Eurodeputowani piszą, że zapoznali się z tym zapisem "z ogromnym smutkiem i głębokim zażenowaniem".
"Pragniemy oświadczyć, że obecni tam członkowie Parlamentu Europejskiego nie reprezentowali nas i nie przemawiali w naszym imieniu, z wyjątkiem Hanne Dahl z frakcji IND/DEM, która stanęła w Pana obronie" - głosi list, podpisany przez Urszulę Krupę, Witolda Tomczaka, Andrzeja Zapałowskiego, Hannę Foltyn-Kubicką i Zdzisława Podkańskiego.
Eurodeputowani wyrazili nadzieję, że "wbrew prymitywnym doktrynom i prostackim obyczajom", które - ich zdaniem - dominują dziś w Europie, "jej przyszłość będzie należała do wolnych i godnych ludzi oraz do wolnych i świadomych swych praw narodów".
Autorzy listu napisali, że "w oczach wielu Europejczyków" właśnie Klaus reprezentuje "to, co dobre i wielkie we wspólnym dziedzictwie narodów Europy". Wyrazili też opinię, że prezydent Czech stał się "symbolem oporu przeciw neototalitarnym zapędom niektórych przywódców Unii Europejskiej".
Prezydent Czech poczuł się urażony wypowiedziami lidera Zielonych
W tym tygodniu kancelaria Vaclava Klausa opublikowała zapis jego spotkania z eurodeputowanymi. Prezydent Czech poczuł się urażony wypowiedziami lidera Zielonych Daniela Cohna-Bendita, który zwrócił się do niego z pytaniem, czy będzie respektował demokratyczną wolę deputowanych wybranych przez czeski naród i w związku z tym złoży podpis pod ratyfikacją Traktatu Lizbońskiego. "Będzie pan musiał to podpisać!" - mówił wtedy Cohn-Bendit.
Przewodniczący Parlamentu Europejskiego Hans-Gert Poettering powiedział w czwartek, że jest bardzo zdziwiony, iż prezydent Vaclav Klaus nagrywał swoje spotkanie z eurodeputowanymi, i wystąpił w obronie Daniela Cohna-Bendita.