Bon vivant światowego biznesu spieniężył niedawno część swoich akcji firmy Tesla, żeby mieć na życie i na przelew do skarbówki. Sprzedał, a mieszek mu nie schudnie, akcje Tesli pójdą zapewne w górę i majątku jeszcze mu przybędzie. Zazdrościć i złorzeczyć takiemu czy cieszyć się jego powodzeniem? Uzyskał to, co ma, mądrą i ciężką pracą czy „tylko” miał szczęście, które nas przez całe życie omija szerokim łukiem? Domierzyć mu podatków, a może brać od niego mniej, skoro radzi sobie z pieniędzmi jak mało kto na świecie? Świat bez Musków, Gatesów, Rockefellerów byłby lepszy, gorszy czy może taki sam? Będą na te pytania próby odpowiedzi. Czy „obiektywnie” słuszne, nie wiem, ale raczej wyważone.
Źródła sukcesu