Studenci oraz wykładowcy mierzą się obecnie z największą rewolucją w nauczaniu: już ponad rok temu, z dnia na dzień, z powodu wybuchu pandemii zostali zmuszeni do porzucenia trybu stacjonarnego na rzecz zajęć online. Starając się odnaleźć w tej nowej sytuacji, wszyscy zastanawiamy się na plusami i minusami tego rozwiązania. Z jednej strony cierpią potrzeby towarzysko-społeczne studentów. Z drugiej dostęp do edukacji jeszcze nigdy nie był tak szeroki. Wystarczy internet i pecet, i bez ponoszenia kosztów wyjazdu czy wynajmu mieszkania, z własnego pokoju można się uczyć na Uniwersytecie Jagiellońskim czy w Oxfordzie.
Ale czy nauczanie online jest tej samej jakości co tradycyjne? Czy e-studenci będą tak samo wykształceni jak koledzy, którzy przychodzą na zajęcia do sal wykładowych? Odpowiedź na te pytania zależy od niezliczonej liczby czynników – a mimo to trud zmierzenia się z problemem podjęli Stephanie Cellini i Hernando Grueso. Badacze z Uniwersytetu Jerzego Waszyngtona wzięli na warsztat szczegółowe dane dotyczące studentów z Kolumbii. Dlaczego akurat z tego kraju? Bo wszyscy muszą tam zdać taki sam egzamin końcowy (oczywiście na swoich wydziałach), niezależnie od tego, czy studiowali online, czy stacjonarnie.
Nauczanie zdalne było w Kolumbii popularne jeszcze przed pandemią – w 2017 r. już 15 proc. studentów uczestniczyło w zajęciach, które przynajmniej częściowo odbywały się zdalnie. Badanie naukowców z Uniwersytetu Jerzego Waszyngtona dotyczyło lat 2012–2017 i objęło przedstawicieli kierunków humanistycznych oraz technicznych. Oceniając rzeczywistość przedpandemiczną, w której zajęcia online były wyborem, trzeba liczyć się z problemem autoselekcji: można podejrzewać, że zajęcia zdalne preferują studenci słabsi lub mniej zaangażowani, liczący na to, że taka nauka będzie łatwiejsza. Badacze wzięli to uwarunkowanie pod uwagę. Analizując cechy studentów (jak status społeczny, np. majętność, oraz to, jakie wyniki osiągali w szkole średniej), dostępność szybkiego internetu w miejscu zamieszkania, skonstruowali wagi, których celem było zapewnienie, że porównywani będą nie tylko uczniowie tej samej uczelni i kierunku, lecz przede wszystkim jak najbardziej podobni do siebie pod względem wszystkich dostępnych cech. Tym samym badacze liczyli na to, że problem wynikający z preferencji trybu nauki zostanie zminimalizowany.
Z pracy Cellini i Grueso wynika, że studenci studiów licencjackich online wypadali gorzej na egzaminie końcowym we wszystkich typach testów (matematycznych czy językowych). W przypadku szkół technicznych i zawodowych wynik był podobny, ale z jednym wyjątkiem. Wśród studentów największej publicznej instytucji zajmującej się kształceniem zawodowym w Kolumbii, Servicio Nacional de Aprendizaje (SENA), wyniki były odwrotne – to studenci zajęć online napisali egzamin końcowy lepiej. Skąd ten wyjątek? Badacze nie potrafili podać jednoznacznej odpowiedzi, starali się jednak opisać uwarunkowania tej instytucji. Przede wszystkim wskazywali na szczególną dbałość o program zajęć w trybie zdalnym, dostępność najlepszych wykładowców oraz to, że program nauczania został skonstruowany tak, by zachęcać studentów do aktywności. Jakość kształcenia online wymaga dodatkowego wysiłku. Ale dla lepszych wyników studentów bez wątpienia warto go ponieść.
To badanie nie zamyka oczywiście dyskusji dotyczącej edukacji zdalnej. Jest jednak ważnym głosem w dyskusji o tym, czy nauczania online i stacjonarne są tym samym. Nawet w przypadku dorosłych studentów, tych samych wykładowców i programów zajęć – różnice są widoczne na korzyść nauczania stacjonarnego. Przykład SENA pokazuje jednak, że nie musi tak być.