Strony konferencji, którymi są państwa w niej uczestniczące, próbują doprowadzić do zdolności prawnej działania Funduszu Adaptacyjnego, pracują nad zasadami finansowania tego funduszu poprzez opodatkowanie działań na rzecz wspólnej realizacji (joint implementation) i handlu emisjami oraz wprowadzenia technologii gromadzenia CO2 do Mechanizmu Czystego Rozwoju CDM.
"Można być optymistą co do pozytywnego rozwiązania kwestii zdolności prawnych Funduszu Adaptacyjnego, aczkolwiek jest to ciągle nierozwiązane - ale myślę, że dwa kolejne tematy zostaną rozwiązane na zasadzie przeniesienia tych decyzji na przyszłość" - powiedział dziennikarzom Ponikiewski.
Według negocjatora, opodatkowanie mechanizmów handlu emisjami i projektów wspólnej realizacji będzie stanowiło część całej architektury finansowej, która ma zostać uchwalona w Kopenhadze w 2009 roku na kolejnym COP 15.
"Prezydentowi COP (ministrowi Maciejowi Nowickiemu - PAP) zależy na pozytywnym rozwiązaniu sprawy Funduszu Adaptacyjnego. To był jego priorytet i robi wszystko żeby to się udało" - dodał Ponikiewski.
Zapytany o dotychczasowe osiągnięcia poznańskiej konferencji powiedział: "To co jest najważniejsze to jest to, że uchwalono bardzo precyzyjny plan pracy na rok przyszły i plan dochodzenia do kompromisu w Kopenhadze" - powiedział.
Dodał, że politycznym sukcesem jest to, iż ministrowie, którzy przyjechali na COP 14, poparli ideę zawarcia porozumienia w Kopenhadze. "Bardzo duża ilość państw, nie tylko państw rozwiniętych, zadeklarowała dobrowolne działania na rzecz klimatu jako element pewnej dobrej woli, żeby taki kompromis w przyszłym roku osiągnąć" - dodał.
Powiedział, że w momencie kiedy Fundusz Adaptacyjny zacznie działać, środki zaczną do niego intensywnej napływać. Dodał, że 100 mln dolarów, które są zgromadzone dotychczas na tym Funduszu nie jest gigantyczną kwotą, ale najważniejsze jest to, aby przełamać impas.
Dodał, że negocjacje ciągle trwają, ponieważ "brakuje woli" w sprawie konkretnych deklaracji finansowych krajów rozwiniętych (m.in. krajów Unii Europejskiej, Kanady, Australii), ale także Rosji i Ukrainy.
Kolejnym nierozwiązanym problem podczas poznańskiej konferencji jest problem z przeglądem Protokołu z Kioto dotyczący m.in. kwestii handlu emisjami CO2.
Ponikiewski ocenił, że "okrągły stół", czyli nieformalne spotkanie ministrów środowiska zorganizowane z inicjatywy szefa polskiego resortu środowiska jest jednym z sukcesów poznańskiego szczytu.
"Proszę nie zapominać, że to są naprawdę niezwykle skomplikowane rzeczy, że to jest proces, który ma ogromne konsekwencje gospodarcze dla wielu państw, że toczy się on na bardzo wielu płaszczyznach, że dotyczy on szeregu sektorów gospodarczych, szeregu aspektów społecznych" - podkreślił.
Zwrócił też uwagę, że ustalenia szczytu mogą dotykać witalnych interesów wielu państw, bo w przypadku małych wyspiarskich krajów zmniejszenie emisji gazów cieplarnianych oznacza przeżycie, a dla państw OPEC (eksporterów ropy naftowej) może oznaczać koniec ich prosperity.
"Jeśli przejdziemy do gospodarki niewęglowej, w której prawdopodobnie będzie wyeliminowany nie tylko węgiel, ale też i ropa naftowa, to prosperity tych państw też się skończy" - tłumaczył trudności w negocjacjach.
W jego ocenie, nie zanosi się na to, żeby któryś z dokumentów wypracowanych w ostatnich dniach miał w nazwie "poznański". "Nie będą forsowane rzeczy, które by może ładnie wyglądały z punktu widzenia marketingowego, ale nie miałyby żadnego znaczenia w sensie realnym" - powiedział.
Jak stwierdził, polska strona nie chciała upierać się przy "pakiecie solidarnościowym" zaproponowanym stronom konferencji przez ministra Nowickiego nie chcąc "kruszyć kopii".
"To stanowiło problem dla wielu państw, a naszemu ministrowi zależało na tym, żeby się skoncentrować na rzeczywistych rzeczach. Elementy tego pakietu są natomiast w tej chwili przyjmowane po kolei" - powiedział.
Negocjacje plenarne na temat ostatecznych ustaleń szczytu ONZ w Poznaniu mogą rozpocząć się jeszcze w nocy z piątku na sobotę.(PAP)