Kocham Europę. Uwielbiam jej krajobrazy, zabytki, różnorodność jej kuchni i mnogość języków. Mówiąc wprost, rzadko czuję się lepiej niż podczas podróży po Europie, czy to w polskich Tatrach albo nad estońskimi jeziorami, czy na wzgórzach Sycylii. Już we wczesnym dzieciństwie byłem przyzwyczajony do przekraczania granicy.
Mój ojciec był Francuzem, a matka Niemką. Nic nie sprawiało mi większej przyjemności, niż kiedy w dzień wolny od szkoły mama podpowiadała mi, abym wyjechał z naszego alzackiego miasteczka i odwiedził babcię mieszkającą na drugim brzegu Renu. Przekraczanie granicy było jak życie pomiędzy dwoma światami. Nagle zmieniały się język, infrastruktura drogowa i kuchnia. Ojciec często opowiadał mi o II wojnie światowej, która odcisnęła piętno na nim jako młodym człowieku. W czerwcu 1944 r. jako cywil przeżył lądowanie w Normandii.Gdy przekraczałem próg domu mojej niemieckiej rodziny, czekała na mnie zgoła inna historia. Kiedy chodziliśmy na cmentarz, widywałem groby młodych mężczyzn zmarłych w Rosji. To nie byli francuscy polegli z opowieści ojca.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Bądź na bieżąco ze zmianami w prawie i podatkach.
Czytaj raporty, analizy i wyjaśnienia ekspertów.
Materiał chroniony prawem autorskim - wszelkie prawa zastrzeżone.
Dalsze rozpowszechnianie artykułu za zgodą wydawcy INFOR PL S.A. Kup licencję.