XIX-wieczny pisarz Aleko Konstantinow, założyciel ruchu turystycznego, który "stoi" na centralnym bulwarze i patrzy na pobliski masyw górski Witosza, "mówi": "Widzę smog, nie górę". Poeci Sławejkowowie, ojciec Petko i syn Penczo, siedzący na ławce na nazwanym na ich cześć placu, mają tylko jedną maskę. Ojciec "mówi" do syna: "Pożycz na chwilę, bo się duszę". Maski "założyli" też święci Cyryl i Metody, prawosławny patriarcha Eutymiusz oraz założyciele Uniwersytetu Sofijskiego bracia Ewlogi i Christo Georgiewowie.

Inicjatorom protestu nie udało się dostać tylko do radzieckiego żołnierza z pepeszą, stojącego na 37-metrowym postumencie.

"Smog pokrywa wszystko oprócz wadliwej polityki" – brzmiał jeden z napisów. Według organizatorów akcji protestacyjnej zanieczyszczenie powietrza w stolicy Bułgarii osiągnęło krytyczny poziom i kroki, które należałoby podjąć, by zapobiec niebezpiecznej sytuacji, są już spóźnione.

Organizacja pozarządowa Ratujmy Sofię przypomina, że miasto to jest unijną stolicą o najbardziej zanieczyszczonym powietrzu. Podczas ostatniego weekendu stężenie pyłu w powietrzu przekroczyło ośmiokrotnie dopuszczalne normy i wynosiło 400 mikrogramów na metr sześcienny, przy dopuszczalnych 50.

Według oficjalnych danych resortu zdrowia rocznie w Sofii jest ok. 700 ofiar śmiertelnych zanieczyszczonego powietrza. Walka o jego czystość powinna stać się absolutnym priorytetem władz miasta - uważa organizacja Ratujmy Sofię.

Z Sofii Ewgenia Manołowa (PAP)