki łatwo mogą się oni okazać obywatelami tranzytowymi.