- Facebook rezygnuje z zarabiania na reklamach wyświetlanych subskrybentom, ale nie odcina sobie dostępu do pieniędzy reklamodawców - uważa dr Iga Małobęcka-Szwast, radca prawny z kancelarii Wardyński i Wspólnicy.

Płacisz danymi czy gotówką – przed takim wyborem od kilku dni stawiają nas Facebook i Instagram. Czy to jest zgodne z RODO?

Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej i decyzje organów ochrony danych osobowych zmusiły Metę, aby zrezygnowała z dotychczas stosowanych podstaw – tj. prawnie uzasadnionego interesu, a wcześniej niezbędności śledzenia do realizacji umowy – i zaczęła pozyskiwać zgody internautów na zbieranie ich danych do celów reklamowych. TSUE dopuścił możliwość wprowadzenia alternatywy w postaci odpłatności za świadczone usługi. To wynagrodzenie musi być jednak adekwatne – i tu pojawia się pytanie, czy zaproponowane przez Facebook i Instagram stawki spełniają ten warunek.

Moim zdaniem nie spełniają. Średni kwartalny przychód Facebooka w Europie w przeliczeniu na użytkownika (19 dol. w III kw. br. – red.) jest znacznie niższy od kosztu kwartalnej subskrypcji (miesięczne stawki to niemal 10 lub 13 euro, zależnie od tego, czy korzystamy przez stronę internetową, czy w aplikacji – red.). Wygórowana cena wariantu bez reklam wyklucza spełnienie wymogu dobrowolności zgody na zbieranie danych. Wydaje się więc, że nowy model korzystania z tych platform nie jest zgodny z RODO.

Na dodatek okazało się, że w wersji płatnej, w której reklam ma nie być, Facebook wyświetla subskrybentom treści „polecane dla ciebie”, pochodzące od użytkowników, których dana osoba nie obserwuje.
dr Iga Małobęcka-Szwast, radca prawny z kancelarii Wardyński i Wspólnicy / Materiały prasowe / fot. Materiały prasowe

Właśnie. Facebook informuje, że po wykupieniu subskrypcji „nadal będziesz widzieć posty i wiadomości od firm i twórców, ale nie będziesz już widzieć ich reklam”. Wygląda mi to na furtkę dla treści komercyjnych i – biorąc pod uwagę dotychczasowe poczynania Facebooka – można się spodziewać, że posty firm będą miały taki charakter. Moje wątpliwości budzi też mechanizm dobierania treści „polecanych dla ciebie”.

Facebook obiecuje, że nie będzie śledził subskrybentów.

Ale może pobierać opłaty za promowanie postów w tej rubryce. A to by oznaczało, że wersja dla subskrybentów nie jest wolna od treści, które platforma pokazuje, bo ktoś za to zapłacił. Facebook rezygnuje z zarabiania na reklamach wyświetlanych subskrybentom, ale nie odcina sobie dostępu do pieniędzy reklamodawców.

Sprzedając im „polecane dla ciebie”?

To niewykluczone. Przedstawione przez Metę warunki są pod tym względem niejasne.

Mówiłyśmy o dobrowolności zgody na zbieranie naszych danych.

Moim zdaniem 10–13 euro to cena zaporowa (w złotówkach korzystanie z aplikacji kosztuje 56,99 – red.). Tym bardziej że Facebook to portal społecznościowy, który ma największe zasięgi i dla wielu osób obecność na nim jest koniecznością. Wymaga tego funkcjonowanie w społeczeństwie – bo na Facebooku działają grupy rodziców, mieszkańców, osób o podobnych zainteresowaniach. Niekorzystanie z tej platformy oznaczałoby dla nich wykluczenie. Kiedy więc stają przed wyborem: albo poświęcą swoją prywatność, albo zapłacą kwotę, która nie mieści się w ich domowym budżecie – to zgoda na śledzenie nie będzie dobrowolna.

Organy ochrony danych w Norwegii i Niemczech rozpoczęły już badanie nowych rozwiązań wprowadzonych przez Metę.

Bardzo istotna będzie tu postawa organu irlandzkiego (DPC, właściwy ze względu na europejską siedzibę koncernu – red.), który też powinien sprawdzić, czy warunki Facebooka są zgodne z RODO i orzeczeniem TSUE. Trybunał przeniósł tu ciężar dowodu na Metę – to ona będzie musiała wykazać, że żądane wynagrodzenie jest adekwatne.

Myślę, że rozwój wypadków z uwagą obserwują też inne platformy społecznościowe. Obecnie nawet te z nich, które oferują płatne konta, nie stawiają swoich użytkowników przed tak drastycznym wyborem. Jeżeli jednak wprowadzone przez Metę zmiany dostaną od DPC zielone światło, to LinkedIn czy Twitter mogą zrewidować swoją politykę i pójść w ślady Facebooka.

Przy czym działania Mety mają drugie dno.

Tak, nie chodzi tylko o dostosowanie się do RODO, lecz także do wymogów aktu o rynkach cyfrowych (tj. rozporządzenia 2022/1925; dalej: DMA). W art. 5 ust. 2 zakazuje on strażnikom dostępu przetwarzania danych osobowych i łączenia ich na innej podstawie niż zgoda użytkownika, któremu przedstawiono konkretny wybór. Łączeniem w rozumieniu DMA jest wykorzystywanie danych uzyskanych przy świadczeniu usługi podstawowej w celu świadczenia innej. Czyli w przypadku Facebooka i Instagrama (oba zostały przez KE uznane za podstawowe usługi platformowe strażników dostępu – red.) będzie to wykorzystanie danych zbieranych na platformie mediów społecznościowych do świadczenia usług reklamowych.

Meta chce więc upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Na dodatek wyrok TSUE otworzył im furtkę opłaty jako alternatywy, gdyby ktoś się nie chciał zgodzić. W ten sposób subskrypcja ma w założeniu spełnić też rolę konkretnego wyboru. To zagranie to majstersztyk Facebooka. I znowu: mam poważne wątpliwości, czy jego propozycja spełnia kryteria konkretnego wyboru.

LinkedIn i TikTok też będą się musiały dostosować do DMA.

Mają na to czas do 6 marca 2024 r. TikTok ma bardzo zagmatwaną politykę prywatności, bo z jednej strony mówi, że przetwarza dane użytkowników w celu personalizacji reklam na podstawie ich zgody, a z drugiej, że personalizuje wyświetlane treści na podstawie prawnie uzasadnionego interesu.

Czy może się okazać, że rozwiązanie wprowadzone przez Metę zostanie uznane za zgodne z RODO, ale sprzeczne z DMA?

Nie można tego wykluczyć – szczególnie jeżeli chodzi o wymóg zapewnienia użytkownikowi końcowemu konkretnego wyboru. Przy czym DPC nie może rozstrzygać o zgodności z DMA. Ewentualny konflikt na tym polu musiałby rozstrzygnąć TSUE – np. rozpatrując skargę Komisji albo w odpowiedzi na pytanie prejudycjalne sądu krajowego. ©℗

Rozmawiała Elżbieta Rutkowska