Kijów o gigantyczny cyberatak oskarżył Moskwę. Ta zaprzecza.



Bezprecedensowy cyberatak sparaliżował wczoraj Ukrainę. Wirus Petya.A działa i rozprzestrzenia się podobnie jak jego poprzednik WannaCry, który 12 maja zainfekował kilkaset tysięcy komputerów na całym świecie. Wśród najbardziej zagrożonych państw obok Indii, Rosji i Tajwanu również wówczas znalazła się Ukraina.
Reklama
Petya.A szyfruje twarde dyski, po czym w zamian za ich odblokowanie żąda od użytkownika równowartości 300 dol. płatnych w kryptowalucie bitcoin. Problem dotyczył komputerów działających na systemie operacyjnym Windows.

Reklama
Według władz w Kijowie atak był wymierzony przede wszystkim w instytucje finansowe. Państwowy Oszczadbank, trzeci największy w kraju, wstrzymał niektóre operacje finansowe i ograniczył obsługę klientów. Nie dało się wypłacić pieniędzy z jego bankomatów, a oddziały – jak to określono w komunikacie – udzielały wyłącznie konsultacji. Normalnie można było natomiast dokonywać transakcji kartami. Ale atak dotknął nie tylko banki. Padła sieć komputerowa rządu Wołodymyra Hrojsmana. Część instytucji prewencyjnie odcięła od sieci swoje strony internetowe.
Na kłopoty skarżyła się krymskotatarska telewizja ATR oraz nieprodukująca już prądu elektrownia atomowa w Czarnobylu (bez wpływu na bezpieczeństwo nuklearne). „Wszystkie komputery w firmie są wyłączone. Pracujemy na telefonach” – napisał z kolei operator facebookowego profilu wydobywczej spółki Ukrhazwydobuwannia. W kijowskim metrze nie można było zapłacić kartą za przejazd. Nie działała nawet strona internetowa departamentu cyberpolicji w ukraińskim MSW.
„Cyberpolicja radzi, żeby w przypadku występienia problemów w pracy komputerów, odłączyć je zarówno od internetu, jak i sieci wewnętrznych” – radził tymczasem na Facebooku rzecznik policji Jarosław Trakało. Nazwa wirusa jest zapisanym w angielskiej transkrypcji słowem Pietia, będącego zdrobnieniem ukraińskiego imienia Petro i rosyjskiego imienia Piotr, co niektórzy komentatorzy uznali za specyficzne pozdrowienie dla prezydenta Ukrainy Petra Poroszenki.
Rzeczniczka Służby Bezpieczeństwa Ukrainy Ołena Hitlanska powiedziała, że ataki były dokonywane z terytorium Rosji lub okupowanych terenów Zagłębia Donieckiego. – To zorganizowany atak, coś w rodzaju treningu służb specjalnych Federacji Rosyjskiej – dodawał na antenie kanału 112 doradca szefa MSW Anton Heraszczenko. O rosyjskim śladzie mówił też sekretarz Rady Bezpieczeństwa Narodowego i Obrony Ołeksandr Turczynow. Nikt nie podał jednak dowodów potwierdzających tę hipotezę.
Strona rosyjska odrzuca tego typu oskarżenia. Rosjanie wskazują, że sami stali się celem ataku wirusa Petya.A, choć na mniejszą skalę niż skonfliktowana z nimi sąsiadka. O problemach z siecią informował m.in. naftowy koncern Rosnieft, wyrażając nadzieję, że nie mają one związku z rozpoczynającym się wczoraj procesem z firmą AFK Sistiema. Pozew opiewa na 171 mld rubli (11 mld zł) za rzekome złe zarządzanie przez Sistiemę sprzedaną później Rosnieftowi spółką Basznieft.