Brytyjsko-amerykański (urodzony w afrykańskim Eswatini) antropolog Jason Hickel napisał książkę zachwalającą postwzrost (degrowth) – to postulat, by w sposób świadomy i skoordynowany odejść od dyktatu wzrostu gospodarczego. Nie będzie to zadanie łatwe. Na przykład z tego powodu, że wyrażany w ujęciu rocznego przyrostu ilości wyprodukowanych w gospodarce dóbr i świadczonych usług wskaźnik stał się fetyszem: jeśli jest wzrost PKB, to znak, iż gospodarka się rozwija, a ludziom żyje się dostatniej. W warunkach współczesnych medialnych demokracji to, że jakaś ekonomia urosła lub nie, decyduje często o być albo nie być rządu, a co za tym idzie – o losach społeczeństw.
Inny powód to faktyczne (a nie tylko symboliczne) uzależnienie gospodarek od dynamiki PKB. Dzieje się tak, bo działające w warunkach realnego kapitalizmu prywatne przedsiębiorstwa faktycznie są zaprogramowane na funkcjonowanie w ramach stałego rozszerzania działalności. Nie ma wzrostu, nie ma ekspansji, a gdy nie ma ekspansji, nie ma zadowalających zysków. Zaś bez zysków zaczyna się w biznesie robić nerwowo. Dyktat wzrostu PKB mamy oczywiście na wiele sposobów opowiedziany oraz zdekonstruowany. Nawet na łamach tej kolumny pojawiła się w czasie minionej dekady (tak, czytają ją państwo już od dekady) tego typu krytyka oraz argumentacja.