Zdaniem prof. Wawrzyńca Konarskiego ze Szkoły Wyższej Psychologii Społecznej, rok 2009 nie przyniesie większych konfliktów w koalicji PO-PSL. W jego opinii wzajemna niechęć prezydenta i premiera będzie utrzymywała się na podobnym poziomie jak w 2008 roku.

"Nic nie zagrozi istnieniu koalicji PO-PSL, chyba że premier Donald Tusk zdecydowałby się na szybsze wybory licząc na to, że przyniosą mu absolutną większość" - powiedział PAP Konarski.

W jego ocenie nie będzie większych konfliktów między PO i PSL. "Zwłaszcza wtedy ich nie będzie - jak sądzę - jeśli pojawią się gorsze notowania sondażowe obu partii, bo kryzys (finansowy) będzie generował rosnącą krytykę działań obozu rządzącego" - powiedział Konarski.

Według niego, z tego powodu koalicjanci będą musieli "zwierać szeregi" i "jeśli będą miały miejsce jakieś wzajemne ewentualne dyskusje, to będą one miały rangę mniejszą niż zasadnicza".

Pytany o relacje między prezydentem i premierem odparł, że wzajemne niechęci obu polityków, intencje zmierzające w kierunku konfliktu będą przedłużane, aż do wyborów prezydenckich.

"Jak najbardziej prawdopodobne może się wydawać, że właśnie w obliczu wyborów do PE, będą startować osoby nie radzące sobie z polityką krajową"

"Ponieważ czas będzie mijał, a to znaczy, że będą się zbliżały wybory prezydenckie, wybory do PE - to wszystko będzie powodować, że raczej te wzajemne niechęci nie będą wytłumiane, a raczej utrzymywane na tym samym poziomie" - ocenił.

Jak dodał, "im bliżej będzie do wyborów prezydenckich tym, w większym stopniu będzie rosła temperatura we wzajemnych stosunkach" prezydenta i premiera.

Zapytany, czy w związku ze zbliżającymi się wyborami do Parlamentu Europejskiego możemy spodziewać się rekonstrukcji rządu odparł, że "da się znaleźć sporo ministrów, którzy nie radzą sobie ze swoją sferą".

W ocenie Konarskiego w gronie tym są: minister zdrowia Ewa Kopacz, minister edukacji Katarzyna Hall, minister szkolnictwa wyższego Barbara Kudrycka, minister infrastruktury Cezary Grabarczyk.

"Jak najbardziej prawdopodobne może się wydawać, że właśnie w obliczu wyborów do PE, będą startować osoby nie radzące sobie z polityką krajową" - stwierdził.



Konarski powiedział, że chciałby "aby sfera naszych ambicji zyskała zrozumienie wśród naszych partnerów"

Konarski uważa, że nie jest to objaw patologii władzy. "W żadnym wypadku tak nie jest, ponieważ w większości krajów europejskich, w których część osób zajmujących publiczne stanowiska nie radziła sobie z zakresem swoich obowiązków, właśnie szła do wyborów do PE" - powiedział Konarski.

W jego opinii sfera potencjalnych konfliktów i problemów w polityce wewnętrznej w Polsce jest bardzo szeroka. W tym kontekście wymienił m.in. ochronę zdrowia, w tym kwestię in vitro, sprawę oświaty, szkolnictwa wyższego, budowy dróg, a także restrukturyzację górnictwa i przemysłu stoczniowego.

Mówiąc o priorytetach polityki zagranicznej na przyszły rok Konarski powiedział, że chciałby "aby sfera naszych ambicji zyskała zrozumienie wśród naszych partnerów".

Jak podkreślił, "jeżeli prawdą jest to, że mamy ambicje kształtowania polityki wschodniej jako swoista forpoczta UE to dobrze byłoby abyśmy użyli różnych środków, aby taką pozycje uzyskać".

Jego zdaniem, mówienie o strategicznym partnerstwie z USA jest obecnie tylko mówieniem, za czym nie idzie rzeczywiste wsparcie

W jego ocenie, w tej chwili takich umiejętności nie posiadamy i "trochę się miotamy". Bo - jak mówił - z jednej strony "w sposób wybitnie nieudolny w kwestiach polityki wschodniej postępuje prezydent Lech Kaczyński, z kolei rząd tylko się ogranicza do krytyki prezydenta i nie ma żadnej alternatywy w tej kwestii".

Odnosząc się do naszych stosunków z USA rozmówca PAP podkreślił, że "jest to wielka niewiadoma, ponieważ wciąż nie wiemy jak się ma ochotę zachować nowy prezydent Barack Obama".

Jego zdaniem, mówienie o strategicznym partnerstwie z USA jest obecnie tylko mówieniem, za czym nie idzie rzeczywiste wsparcie - np. finansowe - dla Polski jako sojusznika Stanów Zjednoczonych w tej części Europy.